Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Filipiny - Co warto

Miasta. (dodaj swoje informacje)

Przyroda. Podziemna Rzeka na Palawanie. Ciekawe zjawisko przyrodnicze. Przez 8 km rzeka płynie pod ziemią, co jest światowym rekordem. Niestety turyści mogą wpłynąć tylko 1.5 km w głąb. Na tym odcinku rzeka jest dosyć szeroka (jakieś 8-10 m), a w najwyższym miejscu jaskinia, którą rzeka płynie ma aż 65 m wysokości. Po drodze można zobaczyć różne ciekawe formacje skalne. Rzekę można zobaczyć w ramach jednodniowej wycieczki z Puerto Princessa lub na własną rękę jadąc do Sabang. (MB)

Zwiedzanie. Davao - wycieczka do Eden, mały kroczek do nieba, jeszcze za życia. Niesamowite ogrody, mieniące się pełną gamą kolorów i kształtów. Nad tym sielskim obrazkiem góruje Monut Apo. Na Mount Apo organizowane są wycieczki z profesjonalnymi przewodnikami. Niestety w czasie mojego pobytu w Davao góra była zamknięta dla zwiedzających. (MK)

 

Kultura. W Davao polecam odwiedzić MTS (Matina Town Square), w każdy wtorek i czwartek wieczorem, odbywają się tam barwne pokazy tańca, ilustrujące kulturę różnych regionów Mindanao. W biurze Administratora możecie zapytać o Sir Ramona, pięknie opowiada o przesłaniu i znaczeniu tańca. Na pewno wyjaśni co przedstawiają i symbolizują, stroje, instrumenty a także pieśni. Warto wybrać się w okresie kiedy odbywa się Kadayawan – to piękny, pełen życia i barw festiwal.

Jadąc na południe do Gen. Santos i dalej do B., dotrzemy do miejscowości zwanej Lake Sebu. Wioski położonej wokół jeziora. Miejscowi zajmują się głównie hodowlą ryby zwanej tilapia, oraz ryżu. Fotograficy mogą zafundować sobie gratkę fotografowania kobiet w ich rdzennych strojach, w długich łodziach drążonych w pniach drzew. Niestety o zaaranżowaniu takiej sesji trzeba pomyśleć przynajmniej dzień wcześniej i wiąże się ona z nakładem finansowym.

Jeśli jednak nie chcecie wydawać pieniędzy na aranżowane sesje, możecie wynająć motor z kierowcą i ruszyć szlakiem 7 wodospadów. Spacer po mieście pozwoli nacieszyć oczy widokiem warsztatów tkackich z minionej epoki, gdzie kobiety ciągle tkają wzorzyste stroje, charakterystyczne dla regionu. Można nabyć tutaj pamiątki, bransoletki plecione ręcznie z koralików, czy wycinane specjalnym nożem, bambusowe piszczałki. Obowiązkowo trzeba spróbować ryby – polecam tilapię słodko-kwaśną.

Z Banaue jest niedaleko do Sagady, Tam nie udało mi się już dotrzeć, czas nie pozwolił. Zorientowałem się tylko że można tam podziwiać wiszące trumny. Cmentarz zawieszony na klifie. (MK)

 

Jedzenie. (dodaj swoje informacje)

Sport i nurkowanie. Nie spotkałem zachwycających miejsc do nurkowania podróżując przez Luzon i Mindanao. Na południu rafy zniszczone są przez połowy z użyciem dynamitu. Znajomi nurkowie polecali wyspy Palawan i Boraquai. (MK)

Wyspa Balicasang (30 min łodzią od Panglao) – przepiękne miękkie korale, bardzo dużo kolorowych ryb. Rewelacja (2800 p za dwa nurkowania, w tym sprzęt)

Coron – świetny snorkeling na terenie malutkiego rezerwatu Seven Islands (100p za wstęp + wynajęcie bańki). Do tego kilka japońskich okrętów wojennych z czasów II wojny światowej (nurkowanie z Seadive Report – 1 za 1700p, 2 za 2800p, 3 za 3900p, w tym cały sprzęt i lunch).

Snorklowanie i nurkowanie na rafach wokół wysepek przy El Nido, północny Palawan. Piękna rafa, bardzo dużo ryb i miękkich korali. Dobra widoczność. W El Nido można bez problemu zorganizować całodniową wycieczkę po różnych rafach.

Donsol, południowy Luzon – pływanie z rekinami wielorybimi. Tylko od stycznia do maja. Wtedy w okolicy Donsol zjawiają się dziesiątki, jeśli nie setki, rekinów. Największe mają powyżej 10 m długości. Niesamowite przeżycie (opłata rejestracyjna za pływanie z rekinami – 300 p, do tego wynajem bańki na 7 osób – 3500p). (MB)

 

Trekking. Na wyspie Luzon gorąco polecam wioskę Batad, niedaleko Banaue. Autobus odjeżdża z Airbus Station (tel: 7358098). Jedzie około ośmiu godzin, kosztuje 45 PHP za osobę w jedną stronę. Najlepiej złapać autobus, który jedzie w nocy – zaoszczędzicie na noclegu. Polecam wziąć do środka autobusu naprawdę cieple ciuchy (długie spodnie i ciepła bluza to minimum). Przejechałem ta trasę cztery razy i dochodzę do wniosku że AC w tych autobusach ma tylko dwie pozycje przełącznika: zimno i super zimno.

Koło 5 rano autobus zatrzymuje się w Banaue – to końcowa stacja. Warto od razu zabukować sobie bilet powrotny, jeśli wiemy ile czasu zostaniemy w Banaue i Batad. Pierwsze tarasy ryżowe zaczynają się już tutaj, jednak nie ma większego sensu na tracenie czasu w mieście. Najlepiej poszukać trycykla, który zawiezie nas do miejsca gdzie zaczyna się szlak do Batad. Cena powinna wynieść około 700 PHP za kurs w obie strony.

Najlepiej zapłacić kierowcy połowę z góry i umówić się z nim, że resztę dopłacicie jak po was przyjedzie, kiedy będziecie wracać z wioski. Najlepiej wziąć od kierowcy numer telefonu i wysłać mu sms z przełęczy, kiedy będziecie wracać. Przełęcz jest ostatnim miejscem gdzie będziecie mieli zasięg. Podróż trycyklem to jakieś 40 minut po nieutwardzonej i bardzo wyboistej drodze. Dojeżdża się nią do miejsca gdzie zaczyna się szlak do wioski. Stąd jeszcze trzy godziny wspinaczki pod górę w ukropie.

Co jakiś czas ze skały sączą się strużki słodkiej wody. Niewielki scyzoryk pozwoli rozpołowić kawałek bambusa, z którego można zrobić coś na kształt lejka i opłukać spocone czoło. Miejscowi piją tę wodę, ja też próbowałem – po kilku godzinach marszu, smakuje lepiej niż szampan. Na szczycie góry (przełęcz) jest niewielki sklepik z napojami i upominkami, prowadzony przez Harriet i jej męża Darwina. Wymarzone miejsce na przystanek i nacieszenie się widokami. Stad już tylko 40 minut w dół, do wioski.

Nie ma tu ulic ani spalin. Nie ma zgiełku miasta ani internetu. Są za to tarasy ryżowe, wiekiem dorównujące Staremu Testamentowi. Wioska żyje rytmem dnia. Rozbrzmiewa życiem o wschodzie słońca, i cichnie zaraz po zachodzie. Gorąco polecam nocleg w wiosce. Czysty pokój z prostym łóżkiem to wydatek 150 PHP. W cenę wliczony jest „prysznic” - beczka z zimną wodą i czerpakiem, zamknięta w malutkiej komórce. Ręcznik i mydło dobrze mieć własne.

Posiłek to około 350 PHP – adobo z ryżem z miejscowych tarasów. Z malutkiego okienka rozpościera się widok na wioskę otoczoną tarasami. W tle rozbrzmiewają niskie tony pobliskiego wodospadu. Z samego rana warto się tam wybrać. Przewodnik będzie Was kosztował kolejne 700 PHP. Przy pierwszej wyprawie warto go wybająć – odnalezienie drogi to wodospadu nie jest wcale takie proste, jak mogłoby się wydawać.

Droga w jedną stronę zajmuje ok. 40 minut. Jest to nie lada wysiłek. Stopnie schodów po których schodzi się do wodospadu, są wysokie i trzeba solidnie zadzierać nogi. Ja taszczyłem ze sobą 12-kilowy plecak fotograficzny i miejscami odmawiałem zdrowaśki. Szlak ma zaledwie kilkanaście centymetrów szerokości. Nie ma żadnej barierki, a urwisko ciągnie się ho ho w dół. Wystarczy jeden fałszywy krok i może zdążę krzyknąć. Jeśli jednak uda wam się cało dotrzeć do końca – widok wynagradza wiele z tego co wycierpieliście na szlaku.

Przy odrobinie szczęścia będziecie tam jedynymi ludźmi. Można więc zbliżyć się do natury i popływać nago w chłodnej wodzie bez obawy o przyłapanie. Z dołu widać bardzo dobrze że ktoś schodzi szlakiem, na jakieś 15 minut zanim trzeba będzie się podzielić tym wspaniałym miejscem.

Droga powrotna dokładnie tym samym szlakiem – najpierw do wioski, a potem przez przełęcz do drogi i trycyklem do Banaue. Nie ma możliwości wyboru – to jedyna droga. (MK)

Sagada i okolice, północny Luzon. Bardzo dużo opcji na jednodniowe trekkingi (tarasy ryżowe, wodospady, wejście na szczyt najwyższej góry w okolicy). Można też zobaczyć kilka jaskiń. Popularne jest tzw. cave connection, czyli przejście przez system połączonych jaskiń. Niezbędny jest do tego przewodnik, którego można wynająć w centrum informacji w centrum miasteczka.

Inną atrakcją Sagady są tzw. wiszące trumny. Tradycyjny sposób chowania zmarłych to wieszanie trumien z ich zwłokami na zboczach klifowych wzgórz.

Banaue i Batad, północny Luzon – przepięknie tarasy ryżowe. Te w Banaue mają ponad 1000 lat i znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Są bardzo łatwo dostępne z miasteczka.

Te w Batad są co prawda młodsze, ale według mnie robią większe wrażenie. Wioska
Batad jest od Banaue oddalona o około 20km. Pierwsze 13km można przejechać
tricyklem lub jeepney, dalej trzeba iść. Na miejscu w wiosce można wynająć przewodnika, który zabierze nas na szczyt tarasów skąd roztacza się przepiękny widok. Można też pójść dalej do wodospadu. Istnieje też możliwość spędzenia nocy u jednej z lokalnych rodzin. (MB)

 

Freak show. Azja zasypuje Europejczyka dziwactwami w jego europejskim mniemaniu. Jednym z dziwactw jakie na pewno spotkacie na swojej drodze jest Balot – specjalnie przygotowane jajko z embrionem kurczęcia w środku. Sprzedaje się go tylko w nocy. Na ulicach co i rusz da się usłyszeć odgłos trąbek rowerowych. W ten sposób dają znać o swojej obecności sprzedawcy tego afrodyzjaku. Beczuszka albo wiaderko przymocowane jest do ramy roweru, zwykle przy kierownicy. Znadziemy w nim pojemniczek z solą i butelkę z vinegarem i czosnkiem. Są dwie wersje Balot – wersja szesnastodniowa dla turystów, i wersja osiemnastodniowa – tylko dla orłów. W tej drugiej bowiem da się już wyczuć piórka i łapki pisklaka. Średnio miłe wrażenie smakowe.

Nie wydaje mi się żebym jakoś od tego nabrał seksapilu, ale to miejscowy rarytas – spróbować trzeba. Mój żołądek zniósł to dzielnie, niestety mój współtowarzysz spędził następny dzień w łóżku i toalecie – na zmianę, w równych proporcjach czasowych.

Kolejnym dziwactwem był dla mnie durian. Owoc o specyficznym zapachu i waniliowo-, budyniowo-, śmietankowo-niezidentyfikowanym smaku. Uwaga: należy przestrzegać zakazu wnoszenia duriana do większości miejsc publicznych – zawsze dobrze spytać czy np. hotel nie ma nic przeciwko. (MK)

 

Adventure. (dodaj swoje informacje)

Plaże i wyspy. Południe archipelagu zdecydowanie bardziej sprzyja miłośnikom plaży i wylegiwania się w słońcu. Z kilku przystanie w obrębie Davao można za kilkanaście to kilkudziesięciu peso złapać łódkę która zabierze nas do wybranej plaży czy resortu na wyspie Samal. To tutaj znajdują się najlepsze plaże w okolicy.

Najbliższe miasta i jednocześnie najbardziej godne uwagi to Isla Reta 2 (w zasadzie niezagospodarowana plaża z białym piaskiem i lazurową wodą. Od przystani do której przybija łódź do plaży jest jakieś 15 minut piechotką, można tez spytać o podwiezienie miejscowych - zawsze kręci ich się tam spora gromada. 5 php od osoby to dobra cena za transport. Jeśli wybierzecie spacer (polecam), od przystani skręcacie od razu w lewo i trzymacie się wybrzeża. Ciężko się zgubić. Wejście kosztuje 50 php. Żeby zostać na noc, trzeba wykupić nocleg w domku przy plaży. Sprawdźcie zawsze wcześniej, o której odpływa ostatnia łódź powrotna do Davao. (MK)

White Beach obok Puerto Galera. Ładna i czysta plaża. Popularne miejsce na wypady weekendowe dla mieszkańców Manili. Nie wiedzieć czemu niezbyt popularna wśród turystów. Sąsiednie Sabang jest turystów pełne, mimo że plaża już praktycznie tam nie istnieje, a ceny są 3-4 razy wyższe niż na White Beach. (MB)

 

Kluby i imprezy. (dodaj swoje informacje)

Odpoczynek. (dodaj swoje informacje)

Zakupy. (dodaj swoje informacje)

Komu się spodoba. Filipiny nastawione są raczej na zorganizowany wypoczynek w kurorcie z kelnerami, leniuchowaniem i bez niespodzianek, ale i amator mocnych wrażeń, dziczy i zespolenia z natura odnajdzie swoją niszę. (MK)

Autor

Maciej Kuźnicki - jest podróżującym fotografikiem. Kocha oglądać świat i sprawia mu wiele radości utrwalanie tych pięknych miejsc, ludzi czy osobliwości w całej gamie sposobów i możliwości jakie oferuje fotografia. Cyfrowa matryca czy klatka filmu to dla niego tylko najprostsze z nich. Na Filipinach mieszkał przez pół roku, choć w paszporcie pozwolenia ma tylko na cztery miesiące.

Magda Biskup - zakochana w podróżach. Od kilku lat systematycznie zmienia zawody i szuka swojego miejsca na ziemi. Cztery lata mieszkała i pracowała w Australii. Wczesniej rok w Malezji. http://careerbreak.wordpress.com

Obejrzyj zdjęcia z Filipin (fot. Maciej Kuźnicki).

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)