Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Kambodża - Co warto

Miasta. Angkor (znaczy po prostu Miasto). Kiedyś  największe miasto świata. Po wiekach zapomnienia, corocznych tropikalnych ulewach i zmasowanym ataku tropikalnych roślin z miasta zostały tylko budowle z najlepszych materiałów, czyli świątynie.

Phnom Penh. W pierwszym momencie do siebie zniechęca, ale można się przyzwyczaić.

Siem Reap. Konieczne do zaliczenia, ponieważ jest jedyną bazą wypadową do Angkoru. Jest dużo spokojniejsze niż Phnom Penh, chociaż samo w sobie trochę nudne. Cały dzień spędza się zazwyczaj na zwiedzaniu świątyń, więc ogląda się je wcześnie rano i wieczorem. Ciekawym punktem jest tak zwany Nocny Market, który w rzeczywistości jest tylko wieczorny. Nie ma on nic wspólnego z kambodżańskim targiem, bo jest w całości przeznaczony dla turystów, ale można tam miło odpocząć po trudach dnia. Można kupić jakieś pamiątki, chociaż znacznie drożej niż w Phnom Penh. Warto wspomóc posiadającą tam stoisko Australijkę, która sprzedaje swoje zdjęcia, aby finansować działalność fundacji charytatywnej.

Sihanoukville. Miejsce dobre do poleniuchowania na plaży z niedrogimi guesthousami niedaleko morza. Dobra baza wypadowa do popłynięcia na Wyspę Bambusową. (DS)

 

Przyroda. Phnom Tamao Wildlife Sanctuary – kilkugodzinna wycieczka ze stolicy (moto albo rikszą) do ośrodka, w którym leczy się zwierzęta odbite z rąk przemytników, cyrkowców i innych zabawiaczy gawiedzi. Zwierzaki chodzą przeważnie swobodnie i nie są przetrzymywane w klatkach, można je karmić, robić zdjęcia etc. Nie przypomina to zoo ani trochę. Najgroźniejsze zwierzaki typu tygrysy, słonie, małpy czy krokodyle przebywają na ogrodzonym terenie, natomiast mają pełną swobodę ruchu. Większość zwierzaków po leczeniu wraca na wolność. Miejsce w ogóle nie turystyczne, a warte odwiedzenia. (TM)

Phnom Kulen. Góra niedaleko Siem Reap z sanktuarium buddyjskim na szczycie – miejscem pielgrzymek miejscowych. Turystów tam niewielu, za to ładne wodospady, namiastka egzotycznej dżungli, tradycyjne miejsca khmerskich rodzinnych spotkań – szałasy nad strumieniem, do których można zamówić sobie jedzenie i napoje. Warto odwiedzić to miejsce, żeby liznąć trochę ludowej, odpustowej duchowości w otoczeniu pięknej egzotycznej przyrody. Dostać można się tam tylko samochodem z kierowcą (tuk-tuk nie dojedzie, bo za daleko i za dziurawa droga). Może da się namówić jakiś motocyklista, ale ponadgodzinna jazda na motorze po wybojach w upale to wyzwanie dla odważnych. Ponieważ w Kambodży nie ma tradycji chodzenia po górach, samochód zawozi turystów na sam szczyt. (DS)

 

Zwiedzanie. Angor Wat – nie polecam (przeczytaj sekcję Czego Nie Warto). Jeśli mimo to się zdecydujesz, pojedź do świątyń w środku dnia, między 11 a 15 i omiń główny kompleks, kierując się od razu do tych najdalszych. Tylko w nich można zobaczyć coś ciekawego (drzewa porastające mury, zwalone ściany), poczuć się jak w Angor Wat ze zdjęć w National Geographic i choć trochę uciec od nieprawdopodobnego tłumu turystów. (TM)

Pałac Królewski w Phnom Penh. Jego zaletą jest to, że nie jest bardzo zatłoczony.  Zaraz obok pałacu jest Riverside, gdzie znajdziecie mnóstwo knajpek, hoteli, biur podróży. Wieczorem przed pałacem ustawiają się wózki z ekstremalnym jedzeniem dla odważnych.

Central Market (Phsar Thmei) w Phnom Penh jest dość ciekawy architektonicznie jak na to miasto, co nie znaczy, że jest ładny. Jego główną zaletą jest to, że można z niego... wyjść, a następnie wejść w jakąś uliczkę nieopodal, poszukać jakiejś knajpki i skosztować prawdziwego khmerskiego jedzenia.

Russian Market (Phsar Toul Tom Poung) w Phnom Penh – chociaż architektonicznie zupełnie nieciekawy i sporo tam tandety dla turystów, można poczuć ducha miasta, gubiąc się w labiryncie straganów z warzywami, mięsem, żywymi krabami, gwoźdźmi, ubraniami, pamiątkami (czasami wartościowymi). W samym środku hal targowych jest dział, który można nazwać jadłodajnią – każde stoisko ma swoją specjalność, można tu dostać najlepszą kawę w Phnom Penh.

Więzienie S-21 (Tuol Sleng)  i Pola Śmierci (zwiedzać w podanej kolejności!)  w Phnom Penh są przeznaczone dla zainteresowanych historią ludzi o mocnych nerwach. Po uświadomieniu sobie, że podobnych miejsc w Kambodży było mnóstwo, łatwiej zrozumieć, dlaczego jest ona tym, czym jest. W tym drugim miejscu uderza kontrast pomiędzy tym, co tu się działo, a urodą okolicy. Tak jest ładnie, że podobno jeszcze do niedawna (w końcu wprowadzono zakaz) miejscowi chętnie organizowali tutaj rodzinne pikniki. (DS)

 

Kultura. W Muzeum Narodowym w Phnom Penh dyrektorem jest dr Abdudź, który studiował w Polsce w latach ‘80. Strasznie mu zawsze miło, gdy zawita do niego ktoś z kraju znad Wisłą i może poćwiczyć sobie polski, co jest równie urocze co zabawne. Do dr. Abdudzia warto się wybrać i pogadać o historii Kambodży – niektóre jego opowieści naprawdę otwierają oczy.

W jednej z restauracji w Phnom Penh (chyba przy Sothearos, gdzieś na wysokości 246 czy 258) prawie codziennie odbywają się rodzinne uroczystości, głównie śluby. Warto obserwować przygotowania do nich, scenę powitania gości, a potem przenieść się do zaułka na tyłach restauracji, żeby zobaczyć jak jest przygotowywane jedzenie.

Tuż przy Muzeum Narodowym w Phnom Penh mieści się restauracyjka Friends. Jest to kapitalna inicjatywa jednej z organizacji charytatywnych. Wyszukuje dzieci ulicy, daje im dach nad głową i uczy zawodu. Najpierw dzieciaki szkolą się w gotowaniu, obsłudze gości i zarządzaniu lokalem, potem zaczynają uczyć kolejnych studentów, a na koniec – jeśli chcą – zakładają własne knajpki. Całość dochodu jest przeznaczona na rozwój podobnych placówek. Ceny są europejskie, za obiad zapłacisz ok. 20 USD, za colę 10 zł, mimo to warto (zwłaszcza że i wystrój, i obsługa jest zdumiewająca – knajpa jak z Paryża). Ostatnio zostawiłem tam ze 100 USD. Tak powinny działać NGO-sy, właśnie takie akcje pomocowe należy wspierać. (TM)

Jedzenie. Zdecydowanym hitem są grillowane, faszerowane żaby dostępne w każdym zajeździe i na każdym targu.

Znakomite, ale dość rzadko spotykane, są jedzone rękoma naleśniki z dużą ilością kiełków i mięsem.

Dla osób o mocniejszych nerwach owady i pająki – będzie czym się pochwalić, ale walory smakowe żadne.

Na przedmieściach Siem Reap jest coś w rodzaju wielkiego parkingu, gdzie mieszkańcy miasta przyjeżdżają wieczorami na rodzinne pikniki (kierowca tuk-tuka będzie wiedział, o co chodzi). Tam można skosztować różnych dziwnych rzeczy na wynajętej za grosze miejscówce w postaci maty rozłożonej na trawie. Typowy zestaw to porcja ryżu w torebce foliowej, ślimaki, małże, żaby, ale może być też kurczak. Wszystko oczywiście popijane legendarnym Angkor/Anchor Beer (te dwie marki niczym się od siebie nie różnią).

Na wybrzeżu trzeba spróbować świeżych ryb z grilla (polecam zwłaszcza tuńczyka i barakudę) i owoców morza.

Kambodża ma najlepsze na świecie ananasy, pyszne pomelo i podłużne arbuzy. (DS)

 

Sport i nurkowanie. Snorkeling wokół Wyspy Bambusowej. Woda czysta, rafa ładna, chociaż na tle raf w państwach okolicznych niewyróżniająca się. Zaletą jest dużo mniejsza niż na przykład w Tajlandii liczba turystów. (DS)

Trekking. (dodaj swoje informacje)

Freak show. Nocne hawker stalls (wózki z jedzeniem) w Phnom Penh. Jeśli nie żeby coś przekąsić, to żeby zobaczyć smażone kurze łapy, świńskie jądra, kopce podsmażanych chrząszczy itp. (TM)

Adventure. Jazda na moto nocą (bez świateł) albo w szczycie (jak w peletonie) po centrum Phnom Penh. Kierowcy ledwo się mijają i pędzą ile fabryka dała. (TM)

Plaże i wyspy. W Sihanoukville na południu kraju jest kilka plaż.

Najbardziej popularna wśród backpackersów i w związku z tym czasami zatłoczona jest Occheuteal Beach przechodząca w Serendipity Beach (zaraz obok są najtańsze hostele). Plaże są piaszczyste, ale wąskie z licznymi barami oferującymi miejsce na leżaku z parasolem za darmo lub raczej w cenie jedzenia i drinków. Między turystami przechadzają się sprzedawcy owoców i innych przysmaków, masażystki i żebracy. W guesthausie można wypożyczyć rower i pojechać nim wzdłuż wybrzeża na inne, spokojniejsze plaże z mniejszą infrastrukturą.

Agencje turystyczne stacjonujące w pobliżu plaży sprzedają rejsy na okoliczne wysepki w tym Wyspę Bambusową (Koh Russei). Rejs może być jednodniowy z powrotem do Sihanoukville późnym popołudniem lub dłuższy z noclegiem w bungalowach na którejś z wysepek. Ceny są do przyjęcia, a charakter wycieczki bardzo kameralny, co nadaje jej uroku. Łódka zabierze was w miejsca z najładniejszą rafą i spokojnie poczeka aż się napatrzycie. Nie ma pośpiechu, ani sztywnego planu zwiedzania. (DS)

 

Kluby i imprezy. Na plażach w Sihanoukville zdarzają się imprezy.

Polecam kluby Orange i Gold Star w Phnom Penh, zdecydowanie nie polecam Spark.

Jeśli uda się wam załapać na khmerskie wesele, to wchodźcie bez krępacji, bo lista gości takiej imprezy nigdy nie jest sztywna. Wesela odbywają się także w środku tygodnia. Gospodarze są dumni, że odwiedza ich biały.(DS)

 

Odpoczynek. Phnom Kulen, Sihanoukville i okoliczne wyspy. (DS)

Zakupy. Wszelkie targi i uliczni sprzedawcy. Oczywiście im dalej od turystów, tym taniej.

Nie warto kupować elektroniki, bo jest drogo, ale czasami zdarza się jakaś perełka, zwłaszcza jeśli jest akurat korzystny kurs dolara. (DS)

 

Komu się spodoba. Poza głównymi miastami prawie nie ma infrastruktury turystycznej, do tego straszna bieda, brud i problemy – taka Afryka w Azji. Spodoba się tylko hardcorowcom i tym, którzy mentalnie potrafią sobie poradzić w takich warunkach. (TM)

Znasz dobrze Kambodżę?

Uzupełnij jej opis:
dołącz do Przewodników.

 

Autor

Tomek Michniewicz - backpacker, dziennikarz, autor programu podróżniczego "Trójka Przekracza Granice". Przeciwnik kapeluszy a’la Indiana Jones i festiwalu w Opolu, miłośnik stanu na granicy wyczerpania. Redaktor naczelny serwisu KoniecŚwiata.net.

Dawid Stępniewski - Niedoszły polonista, który w związku ze swoimi marzeniami o podróżach po Ameryce Łacińskiej trafił do Kambodży, aby uczyć tam polskiego ludzi, którym język ten, mimo pierwotnych założeń, okazał się zupełnie nieprzydatny.

Obejrzyj więcej zdjęć z Kambodży.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)