Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Liban - Co warto

Miasta. Bejrut – bardzo nowoczesne bliskowschodnie miasto. Ogromne wrażenie robi kampus amerykańskiego uniwersytetu położonego tuż nad brzegiem Morza Śródziemnego – mnóstwo zieleni, studenci z całego świata i… rewia mody. Chust na kobiecych głowach jak na lekarstwo… trochę jak Beverly Hills 90210. Aby wejść na teren kampusu trzeba zostać wprowadzonym przez studenta lub pracownika (z wyjątkiem muzeum). Okolice kampusu mają jeszcze inną zaletę oprócz „wrażeń estetycznych” – znajduje się tu dość sporo knajpek, w których można coś przekąsić oraz kilka kafejek internetowych.

Samo nowoczesne centrum Bejrutu mnie nie porwało. Chociaż na uwagę zasługuje przemyślana kompozycja architektoniczna. Budynki mają jednolity piaskowo-bursztynowy kolor, na ulicach jest czysto, nie brakuje zieleni –drzew, rabat, kwietników. A w centralnym miejscu na placu Najhem znajduje się charakterystyczna dla centrów bliskowschodnich miast wieża zegarowa. Przy głównych ulicach jest sporo drogich butików.

Bejrut nazywany jest Paryżem Wschodu. Kawa, nie wspominając o obiedzie ma również paryskie ceny, ale jedyną rzeczą na jaką się zdecydowałam była fajka wodna, która zamiast w klasycznej szklanej butli podana była w… arbuzie lub ananasie. Niestety różnica między klasyczną szklaną fajką a owocem była praktycznie żadna (albo żaden ze mnie ekspert).

Specyficzne dla Bejrutu jest to, że w bardzo małych odległościach usytuowane są świątynie różnych religii i wyznań – meczety, zbory, kościoły i synagogi. Katedra św. Jerzego czyli główna świątynia Maronitów w Bejrucie znajduje się również w centrum Bejrutu, przy placu Pairlament.


Warto wybrać się na spacer po Corniche - nabrzeżu i ta drogą dojść do Gołębich Skał (Raouche). Sam bulwar nie jest inny od pewnie tysięcy tego typu miejsc na świecie – morze, betonowy deptak, palmy. W bezpośrednim sąsiedztwie bulwaru dość ruchliwa ulica. Same okolice Gołębich Skał są już bardziej przyjemne. Można leżąc na skałach podziwiać widoki, a przy dobrej pogodzie również lokalnych wariatów uskuteczniających skoki do wody ze skał. Można popływać motorówką wokół skał, można usiąść w jednej z kilku (dość drogich i eleganckich knajpek) na nargile i kawę niż na obiad z deserem.

I tu taka mała uwaga w kwestii palenia tytoniu. Jednogłośnie ja i moich dwóch towarzyszy stwierdziliśmy, że należy spróbować fajki wodnej z jakimś innym ciekawym tytoniem, a nie w kółko zadowalać się klasycznymi smakami typu wiśnia, jabłko czy dzika róża. Nie pytając osoby obsługującej nas zamówiliśmy nargile z tytoniem salloum (zaghloul)– jak się później okazało mocnego tytoniu bez smaku, gdzie węgiel kładziony jest bezpośrednio na tytoń. „Kelner” spojrzał na nas, zapytał czy na pewno, my skinęliśmy głową i czekaliśmy popijając pyszną aromatyczną kawę z kardamonem. Gdy nasza fajka przyszła po pierwszym zaciągnięciu stwierdziłam, że ten tytoń nie ma smaku, czuć było tylko niezbyt przyjemny smak czystego tytoniu, chociaż ten smak był „dziwny”. Lekko zakręciło mi się w głowie i przekazałam fajkę dalej, po trzeciej rundzie totalnie mnie „zmuliło” nie byłam w stanie się ruszyć. Skończyło się na tym, że po 10 minutach cała nasza trójka czuła się jak po paleniu kiepskiej jakości bynajmniej nie-tytoniu. Nie dopijając nawet kawy a już tym bardziej nie dopalając fajki opuściliśmy lokal i przez kolejne 2 godziny leżeliśmy na brzegu skał i dochodziliśmy do siebie. Później zgooglowaliśmy owy smak i okazało się że paliliśmy super mocny tytoń wyłącznie dla zaawansowanych palaczy.

Bezwzględnie należy zobaczyć hotel Holiday Inn, a raczej to co z niego zostało po wojnie domowej. Nie jest trudno trafić do niego ponieważ jego szkielet jest widoczny z daleka. Hotel po wybudowaniu niewiele miał czasu żeby spełniać swoje podstawowe funkcje goszczenia turystów i biznesmenów odwiedzających Bejrut. Ze względu na to że górował nad miastem był idealną kryjówką dla snajperów, a w konsekwencji również celem ostrzałów i bombardowań.

Ogromne wrażenie robi również „spacer” ulicami budynków- straszydeł, pustych, niezamieszkanych, będących tak jak Holiday Inn pomnikiem wojny i przestrogą dla potomnych. To co uderza w Bejrucie to właśnie kontrast pięknych, nowych budynków, nierzadko bardzo nowoczesnych w zachodnim stylu z opuszczonymi ruderami lub nadal użytkowanymi budynkami pooranych śladami po pociskach i bombach.

W Bejrucie znajduje się kilka obozów dla uchodźców: Burj el-Barajneh, Dbayeh, Mar Elias, i Szatila i przylegająca do Szatili niezarejestrowana oficjalnie Sabra. W samym obozie nie byłam, ale przejeżdżając przez dzielnicę palestyńską widać niesamowitą różnicę w porównaniu do „reprezentacyjnej” części miasta i jednocześnie pozwala sobie wyobrazić namiastkę obozu – mnóstwo ludzi, niesamowity hałas, wrażenie ogólnego chaosu i bieda…


Trypolis – miasto na północy Libanu, uważane za jedno z najbardziej konserwatywnych, na co z pewnością ma wpływ duża liczba Sunnitów. Stare miasto, w którym spędziliśmy większość czasu podczas naszego pobytu w Trypolisie, charakterem przypominało syryjskie Aleppo – rozległy souq i zamek krzyżowców (Qala’at Sanjil), może bardziej skromny niż słynna cytadela z Aleppo, ale o zdecydowanie piękniejszym widoku. Na zamku mieści się obecnie baza wojskowa i punkt kontrolny. Zastanawialiśmy się, czy nie pakujemy się w kłopoty wspinając się na wzgórze pełne wojskowych samochodów, mini-czołgów i facetów w mundurach. Ale okazało się, że zamek tworzy symbiotyczne środowisko dla wojska i nielicznych turystów. Sam zamek nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak widoki rozpościerające się wokół niego. Widok na morze Śródziemne, z drugiej strony na ośnieżone szczyty gór Libanu, na miasto i na górujące nad resztą zabudowy lśniące kopuły meczetów i strzeliste minarety… pięknie.

Ten staromiejski Trypolis nie przypomina nowoczesnej, zachodniej części miasta Al-Mina, więcej w nim bliskowschodniej magii, krzyczących sprzedawców na ulicach. Ludzie ubrani są bardziej tradycyjnie, nie ma butików i drogich sklepów.W wąskich uliczkach można się zgubić, co może być przyjemnym przeżyciem, gdy uda się znaleźć jakąś sympatyczną herbaciarnię czy też zakamuflowany w podwórku meczet…


Za centrum miasta uważa się plac z wieżą zegarową (Sahet at-Thal), na którym można na każdym kroku znaleźć knajpkę lub lokalnego „fast-fooda” i złapać taksówkę lub busa. Tu też znajduje się najwięcej tanich hotelików i wspomniana już najsłynniejsza cukiernia o wieloletniej tradycji Rafaat Halaab. Rzeczywiście bogactwo słodkości, mnóstwo różnych rodzajów baklawy robi wrażenie, ciężko się zdecydować. Jednak decydując się na dwa kawałki baklawy i małą czarną kawę zapłacimy dużo więcej niż w jakiejś małej cukierence w zaułku plątaniny ulic np. w soulu. A smak? Rzeczywiście wszystko tam jest pyszne, ale tak naprawdę ciężko wyczuć różnicę w porównaniu z innymi „niepłynnymi” miejscami.

Na zachód od Sahet at-Thal znajduje się bardziej nowoczesna część Trypolisu ze sklepami i knajpami skupionymi przy Rue Fouad Chehab. Moim zdaniem nie jest to ani niezbędne ani ciekawe doświadczenie zarówno z perspektywy backpackerskich możliwości finansowych jak i atrakcyjności turystycznej.
Za to polecam sympatyczny spacer bulwarem na wybrzeżu. Niesamowite wrażenie rześkości jakiego doświadczyłam siedząc sobie na skałach w hałasie rozbijających się o nie fal było bezcenne po kilku tygodniach podróżowania po suchych i pustynnych rejonach. Poza tym w okolicy miejsca, które wybraliśmy na naszą bryzo terapię znajdował się placyk, na którym stała armata jako pomnik. Ciekawe czy przypadkowe jest skierowanie jej lufy w kierunku Izraela? Biegały też sobie beztrosko dzieciaki, gdzieś w tle stał mężczyzna sprzedający kolorowe balony, a daleko na horyzoncie majaczyły piękne szczyty gór.


Byblos (po arabsku Jbeil) – miasteczko w połowie drogi pomiędzy Bejrutem i Trypolisem, ku naszemu zdziwieniu również tu mieliśmy wrażenie, że jesteśmy jedynymi zwiedzającymi. Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy był zamek krzyżowców z XII wieku, który był jednocześnie „bramą” do starożytnych ruin. Po zwiedzeniu już kilku zamków krzyżowców w tym Krak des Chevaliers, zamek w Byblos nie zrobił super wrażenia, chociaż bardzo przyjemnie pospacerować między 800-letnimi murami, puścić wodze fantazji i wyobrazić sobie jak żyli tu rycerze walczący z Saladynem.

Ponadto zamek jest położony wyjątkowo pięknie. Po dojściu do najwyżej położonego miejsca można rozkoszować się widokiem ruin porozrzucanych na łące pełnej kolorowych kwiatów, w oddali widok na całe Byblos, położone na nadmorskim zboczu. Słychać też szum morza. Super miejsce na relaks. Po odpoczynku na zamku czas na spacer w ruinach których najstarsze części datowane są na rok 6600 p.n.e., malutki rzymski teatr, świątynia obelisków, grobowce fenickich królów, a na skarpie nad samym morzem otoczony kwiatami (przynajmniej w kwietniu) stoi stary opuszczony dom o charakterystycznej dla Libanu architekturze, który bardzo romantycznie wpisuje się w krajobraz wietrznego wzgórza.

Knajpek jest wiele, zwłaszcza przy samym porcie, ale ceny są tam odpowiednio wyższe, więc dla dobra naszej kieszeni warto odejść gdzieś w głąb miasteczka i znaleźć miejsce gdzie ceny nie są ustalane z myślą o turystach.


Baalbek – Miasto jest odwiedzane chyba wyłącznie ze względu na fantastycznie zachowane monumentalne starożytne ruiny . Baalbek położony jest w dolinie Bekaa ok. 90 km od Bejrutu.

Najbardziej znanym i najwygodniej położonym backpackerskim hotelem jest Jupiter, sprzed którego widać ruiny. Z tego miejsca pomyślałam sobie - ruiny jak ruiny, nic szczególnego. Jednak po wejściu na ich teren wielkość budowli, przepych w zdobieniach kolumn i sklepień urzekł mnie. Świątynia Jowisza, Świątynia Wenus i Świątynia Bachusa to największe i najlepiej zachowane budowle. Cały teren można obejść w 15 minut do pół godziny, jednak my spędziliśmy tam ok. 3 godzin. Wchodziliśmy w zakamarki, wspinaliśmy się na mury, błądziliśmy między kolumnami. Znów byliśmy zaskoczeni, bo oprócz nas było może pięć zwiedzających osób. Strażnicy zainteresowani są wyłącznie wydawaniem biletów wstępu, a na samych ruinach nie ma żadnych zabezpieczeń czy też zakazów i ostrzeżeń w niebezpiecznych, wysokich miejscach. Ciekawostka – w okolicach ruin najpopularniejszymi pamiątkami są … koszulki i flagi Hezbollahu!

Po zwiedzaniu ruin, tuż przed zachodem słońca, ze względu, że na dalsze zwiedzanie miasteczka planów było brak postanowiliśmy zjeść w małym przytulnym miejscu tuż obok naszego hotelu. Rodzina prowadząca restaurację skakała wokół nas jakbyśmy byli niewiadomo jak bogatymi turystami. W sumie za 7 dolarów od osoby najedliśmy się jak niewiadomo jak bogaci turyści – zestawy przystawek mezze, danie przypominające kebaba na talerzu, napoje i dwie fajki wodne. A naszemu posiłkowi towarzyszył przepiękny zachód słońca nad ruinami. Żal mi było psuć moment wyciągając aparat, ale stwierdziłam, że takie momenty to rzadkość wiec nie mogę tego nie uwiecznić.

Przyroda. Jaskinie Jeitta

Rezerwat cedrów

Zwiedzanie. Meczet Al-Omari w Bejrucie, chociaż trzeba uważać, bo w piątki kobiety-turystki nie są wpuszczane. Zbudowany jako Katedra św. Jana przez Krzyżowców w XIII wieku została przebudowana na meczet przez Mameluków. Może z zewnątrz nie robi oszałamiającego wrażenia, natomiast warto wejść do środka, chociażby dla przepięknych żyrandoli. Meczet znajduje się w pobliżu placu Męczenników, na którym tak naprawdę oprócz pomnika oraz sklepu Virgin Megastore (świetnie zaopatrzonego w angielskie publikacje na temat stosunków zagranicznych oraz historii Bliskiego Wschodu) nie ma nic. Jednak należy wziąć pod uwagę, że specjalnie pozostawiony został symbolem zniszczeń wojny domowej i porównać obecny widok ze zdjęciami z lat 1975-1990.

Meczet Mansouri w Trypolisie  – wielki i piękny, z charakterystycznymi zielonymi kopułami. Zbudowany w Średniowieczu przez Mameluków, znajduje się blisko zamku, właściwie u jego stóp.

Muzeum Skamieniałości zwane Pamięć Czasu (Memory of time) w Byblos. W gablotach można podziwiać zaklęte w skałach ośmiornice, różnego rodzaju ryby, skorupiaki żyjące przed nawet 200 milionami lat. Osoby tam pracujące nie mają problemów z wyjaśnieniem po angielsku, jak takie cuda powstawały, ile kosztują eksponaty, jak wygląda proces poszukiwań i jak odróżnić zwykły kawałek skały od skały kryjącej „rybi skarb”. Muzeum znajduje się w starej części miasta położonej w pobliżu zamku, w souq’u wśród mniejszych i większych sklepów. Warto również zajrzeć do Katedry Jana Chrzciciela z XI wieku.

 

Kultura. (dodaj swoje informacje)

Jedzenie. Manusz, Baklawa, Nargile z arbuza.

Sport i nurkowanie. Narciarstwo, Nurkowanie.

Trekking. Pasmo Libanu.

Freak show. (dodaj swoje informacje)

Adventure. (dodaj swoje informacje)

Plaże i wyspy. Jedyne wyspy Libanu znajdują się w pobliżu Trypolisu – Wyspy Plamowe. Przez swoją unikatową florę i faunę zostały wpisane na listę UNESCO. Mieści się tam obecnie rezerwat ze względu na występowanie rzadkich gatunków ptaków i zielonych żółwi.

Kluby i imprezy. (dodaj swoje informacje)

Odpoczynek. (dodaj swoje informacje)

Zakupy. (dodaj swoje informacje)

Komu się spodoba. Miłośnikom Bliskiego Wschodu i jego najnowszej historii, pasjonatom historii starożytnej (zwłaszcza ruiny Baalbek), zwolennikom Hezbollahu, poszukiwaczom źródeł chrześcijaństwa (Byblos, Sydon), palaczom fajek wodnych i wszystkim nieprzywiązującym znaczenia do punktualności…

Liban nie jest dla miłośników leżenia plackiem na plaży i popijania drinka z parasolką (chociaż w Bejrucie można znaleźć drogie knajpy, kluby, hotele…)

Przewodnicy

Znasz dobrze Liban?

Uzupełnij jego opis:
dołącz do Przewodników.

 

Autor

Anna Myśliwiec - Uwielbia przypadki i zbiegi okoliczności. Czeka na kolejny film Ali Formana. Pochłania nieprzyzwoite ilości lodów malaga. I bardzo nie lubi pisać o sobie…

Obejrzyj zdjęcia z innych krajów.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)