Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Chiny - Co warto

Miasta. Pekin, Xi’an, Chengdu, Lijiang, Gulin, Szanghaj, Nanjing, Guangzhou, tybetańska Lhasa oraz Hotan w Xinjiangu. (AB)

Pekin. Najciekawsze chińskie miasto, unikatowe połączenie pierwiastków starych z nowymi. Są tu wspaniałe zabytki ze starą zabudową, jedynym na świecie Zakazanym Miastem, czy też nowoczesną architekturę na czele z Teatrem Narodowym. A do tego cała masa rozrywek i znakomita Kaczka po Pekińsku. 
 
Szanghaj. Najdynamiczniejsze chińskie miasto, o bardzo „zachodnim” charakterze. Warto się tam wybrać, jak się jest już zmęczonym Chinami.

Tongli i Zhouzhuang koło Szanghaju. Oba miasta leżące kiedyś na trasie Wielkiego Kanału zachowały wciąż wystrój z tamtych czasów.
 
Xi’an. Kiedyś największe miasto świata. Warto się tu wybrać dla poszukiwania straconego czasu.

Pingyao. Doskonale zachowane miasto z czasów Mingów. Przyjechać tu trzeba, by poczuć co znaczą zasady feng shui w urbanistyce i jak kiedyś wyglądały wszystkie miasta Chin (oczywiście bez masy sklepów, restauracji i hoteli).
 
Chengde. Nie mylić z paskudnym Chengdu w Syczuanie. Letnia rezydencja cesarzy nad Pekinem, doskonała na dwudniowy wypad ze stolicy.

Dali i Lijiang w Yunnanie. Tradycyjna architektura, klimatyczne uliczki, atmosfera spowolnienia i niezwykle barwne mniejszości etniczne. Lijiang jest wręcz magiczny nocą, gdy zgasną światła.

Nankin. Dawna cesarska i republikańska stolica.

Shenyang (Mukden). Choć samo miasto jest wielkie, drogie (najtańsze hotele to trzygwiazdkowe, a w tanich białych nie przyjmują), ma znakomite zabytki.

Dandong. Klimat Korei Północnej. Jest znany w Chinach dlatego, że znajduje się tu najbardziej na północ wysunięty odcinek Wielkiego Muru, ale przede wszystkim z powodu wojny koreańskiej.

Yangshuo. Chyba najpiękniejsze miejsce na południu Chin. Można tu spędzić tygodnie nic nie robiąc, rozkoszując się idealnie rozleniwiającą atmosferą tego miejsca i wpatrując w majestatyczny, księżycowy krajobraz tworzony przez charakterystyczne wierzchołki nad rzeką Li. Yangshuo to Chiny jakie znacie z wyobraźni: gorąco, duszno, ludzie w stożkowatych czapkach i bajkowa sceneria. To spełnione marzenie o podróży w dalekie, egzotyczne kraje. (ML)

 

Przyroda. Wąwóz Skaczącego Tygrysa, tarasy ryżowe w Yuanyang czy charakterystyczne góry w okolicach miasta Yangshuo i rzeki Li. Warto też udać się nad Morze Żółte w miejsce, gdzie Wielki Mur Chiński schodzi do wody. (AB)

Rezerwat Pandy Wielkiej na obrzeżach Chengdu. Panda, maskotka Chin, jest gatunkiem zagrożonym wyginięciem (za zabicie Pandy jest tutaj z miejsca kara śmierci). Jej poranne karmienie to niezwykły spektakl. Warto też będąc w rezerwacie wybrać się do Pan Małych (Czerwonych), które są nie mniej urocze, za to zdecydowanie bardziej dynamiczne od swoich leniwych kuzynów. Wyglądem przypominają krzyżówkę lisa z szopem praczem.

Góry Changbei Shan („Wiecznie białe”). Najpiękniejsze góry Chin (nie licząc Tybetu), zwane też z koreańska Paekdusan. Ich szczyty wznoszą się na pograniczu chińsko – koreańskim i stanowią największy park narodowy w całych Chinach. Jego szczytowym punktem jest Jezioro Tian Qi („Niebiańskie”), dawny wulkan leżący na wysokości 2194 metry nad poziomem morza, o szerokości 13 kilometró, otoczony 16 górskimi szczytami. Jezioro autentycznie zapiera dech w piersiach. W krystalicznie czystej wodzie odbijają się postrzępione wierzchołki gór. Panorama tego miejsca jest w najwłaściwszym tego słowa znaczeniu spektakularna, zaś jej nazwa jak najbardziej adekwatna. (ML)

 

Zwiedzanie. Pekin. Plac Tiananmen, Zakazane Miasto, Pałac Letni (trzeba koniecznie zobaczyć marmurową łódź Cixi i okoliczny Stary Pałac Letni), Świątynia Nieba (z okolicznym parkiem, świetne miejsce na obserwowanie, jak Chińczycy spędzają wolny czas), Wielki Mur (najlepiej przejść się z Jingshanling do Simatai albo odwrotnie, zajmuje to około cztery godziny i jest dobrą okazją do zakosztowania Muru), Obiekty Olimpijskie (najlepiej prezentują się nocą), Teatr Narodowy i budynek CCTV (najciekawsza architektura nowoczesna). Warto też, choć niekoniecznie, zobaczyć: Świątynię Lamy, Park Beihai (z białą Dagobą), kościół św. Józefa, Meczet Białej Krowy.

Szanghaj. Bund (choć teraz przed Expo jest całkowicie rozkopany), Pudong (szanghajski Manhattan, najlepszy przykład nowoczesnej architektury w Chinach, gdzie najstarszy budynek jest z końca lat osiemdziesiątych), Koncesja Francuska (najładniejsze wille: koło byłej rezydencji Sun Jat-sena), Muzeum Plakatu Propagandowego, Muzeum Szanghajskie (chyba najlepsze w Chinach, najciekawsze eksponaty – na parterze).

Dandong. Most łączący Chiny z Koreą. Są tu też resztki starego, który zbombardowali Amerykanie. Stary most jest obecnie muzeum, można się po nim przespacerować. Jest tu też muzeum poświęcone zwycięstwu Chińskiej Republiki Ludowej nad USA w wojnie koreańskiej!

Chengde. Największa na świecie rzeźba Guanyin (Budda, który w procesie ewolucji w Chinach zmienił płeć i stał się kobietą, boginią miłosierdzia), osiem pałaców za murami – miniatura Tybetu (to znaczy taka, jak się dwunastowiecznym Chińczykom wydawało, że jest w Tybecie), letni pałac cesarski.

Shenyang (Mukden). Mandżurska kopia Zakazanego Miasta i grobowce założycieli dynastii Qing. Poza tym największy i najbardziej kiczowaty pomnik Mao w Chinach.   

Groty Yungang koło Datongu. Jedne z najpiękniejszych grot w Chinach, ze wspaniałymi przykładami rzeźby buddyjskiej.

Wiszący Klasztor koło Datongu. Jest tam zawsze mnóstwo ludzi, ale i tak Klasztor robi niesamowite wrażenie, głównie przez swoje usytuowanie na bambusowych palach – ma się wrażenie, że się zaraz spadnie.
 
Groty Smoczej Bramy w Longmen. Drugie w kolejności historycznej groty buddyjskie w Chinach, większe i rozleglejsze od Yungang. Chociaż jako całość prezentują się gorzej (archeolodzy nakradli wszystko w dziewiętnastym wieku), to główna grota, wielka na kilkadziesiąt metrów, jest czymś, czego się nigdy nie zapomni. Dla niej samej warto. 

Tulou koło Yongding. To jedna z największych osobliwości architektonicznych Państwa Środka: mające około tysiąca lat „ziemne budynki” (tulou) jednej z mniejszości etnicznych Chin – Hakka. Są to okrągłe, kilkupiętrowe, kamienne konstrukcje, które służyły całym rodzinom, a nawet klanom za schronienie przed dzikimi zwierzętami, bandytami, rozbójnikami i innymi nieprzyjacielsko nastawionymi przybyszami. Hakka uczynili swe domy małymi fortecami – z zewnątrz surowe mury skutecznie uniemożliwiają dostęp do środka, do wnętrza zaś prowadzi tylko mała brama.

Wielki Budda w Leshan. Jest szpetny i kiczowaty, ale jednak jest wielki. To największa rzeźba na świecie. Wrażenie wykutego w skale monstrum z czasów dynastii Tang jest naprawdę niecodzienne, szczególnie jeśli stoi się na dole i ma świadomość, że palec jego stopy jest trzy razy większy od człowieka.

Klasztor koło Zhongdian. Jeden z pięciu najważniejszych klasztorów buddyzmu tybetańskiego, gdzie można poczuć ducha tej religii. Warto się pospieszyć, bowiem Chińczycy oficjalnie zmienili nazwę miasta na Shangrli-la, żeby stymulować tu swoją turystykę.

Dom z „Zawieście Czerwone Latarnie”. Dom, gdzie kręcono słynny film Zhanga Yimou. Warto wytrzymać mnóstwo turystów, żeby powłóczyć się po dziedzińcach i korytarzach i  znaleźć miejsce najbardziej z filmu zapadające w pamięć, a omijane przez wszystkie wycieczki - Dom Śmierci. (ML)

Chińskie zabytki dla amatorów-podróżników to opad szczęki, a dla wytrawnych backpackerów niestety żenada. Większość zburzona i budowana od podstaw w „tradycyjnym stylu”, a podczas ostatniej podróży w Kunmingu trafiłem na kilkusetletnią świątynie, której nie było 2005 roku, podczas mojej pierwszej podróży do Państwa Środka... cóż... taki radomski „chłyt matetingowy”. Osobiście je jednak polecam, gdyż takiej architektury, mimo iż XX-wieczna, spotkać na świecie bardzo trudno. (AB)  

 

Kultura. Opera Pekińska. To bardziej teatr niż opera. Ceni się  w niej mistrzowskie wykonanie, idealne odtworzenie roli według schematu. Opera składa się z czterech podstawowych elementów: śpiewu, recytacji, tańca i stylizowanego ruchu scenicznego oraz akrobacji. Wystawiane są najczęściej klasyczne teksty, a publiczność śledzi każdy ruch aktora, doceniając mistrzostwo w harmonijnym połączeniu wszystkich elementów.

Opera Syczuańska. Bardziej taniec niż spektakl, z najważniejszą częścią, będącą leitmotivem przedstawień: zmianą masek. Warte zobaczenia, mimo, że jest podatna na komercję.

Muzeum Kultury Seksualnej Chin w Tongli. Miejsce, które swym istnieniem zaprzecza komunistycznej pruderii i przypomina zapomniany element przedrewolucyjnej kultury Chin: życie seksualne. Prezentowane są tu eksponaty i tłumaczy się szczegółowo do czego służyły. Jest nóż do kastracji eunuchów, młotek do masażu kobiecych stóp (nie wspomina się, że służył do „rozgrzania” żony / konkubiny / kochanki przed stosunkiem tak, by pan domu nie musiał się w żadne gry wstępne bawić). Obok figurek i drzeworytów przedstawiających najbardziej inspirujące pozy, widnieją potępiające cytaty z Marksa. Obok wystawy prezentującej dzieje kurtyzan – złote myśli Engelsa o tym, jak podła i zła jest prostytucja i tak dalej.

Muzeum Chińskiego Plakatu Propagandowego w Szanghaju. Usytuowane w zwykłym domu. Widać, że ktoś zaprezentował swoją prywatną kolekcję. Są tu najlepsze przykłady plakatu z czasów Rewolucji Kulturalnej, potępiających kroczącego drogą kapitalistyczną Deng Xiaopinga, ilustracje tego, jak cały naród potępia Jiang Qing, są najbardziej wiernopoddańcze portrety Mao z wyjaśnieniem, do czego służyły. Dwujęzyczne wyjaśnienia są prawdziwe. Nikt tu nie prezentuje oficjalnej linii partii. Plakaty prezentują najlepsze tradycje sowiecko – PRL-owskie, czyli niewymownie śmieszą. Możecie zobaczyć tu wielkich, włochatych i brudnych Amerykanów napadających biedną Koreę i polegających pod ciosami „ochotniczej” armii chińskiej, małego, cherlawego, groteskowego i przypominającego kościotrupa Czang Kai-Szeka, Murzynów z karabinami czytających ze łzami w oczach „Małą czerwoną książeczkę” Mao, Fidela Castro z morzem czerwonych flag chińskich w tle, wielkich robotników przydeptujących pobite głowy Chruszczowa i Breżniewa, czy dwóch młodych, silnych mężczyzn, obejmujących się za ramiona i czule trzymających się za rączki, nad nimi dwa białe gołąbki, a pod spodem podpis: „niech zawsze żyje przyjaźń rosyjsko-chińska!”.

Muzeum Tajpingów w Nankinie. Warto odwiedzić nie tyle ze względu na zbiory, ale na to co dokumentuje: historię Niebiańskiego Królestwa Wielkiego Pokoju, czyli Tajpingów (chińskich chłopskich rebeliantów z dziewiętnastego wieku, którzy wstrząsnęli podstawami Chin dynastii Qing). (ML)

Opera Pekińska właśnie w Pekinie. Tak, wiem dla niektórych jest to tylko jeden pisk i jazgot, ale wystarczy trochę poczytać o symbolice kolorów, masek i postaci w pekińskiej operze i na prawdę można sporo zrozumieć. Spektakle odbywają się każdego wieczora, a o bilety możecie zapytać w swoim hostelu, w którym obsługa na pewno pomoże Wam je załatwić. (AB)  

 

Jedzenie. Ryż z warzywami, pierożki z mięsem gotowane na parze, kaczka po pekińsku i zupka chińska to minimum, którego każdy powinien spróbować w Chinach. Ciekawym doświadczeniem jest także tzw. zupa z trawy z kurzą łapką, która jest odpowiednikiem naszego rosołu. Warto też spróbować świńskiego ryjka i oczywiście chińskiej herbaty, która podawana jest zwykle za darmo do każdego dania zamawianego czy to w dobrej restauracji czy w przydrożnej knajpce.

W prowincji Sichuan należy pamiętać, że każda potrawa potrafi przepalić przełyk, natomiast stołując się w Kantonie można łatwo trafić na potrawy, które są przyrządzone z mięsa psa lub kota. Nikogo nie powinny dziwić sceny typu: psy czy koty w klatkach lub zawieszone na haku, jak w Polsce świński udziec.

W Pekinie polecam dobrą (czyt. dość drogą) restaurację, gdzie serwowana jest kaczka po pekińsku. Kelner w takich restauracjach zwykle uczy, jak się „to coś” je, bo tutaj kolejność nakładania potraw nie jest przypadkowa, a wszystko oparte jest na tradycji.

Amatorzy piwa tez znajdą coś dla siebie. Co prawda jest ono słabsze niż w Polsce, ale bardzo smaczne – można je spokojnie traktować jako napój chłodzący.

Warto poszukać w supermarketach cukierków o nazwie White Rabbit – przepyszne mleczne cukierki owinięte w papierek, który rozpuszcza się w ustach. Dosłownie! (AB)

Kociołek Syczuański. Doświadczycie co to znaczy jeść i płakać jednocześnie. Dostaje się stolik w którym jest dziura na kuchenkę gazową, która ogrzewa kociołek. Następnie zamawia się rodzaje mięsa, warzyw oraz innych składników. Te wsadza się do kociołka, by się ogrzały, a następnie zjada. Wygląda niewinnie, ale jest mega ostre. (ML)

 

Sport i nurkowanie. (dodaj swoje informacje)

Trekking. Trekking po Wąwozie Skaczącego Tygrysa w prowincji Yunnan. Mało znana trasa, ale niesamowicie malownicza – rozpędzona rzeka Jangcy na początku swojego biegu rzeźbi jeden z najgłębszych wąwozów świata. Odległość od lustra wody po wierzchołki szczytów górujących nad rzeką niejednokrotnie przekracza 3500 metrów.

Będąc w Tybecie warto wybrać się na trekking pod Mount Everest, a dokładniej do głównego Base Campu. (AB)

 

Freak show. Warto zapłacić 150Y i wyjechać na samą górę najwyższego budynku w Sznghaju i Chinach zarazem, tzw. „Open Air’a” (SWFC Building). To oczywiście polska ksywka, gdyż budynek ten przypomina kształtem wielki otwieracz do piwa, ale widok z niego w nocy na podświetlony Szanghaj robi wrażenie. Polecam wyjechać na górę w okolicy godziny 16 i zostać tam do około 18-19, gdyż wtedy zobaczycie miasto w dzień i w nocy. Aha – bardzo ważne! Z parteru nie wjeżdżacie bezpośrednio na samą górę, ale na 94 piętro. Stamtąd trzeba przesiąść się dwa razy, aby wjechać na ostatni poziom (setne piętro na wysokości 474m), z którego gdy zjedziecie na 97 piętro nie ma już odwrotu. Można tylko w dół. (AB)

Adventure. Na pewno ogromne wrażenie pozostawia po sobie długodystansowy (ponad 36h) przejazd chińskim pociągiem najtańszej klasy. (AB)

Plaże i wyspy. Wyspa Gulang koło Xiamenu. Jeden z najpiękniejszych, a ukrytych, zabytków Chin. Kiedyś zachodnia koncesja, zona zamknięta dla Chińczyków. Biali budowali tam swoje wille, domy i rezydencje, tworząc namiastkę swojego świata w Azji. Po dzisiejszy dzień zachował się tam niezwykle urokliwy klimat: rdzewiejące i niszczejące w oczach budynki wspaniale komponują się z bujną, tropikalną roślinnością (na tej wyspie odkryto, że malarię przenoszą komary), a całość spowija rzecz całkowicie niespotykana w Chinach - cisza, oczywiście z wyjątkiem weekendów. (ML)

Idylla dla Chińczyków – wyspa Heinan. To chyba najbardziej popularny spot turystyczny w Chinach z nienajgorszymi plażami, jednak choćby w porównaniu do sąsiednich w Halong Bay czy plaż w Tajlandii, te z Hainanu wypadają słabo. Aha, słowo popularny w Chinach = koszmarnie zatłoczony w sezonie turystycznym. Warto o tym pamiętać. (AB)

 

Kluby i imprezy. Pekin. Długa ulica Sanlintun, zwana „Bar Street”. Jest tam bar na barze, atmosfera jest iście światowa (ceny też), muzyka międzynarodowa. To wszystko do tego stopnia, że można zapomnieć, że się jest w Chinach, co czasami jest nawet zdrowe.
 
Szanghaj. Miasto, które cieszy się najlepszą sławą ze swojego życia nocnego w Chinach. Są tam najsłynniejsze kluby i imprezy, szczególnie w lokalach położonych przy Maoming Nanlu w dawnej Koncesji Francuskiej. Różnią się one od pekińskich tym, że są bardziej nastawione na Chińczyków i bardziej stonowane. (ML)

 

Odpoczynek. Okolice Yuanyang, czyli miejscowości polecanej w LP ze względu na tarasy ryżowe, ale... z Yuanyang trzeba wyjechać, aby rozkoszować się spokojnym życiem wiejskim i pięknem tarasów ryżowych innych o każdej porze dnia. Yuanyang jest pełne chińskich turystów i co sprytniejszych białych turystów (którzy wybierają te tarasy zamiast podobnych w okolicy Longshen), ale Wy bądźcie jeszcze sprytniejsi i pryskajcie stamtąd na wioski. W sobotnie poranki polecam zupełnie tradycyjny targ w sąsiedniej wiosce. (AB)

Zakupy. Będąc w Pekinie można trafić na bazary z chińskimi podróbkami ciuchów lub sprzętu – raczej słaba jakość. Znający się na rzeczy kupujący może jednak czasem wyłowić sprzęt dobrej jakości za śmieszne pieniądze. W Pekinie najpopularniejszy to Silk Market, a w Szanghaju – Tao Bao. Tam można znaleźć wszystko w jednym miejscu, jednak biali anglojęzyczni powoli zaczęli psuć te miejsca i z targowaniem się coraz trudniej. (AB)

Pekin: Hongqiao Shi Chang (Pearl Market) i Si Shi Chang (Silk Market). To dwa główne targi dla obcokrajowców w Pekinie. Kilkupiętrowe, z całą masą dóbr, od których obfitości głowa boli. Można dostać tam rzeczy przeróżne i po naprawdę przyzwoitej cenie, ale trzeba się dobrze targować. Te targi to jedyne miejsca, gdzie nie ma żadnych problemów językowych – porozumiecie się w każdym języku. Nie ma lepszego miejsca na kupienie prezentów. (ML)

 

Komu się spodoba. To kraj dla doświadczonych podróżników, umiejących sobie radzić w trudnych sytuacjach. Tu nie będziecie mieli wszystkiego podanego na tacy, ludzie nie będą z wami mówić po angielsku, a często nawet nie będą świadomi o co wam chodzi. Kraj funkcjonuje sprawnie, ale inaczej niż by się wam to mogło wydawać – przestawienie się nie jest proste, pochłania czas i energię. Chiny to raczej kraj dla chcących spróbować czegoś bardziej skomplikowanego, pragnących podnieść poprzeczkę. Nie na pierwszy, lecz na, powiedzmy, drugi - trzeci wyjazd. (ML)

Autor

Andrzej Budnik - absolwent turystyki na krakowskim AWF, z zawodu pilot wycieczek. Azjofil spoglądający z entuzjazmem w stronę Ameryki Łacińskiej. Uwielbia niskobudżetowe wyprawy z kategorii „hardcore”. Prowadzi dziennik z podróży www.LosWiaheros.pl. Podróżuje, aby się rozwijać i zabijać monotonię szarego życia.

Michał Lubina - jest doktorantem Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ. Zjeździł z plecakiem większość krajów Azji, docierając lądem najdalszych zakątków Rosji, Chin, a także Indii, Pakistanu, Iranu czy Bangladeszu. Autor przewodników po Litwie i Rosji oraz licznych wystaw fotograficznych – m.in. z Rosji, Chin czy Armenii. Przewodnik i autor programów po Chinach w Klubie Laurazja (www.laurazja.pl). Fascynuje się Dalekim Wschodem, a Chinami w szczególności, o których związkach z Rosją pisze doktorat. W latach 2009/10 stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w Pekinie. Właśnie powrócił z półtorarocznego pobytu w Azji.

Obejrzyj zdjęcia z Chin.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)