Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Poradnik

part I

  • ZAWSZE i bez względu na wszystko potwierdzaj swój bilet w liniach lotniczych, na 72 godziny przed odlotem (zowie się to z angielska „rekonfirmacja”). Można go rekonfirmować też przy zakupie, jeśli poprosi się o to agenta. Część egzotycznych linii niepotwierdzone bilety kieruje do kosza i miejsca sprzedaje kolejnym zainteresowanym, poważniejsze linie zaznaczają rekonfirmację i wtedy nie powinieneś zostać zbumpowany. Co to znaczy, poniżej.
  • Odprawa on-line to super wygodna sprawa. Można sie odprawić samodzielnie, wybrać sobie miejsca itp. Odprawiaj się najwcześniej jak to możliwe, zazwyczaj 24h przed pierwszym lotem. Jeśli nie masz w domu drukarki, żaden problem, odbierzesz passy na lotnisku albo wydrukujesz je w lotniskowej maszynie. Co lepsze, tak odprawiony, omijasz kolejkę do check-inu, bo idziesz prosto do stanowiska "bag drop-off".
  • Tanie linie to tzw. "point-to-point carriers", czyli bagaż możesz nadać tylko do najbliższego punktu docelowego. Oznacza to, że jeśli lecisz Warszawa-Londyn-Nowy Jork, a do Londynu lowcostem, czeka cię taka oto kombinacja: nadajesz bagaż do Londynu (bo point-to-point), odbierasz go w Londynie, wychodzisz z lotniska, wchodzisz z powrotem innymi drzwiami, nadajesz ponownie bagaż, tym razem do NY, lecisz. To zajmuje odpowiednio więcej czasu, więc uwzględnij to w planie. Sprawdź też, czy nie potrzebujesz wizy do kraju tranzytowego.
  • Jeśli masz loty na jednym bilecie, nadajesz bagaż do ostatniego miasta. Trasa Kraków-Frankfurt-Paryż-Johannesburg, potem lowcostem (na innym bilecie) do Harare, zostanie więc pokonana tak: nadajesz bagaż w Krakowie i odbierasz w Jo'burgu. Nadajesz jeszcze raz i odbierasz w Harare. Masz wątpliwości? Pytaj przy check-inie.
  • Bagaże najczęściej giną, gdy agent przy check-inie nakleja zły kod miasta i zamiast do Hong Kongu walizy lecą do Honolulu. Warto zawsze znać kod swojego portu docelowego i sprawdzić metkę przy nadawaniu bagażu.
  • Bardzo istotne: na dalekich trasach (zwłaszcza do Ameryki Południowej) może się zdarzyć, że kupisz bilet one-stop, a nie non-stop. Oznacza to, że samolot wyląduje gdzieś po drodze, wszyscy opuszczą pokład, kto ma zostać ten zostanie, kto ma lecieć dalej - wróci na pokład i poleci dalej. Problem w tym, że jeśli kraj na którego terenie odbywa się taki postój wymaga wizy, trzeba ją mieć. To zazwyczaj problem przy lotach przez Miami – bez wizy USA nie wpuszczą cię na pokład już w Warszawie.
  • Po odbiorze bagażu sprawdź czy nie ma uszkodzeń i czy nie zginęło coś cennego zanim opuścisz strefę bagażową. Za nią reklamacje są już niemożliwe.
  • Przy check-inie możesz poprosić o naklejki "Fragile". W teorii bagaże powinny zostać położone na samym wierzchu i wyjechać jako pierwsze. W praktyce jeszcze nigdy mi się to nie sprawdziło, ale warto próbować.
  • Zrób zdjęcie swojego plecaka na wypadek gdyby zginął. Wyobraź sobie minę pracownika lotniska, gdy podejdziesz i powiesz, że zginęła twoja czarna walizka, gdy widzi on ich 10 tys. każdego dnia.
  • Na etykietkach bagażowych nie wpisuj swojego domowego adresu. Napisz adres docelowy albo adres ambasady w kraju, do którego się udajesz. Po pierwsze, dostarczą tam bagaż jeśli zginie i przez miesiąc nie będziesz chodzić w jednych skarpetach. A po drugie - nigdy nie wiesz co strzeli do głowy kiepsko opłacanemu tragarzowi, który ma dostęp do informacji, że nie ma cię w domu i ma tego domu adres.
  • Jeśli bagaż zginie, idziesz do punktu obsługi takich problemów (zawsze przy samym baggage claim), zgłaszasz problem, oni skanują Twoją metkę bagażową i sprawdzają, gdzie jest plecak. Zawsze się okazuje, że albo nie wyleciał, albo poleciał w jakieś dziwne miejsce. Podasz im adres, na który mają dostarczyć plecak, gdy już przyleci i powiedzą, kiedy się tego spodziewać. Dadzą (a jak nie dadzą to żądaj) papierek, który mówi, że masz prawo kupić ciuchy, przybory toaletowe itp. do okreslnoje kwoty, a oni to zwrócą. Nie namawiam do złego, ale to dobra okazja, żeby wymienić część garderoby - w końcu to ich wina, że utknąłeś! Potem trzeba odzyskać pieniądze - czasem jest łatwo, a czasem nie. Tak więc ostrożnie z tym. Bagaż przylatuje w ciągu dnia czy dwóch. Jeśli nie przyleci, to pewnie to potrwa parę tygodni i wtedy na niego nie czekaj.
  • Zgubiony bagaż nie oznacza prawa do zadośćuczynienia, jesli przepada ci jakiś inny lot, niestety. Nic ich to nie obchodzi, o ile lot nie był na tym samym bilecie. Podobnie zmarnowane bilety na utobus, łódź, prom, wynajem samochodu, wizytę u ciotki, własny ślub itp.
  • Jeśli twój lot został odwołany, wszyscy zgodnie pobiegną do stoiska linii, żeby się wykłócać, obsobaczyć Bogu ducha winną ekspedientkę i przebookować bilet na następny lot. Miejsc pewnie będzie tylko kilka, a chętnych cały turnus, więc zamiast biec z nimi, spokojnie zadzwoń do centrum rezerwacji/infolinię i zmień bilet via telefon.
  • Mafia taksówkowa działa na wszystkich lotniskach świata, goląc niemożliwie turystów niemających wyboru. Co lepsze lotniska mają również darmowe autobusy - nawet jeśli nie do centrum miasta to jedź gdziekolwiek, gdzie można złapać normalną taryfę i nie płacić haraczu.
  • Przebój – przed lotem dowiadujesz się, jakim dokładnie typem samolotu będziesz lecieć. Potem twój najlepszy przyjaciel google sprawdza schemat siedzeń w samolocie, zwracając baczną uwagę na fakt, które rzędy wypadają przy wyjściach ewakuacyjnych. Następnie przy check-inie prosisz o te właśnie miejsca (a jeśli nie znasz rzędu to po prostu prosisz o "seat in emergency exit row"). Dzięki temu masz za darmo dużo więcej miejsca na nogi, co na długich trasach jest błogosławieństwem. Te rzędy są bowiem zawsze przestronniejsze, by spanikowany tłum w razie lądowania awaryjnego potratował się tylko trochę, a nie bardzo.

part II

  • Uwaga, będą dwa trudne, ale jakże przydatne terminy – overbooking i bumping. Linie lotnicze sprzedają obecnie więcej biletów na każdy rejs niż jest miejsc w samolocie. Przewidują bowiem, że ktoś się na pewno spóźni albo rozchoruje, więc wolą mieć zapas niż tracić pieniądze na pustym fotelu (to właśnie overbooking). No ale cóż poradzić, zdarza się i tak, że jednak wszyscy chętni, w szortach i kapeluszach Panama, dzierżąc radośnie w dłoni bilety, stawiają się na czas na lotnisku. Wtedy trzeba kogoś zbumpować, czyli poinformować go, że jednak nie poleci tym rejsem, choć nie zrobił nic złego. Podobno wybiera się takie osoby losowo, ale prawda jest taka, że najpewniej jednak tym samolotem polecą ci, którzy rekonfirmowali bilety i rezerwowali wcześniej.
  • Ogólnie bycie zbumpowanym nie jest przyjemne, bo czeka się na następny lot, ale i w tej sytuacji można sporo wygrać. Po pierwsze – przysługuje zwrot pieniędzy, jeśli już nie chcesz lecieć w ogóle albo odszkodowanie, jeśli polecisz następnym kursem. Jeśli wylot następuje z kraju należącego do UE albo linia lotnicza pochodzi z kraju Unii, sprawę regulują przepisy unijne. Dostaniesz:
    • - 250 euro przy lotach na trasach o długości do 1500 km.
      - 400 euro przy lotach na trasach pomiędzy 1500 do 3500 km.
      - 600 euro przy lotach na trasach powyżej 3500 km.
      - Linie spoza UE mają swoje przepisy, różnie to wygląda. Czasem w ramach odszkodowania proponują np. 400 USD albo one-way fare.
      - Tak czy owak, zawsze można też wymusić darmowy lot następnym razem, biznes klasę albo darmowe mile na karcie stałego klienta – wszystko zależy od linii lotniczej.
  • Zeźlony klient to kiepska reklama, więc trzeba oczywiście krzyczeć i machać rękami oraz żądać dodatkowych bonusów, takich jak zaproszenia do VIP Lounge, kuponu na jedzenie itp. Słyszałem o gościu, który celowo daje się zbumpować – kupuje bilet na lot 1 lipca do Bangkoku albo np. 31 grudnia do Rio albo Nowego Jorku (słowem na trasach, na których na bank będzie komplet), po czym przychodzi wcześnie na lotnisko i przy check-inie od razu zaznacza, że jeśli będzie overbooking, to on chętnie zgłasza się na ochotnika, a potem handryczy się ile wlezie. Jedna z wielu niepotwierdzonych opowiastek.
  • Na biletach znajduje się sporo oznaczeń kodowych, które dobrze znać (czyli wypytać w momencie kupowania co oznacza co). Wtedy w razie problemów można się wykłócać z agentem linii lotniczej w biurze w innym kraju.
  • Jeśli masz mało czasu na przesiadkę, a zmieniasz samoloty np. we Frankfurcie, gdzie do sąsiedniego terminala można iść i godzinę, przed wylotem wydrukuj sobie plany dużych lotnisk na trasie, łatwiej potem znaleźć bramki.
  • Jeśli lecisz tanimi liniami w niewielkiej grupie (3-4 osoby), warto zrzucić się przy rezerwacji biletów na "priority boarding" dla jednej osoby. To oznacza, ze wchodzisz jako pierwszy do samolotu i wybierasz sobie miejsce. Oczywiście zajmujesz od razu emergency exit row dla całej grupy. Efekt: wszyscy lecą wygodniej. W niektórych liniach tak się zrobić nie da (Wizzair), bo miejsca w exit row sa dodatkowo płatne.
  • Często transport z lotniska do centrum miasta jest bardzo drogi, a czasem pomysły na wyciągnięcie pieniędzy z turysty trąca prokuratorem. Jeśli musisz skorzystać z taksówki, a zwłaszcza gdy na lotnisku jest np. system sztywnych opłat (niemałych, jak łatwo się domyślić), złap taryfę z poziomu/termianala odlotów, gdzie samochody zostawiają pasażerów.
  • W samolotach nie można przewozić owoców, warzyw i innego jedzenia, zwłaszcza wracając z tropików. Podobno kwarantanna jest zabawna, ale chyba nie aż tak zabawna, żeby sprawdzać to na własną rękę.
  • Do Polski nie można przywozić dodatkowo: żywych zwierząt i roślin, zwierzaków wypreparowanych, pamiątek z chronionych gatunków, większości atrakcyjnych skór (krokodyl, zebra, wąż), skorup żółwi i kości słoniowej, motyli, muszli, koralowców i paru innych.
  • Jetlag, czyli ogólne sfatygowanie spowodowane różnicą czasu to straszne dziadostwo, nie da się z nim tak naprawdę walczyć. Jest milion sposobów i wszystkie równie nieskuteczne. Podręcznikowa wersja to: w samolocie nie pij alkoholu, kawy ani herbaty bo potęgują efekty odwodnienia, pij natomiast jak najwięcej wody. Jeśli lecisz w nocy i opchniesz dużą kolację, będziesz miał trudności z zaśnięciem. Śpij od razu po starcie i śpij jak najwięcej, nawet jeśli przylecisz o 5 rano czasu lokalnego. Z bardziej pomysłowych rozwiązań – nie śpij całą noc przed wylotem, wtedy będziesz na pewno tak zmęczony, że w samolocie chrapniesz błyskawicznie. To nie zawsze działa, ale jest praktykowane.
  • Osobiście pierwszy dzień dalekiej podróży zawsze spisuję na straty – przylatuję zmęczony i niewyspany, nowe miejsce nieco oszałamia – byle się dopchać do jakiegoś hotelu i doczekać do wieczora. Żadnych eskapad, planów na ten dzień, tylko jakiś posiłek, powolne szwędanie się po okolicy.
  • Czasem zdarzy się przekroczyć limit wagi bagażu (zwłaszcza gdy wracamy z pełną paką pamiątek). W takiej sytuacji z właściwą backpackerom nonszalancją na oczach wszystkich wyjmujesz z plecaka wszelkie ciuchy i zakładasz je na siebie. Linia lotnicza niestety nic nie może na taki manewr poradzić, a dzięki niemu zaoszczędzisz sporo na dopłatach.
  • W trakcie długiego lotu najlepiej zdjąć szkła kontaktowe, wysuszają rogówki.
  • Przyda się też krem nawilżający (w lepszych liniach będzie w łazience), szminka nawilżająca i coś ciepłego (nie ma jak ziąb na 10 tys. metrów).

 

 Przejdź do: jak wybierać hotele i mało za nie płacić.

Autor

Tomek Michniewicz - backpacker, dziennikarz, autor programu podróżniczego "Trójka Przekracza Granice". Przeciwnik kapeluszy a’la Indiana Jones i festiwalu w Opolu, miłośnik stanu na granicy wyczerpania.