Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Indonezja - Transport i poruszanie się po kraju

Transport pomiędzy wyspami to oczywiście promy Pelni i samoloty tambylczych tanich przewoźników. Bilety kupowaliśmy w lokalnych "biurach podróży" (daszek z blachy falistej w bramie, biurko, krzesło i telefon). Nikt nas nie wystawił ani nie okantował. Pewnie, że haracz dla biura podróży też płaciliśmy, ale oszczędzaliśmy czas, więc opłacało się. (AK)

Autobus. Połączenia autobusowe funkcjonują między wszystkimi dużymi miastami. Są różne rodzaje autobusów: od najtańszych i zdezelowanych, po śliczne nowiutkie mercedesy z klimatyzacją, gdzie w cenę podróży wliczony jest posiłek po drodze. Ceny umiarkowane, na przykład przejazd z Denpasar do Surabayi w autobusie klimatyzowanym (około 12 godzin) kosztuje standardowo 140 tysięcy rupii (45 zł), ale jak się przyjdzie parę dni wcześniej na dworzec i ma zdolności negocjacyjne, to da się zejść do stu (30 zł).

Pomiędzy mniejszymi miastami z reguły jeżdżą autobusy marniejszej jakości i panuje straszliwe naciągactwo w stosunku do turystów. Biletów na takie krótsze trasy raczej nie kupuje się na dworcu, tylko w autobusie, kiedy już ruszy. Warto znać na tyle indonezyjski, żeby się zapytać współpasażerów, ile kosztuje bilet, albo chociaż obserwować, ile dają pieniędzy, bo (szczególnie we Wschodniej Jawie) sprzedający bilety potrafi zawyżyć cenę nawet kilkukrotnie, gdy widzi białą twarz. Na szczęście autobusy dalekobieżne mają stałe ceny wypisane na bilecie. Ogólnie jeśli się trafi na dobry autobus, to jest to w miarę wygodny środek transportu, ale poza Jawą i Bali drogi indonezyjskie są raczej koszmarnej jakości. (GD)

Cena za przejazd w mieście na Jawie wynosi średnio dwa tysiące rupii, czyli 60 groszy. Autobusy nie mają przystanków, po prostu stoi się przy drodze i macha jak na autostop. Przed wysiadaniem trzeba powiedzieć kierowcy, gdzie chcecie wysiąść i się tam zatrzyma. (AA)

 

Minibusy/shared taxi. Minibusy mają miliony nazw, zależnie od regionu: bemo, anggot, pete-pete – to tylko niektóre z przykładów. Są najbardziej popularnym środkiem transportu miejskiego i pomiędzy mniejszymi miejscowościami, bo autobusy miejskie funkcjonują tylko w największych ośrodkach, takich jak Jakarta czy Surabaya. Cena jest jedna, niezależnie od tego, jak daleko się jedzie, czasem tylko zdarzają się niewielkie odchylenia (z różnicą w cenie zależnie od długości trasy spotkałam się do tej pory tylko w Makassar na Sulawesi, ale wynosiła ona 1000 rupii, czyli dosłownie grosze). Biletów nie ma, płaci się kierowcy. Przystanków też w większości miast nie ma, tak jak i rozkładów jazdy. (GD)

W miejscowościach turystycznych (np. Kuta) przystanki bemo są co kilkaset metrów. Cen nie pamiętam, ale były jakieś mikre. O cenę trzeba pytać PRZED wejściem do bemo. Różnice pomiędzy harga biasa i harga touris (cena dla swojego i cena dla turysty) są takie jak w Zakopanem. To samo dotyczy cidomo (konna bryczka z siedzeniami wzdłuż) na Lomboku. (AK)

 

Samochód. Łatwo wynająć, ale i tak ceny wydawały nam się wygórowane. No i lewostronny ruch zniechęcał. Dopuszczalna prędkość to 70km/h poza miastem. Sądzę, że szybciej się nie da. No, może na Lomboku, poza miastami. Jawa jest zatłoczona, mnóstwo aut, pieszych, rowerów, motorów, drogi nie za szerokie, za to często kręte i o dużej różnicy poziomów. Na Bali nieco mniejszy tłok (poza Kutą/Legian/Sanur), ale drogi kręte i górzysty (wulkaniczny) teren. Na Lomboku znacznie luźniej, ale za to drogi dziurawe.

Warto dogadać się z innymi plecakowcami (6-8 osób) i wynająć mikrobus z kierowcą na cały dzień. Robiliśmy tak kilka razy w Ubud, wychodziło ok. 20 zł/osobę przy sześciu osobach. Kierowcę wykorzystywaliśmy też jako przewodnika, woził nas w miejsca, gdzie sami pewnie byśmy nie trafili, tłumaczył obrzędy i uroczystości, wyciągnęliśmy sporo wiedzy. Trzeba pamiętać, żeby go nakarmić, jeśli sami zatrzymujemy się gdzieś na jedzonko. (AK)

Lepszym pomysłem jest motocykl. Nauka jazdy na skuterze nie jest specjalnie skomplikowana, więc jeśli macie odpowiednio silne nerwy na tutejszy ruch bez zasad ruchu drogowego – to wynajęcie motoru, które jest możliwe w większości miast turystycznych, jest najlepszym pomysłem. Ceny od 35 000 rupii (czyli trochę ponad 10 złotych po negocjacjach na Bali - paradoksalnie pod tym względem Bali jest tańsze niż inne miejsca) do 100 000 rupii (stała cena w Berastagi na Sumatrze).

Na Bali należy mieć przy sobie międzynarodowe prawo jazdy. Poza Bali można legitymować się czymkolwiek i twierdzić, że to jest prawo jazdy, mało prawdopodobne, że ktokolwiek się zorientuje, jeżeli w ogóle spotkacie policjanta, który mówi po angielsku. Policja balijska uwielbia się czepiać turystów, z reguły po prostu licząc na łapówkę w wysokości 50 - 100 tysięcy rupii (15 - 30 zł). (GD)

Wynajęcie samochodu kosztuje około 30 dolarów za dzień. Trzeba się upewnić czy benzyna jest wliczona w cenę. Niekiedy warto wynająć samochód, może być z kierowcą, aby zaoszczędzić czas. (AA)

 

 

Promy/łodzie. Promy między Jawą i Bali oraz Bali i Lombok kursują praktycznie 24 na dobę, mniej więcej co godzinę. Trasa jest krótka (z Jawy na Bali to nie zajmuje nawet godziny). Promy na dłuższe, a nawet dużo dłuższe trasy, funkcjonują głównie dzięki państwowej firmie Pelni i to jej przedstawicielstwa należy szukać, jeśli się gdzieś wybieracie – z reguły sprzedaje też bilety innych, nieco droższych firm. Jeśli zamierzacie płynąć promem, ze względu na finanse warto najpierw się rozeznać w kwestii cen za samolot, bo jak się trafi na promocję, to może wyjść niemal tak samo.

Sieć promowa jest bardzo rozbudowana i na przykład na takich trasach jak Surabaya-Banjarmasin. Możecie trafić na statek codziennie, ale jeśli wybieracie się do bardziej odległych rejonów, warto sprawdzić i potwierdzić rozkład wcześniej i nie ufać, zwłaszcza w porze deszczowej. Morza wokół Indonezji są bardzo burzliwe więc w czasie sztormów promy często są odwoływane, albo się mocno spóźniają. (GD)

Korzystaliśmy przeprawiając się między Jawą i Bali, Bali i Lombokiem i Lombokiem a Gili Trawangan. Kursują często, nie było problemów z biletami. Promowe atrakcje są nie do przecenienia. Większość pasażerów stanowią Indonezyjczycy, więc królują filmy z Bollywood, trzeba więc być cicho i nie zasłaniać nikomu telewizora. Jeśli kończy się film (pół promu chlipie), to zaczyna się karaoke (drugie pół promu śpiewa). Ale jeść nic na promie nie radzę, większość rzeczy nie wygląda jadalnie, a wrzątek w kubku kosztuje jak płynne złoto. (AK)

 

Pociągi. Istnieją na Jawie i Sumatrze. Ich wyższość nad autobusami polega na stałych cenach, a widoki z okna na pola ryżowe, jeśli wybierzecie się w podróż z Jakarty do Yogyakarty, są niezapomniane. (GD)

Na Sumatrze tory kolejowe są tylko na odcinku Medan – Rantauparapat, czyli w granicach prowincji Sumatra Północna.

Na Jawie: cena biletu na trasie Dżakarta - Yogyakarta w drugiej klasie „biznes” to 80 tysięcy rupii (26 zł). Jest też trzecia klasa „economy”, a bilet kosztuje 13 zł. Pierwsza klasa „executive” kosztuje 73 zł. (AA)

 

Metro. Brak, nawet w Dżakarcie. (AA)

Autostop. Nie jest to koncept popularny w tym kraju i idea darmowej przejażdżki może wywoływać bardzo zdziwione miny, ale jest wykonalna. Dużo łatwiej jest na Sumatrze, chyba ze względu na powiązania z malezyjską kulturą, ale na Bali, na Lombok, na Jawie czy Flores też się da. Samotny podróżnik spokojnie może złapać na stopa motocykl. Spora część kierowców (choć w ciężarówce nie zdarzyło mi się to ani razu) oczekuje zapłaty, więc warto zaznaczyć od początku, że się nie ma pieniędzy. Na kompletnych odludziach to środek transportu oczywisty, a ludzie bardzo pomocni. (GD)

Nie działa w sensie podróży za jeden uśmiech. Na Jawie zdarzyło nam się, że kierowca podał jakąś bajońską kwotę. Wymiękliśmy, skorzystały dwie Holenderki, potem je spotkaliśmy i cena, jaką zapłaciły zwaliła nas nóg - była jeszcze wyższa. (AK)

 

Taksówki. Bezbolesne korzystanie z taksówek daje upewnienie się, czy jest włączony licznik lub ustalenie ceny z góry. Kuta jest bardzo droga, ale kto w Kucie bierze taksówkę?

Śmieszne rzeczy dzieją się na lotniskach. W Denpasar taksówkarze/naganiacze zawożą do "swojego" hotelu, skąd pobierają prowizję za przywiezienie świeżego towaru. Oczywiście prowizja doliczana jest ekstra do ceny noclegu. Jeśli hotel jest OK., najlepiej zapłacić za jedną noc, a rano ewentualnie zacząć się targować o następne noclegi.

W Jogyakarcie w terminalu pobiera się tak jakby bilet na taksówkę z numerem, a na postoju szuka taksówki z takim samym numerem. Cena za przejazd z lotniska na Jalan Sosro jest niska, kurs bezpieczny, ale hotel trzeba znaleźć samemu. (AK)

Poza zwykłymi taksówkami funkcjonuje tak zwany ojek, czyli taksówka - motocykl, w niektórych miejscach jedyny możliwy środek transportu. Jeśli jesteście sami i bez dużego bagażu, skorzystanie z ojeka będzie tańsze (a na lotnisku w Denpasar duuużo tańsze) niż ze standardowej taksówki – tylko oczywiście trzeba się targować i ustalić cenę przed przejażdżką. (GD)

 

Riksze.  Tutaj zwane becak. Bardzo popularne w Yogyakarcie, funkcjonują też w wielu innych miastach. Środek transportu powolny, niewygodny i najprawdopodobniej się przepłaci. (GD)

W wielu miastach na Jawie są riksze rowerowe. W Medanie na Sumatrze dominują riksze motorowe, super! Średnia cena za przejazd po targowaniu się to około 10 - 15 tysięcy rupii. (AA)

 

Rower. Nie korzystaliśmy, choć popularny i śmiesznie tanie wypożyczenie. No ewentualnie przyda się w okolicach Ubud na Bali lub w zakątkach Lomboku. (AK)

Samolot. Warto sprawdzać promocje na stronach linii lotniczych (niestety bez indonezyjskiej karty kredytowej biletów nie kupi się przez internet, a cena w biurze będzie oczywiście wyższa o prowizję, ale niektóre z biur mają prowizję naprawdę niską, więc warto się rozejrzeć). Lion Air, Mandala Air, Merpati, Citylink, Siriwijaya Air – to przykładowe tanie linie indonezyjskie mające swoje rozkłady wraz z cenami dostępne na stronach internetowych. Czasami można trafić na bardzo smakowite promocje. (GD)

Na Jalan Sosrowijajan w Jogyakarta albo na na Jalan Legian lub Poppies Gang w Kucie jest mnóstwo "biur" sprzedających bilety lotnicze tanich linii w odległe zakątki kraju. Warto popytać, bo rozpiętość cenowa była spoooora. (AK)

Bardzo popularny, nawet wśród Indonezyjczyków, środek transportu pomiędzy dużymi miastami i rożnymi wyspami. Niestety, samoloty często są opóźnione nawet o kilka godzin, przodują w tym tanie linie lotnicze. Dlatego nie należy planować podroży z przesiadkami na styk.

Tanie linie lotnicze to Lion Air i Air Asia, najdroższe - narodowa Garuda. W tanich liniach nie podają posiłków na pokładzie. Ceny biletów bardzo zależą od okresu, gdyż lokalni przewoźnicy lubią podwyższać nawet trzykrotnie cenę w okresie świąt indonezyjskich. Przelot na trasie Dżakarta – Medan kosztuje około 500 tysięcy rupii (czyli 160 zł). Dla porównania: podroż autobusem na tej samej trasie trwa trzy dni non-stop i kosztuje prawie 300 tysięcy rupii (czyli prawie 100 zł). (AA)

 

Kraje, do których łatwo się przedostać. Promocje lotnicze do Singapuru czy Kuala Lumpur bywają naprawdę kuszące, więc warto rozważyć tę opcję (polecam sprawdzić Air Asia, czasem bywa taniej niż loty krajowe), zwłaszcza, że Polacy w celach turystycznych na krótki okres nie potrzebują w tych krajach wizy. Do Singapuru i Malezji można się również dostać promem z Sumatry. (GD)

Singapur – droga morska z indonezyjskiej wyspy Batam.
Penang w Malezji – droga morska z miasta Medan (przez port Belawan).
Timor Leste – lądem z indonezyjskiej prowincji Timor Wschodni.
Papua Nowa Gwinea – droga morska z Jayapura (prowincja Papua Zachodnia).
Sarawak w Malezji i Brunei – droga morska lub lądowa ze wschodniego lub zachodniego Kalimantanu. (AA)

Autor

Aldona Kalinowska - Pracuje, żeby podróżować, podróżuje, żeby żyć. A wszyscy jej w tym przeszkadzaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaają! Pomiędzy podróżami robi to, co prawie wszyscy: pracuje, wychowuje dziecko, karmi męża, szkoli psa i myśli o dżonkach na zatoce Ha Long i dzbanach w Laosie.

Gosia Drewa - Skończyła jedne studia, rzuciła drugie i pojechała na rok do Indonezji. Z wykształcenia polonistka, powołania życiowego wciąż poszukuje, bo musi być przecież związane z podróżowaniem. Uwielbia poznawać kulturę dalekich krain, a Indonezyjczycy mówią o niej hebat – pełna energii i niemogąca ustać w miejscu.

Anna Adamczyk - 10 lat doświadczenia w Indonezji. W tym czasie zwiedziła prawie cały kraj, a na dłużej zatrzymała się na Jawie, Bali i Sumatrze. Na co dzień zajmuje się planowaniem odległych wypraw po tym kraju.

Obejrzyj zdjęcia z innych krajów.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)