Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Tajlandia - Co warto

Wyświetla nowości od 1 do 10 ze wszystkich 28
Miasta

Bangkok, miasto które albo się kocha za egzotyczną różnorodność i 24-godzinny tryb życia, albo nienawidzi za chaos, brud i hałas.

Warto zobaczyć najsławniejsze chyba backpackerskie miejsce na świecie – uliczkę Khao San Rd (choć warto dobrze się zastanowić, czy na niej spać). Na Khao San można robić wszystko – zapleść sobie warkoczyki, zrobić tatuaż, imprezować, wyrobić lewą legitymację FBI (nędzna) albo kartę studencką ISIC (ideał, nikt nie rozpozna), a za nieco większe pieniądze odebrać dyplom ukończenia Harvardu lub Oxfordu. Tam są też knajpy z europejskim jedzeniem i milion hotelików.

Dla konfrontacji z ponurą stroną rzeczywistości można obejrzeć Soi Cowboy, ulicę na której nieustannie trwa regularny handel kobietami.

Patpong wieczorami zamienia się z leniwej dzielnicy w cyrk na kółkach, który koniecznie trzeba przeżyć. Na większość ulic po zmroku wylegają też wózki z jedzeniem (hawker stalls), serwujące niebo w gębie.

Chinatown jest bombowe, jedno z najżywszych jakie widziałem. Każdego wieczora jest tam uliczna fiesta jedzenia, głośno, kolorowo, neoniasto i z milionem wrażeń. W dzień jest tam gigantyczny targ ze wszystkim, esencja Azji. Na Chinatown też można spać, to nawet niezłe miejsce, choć dojazd raczej trudny, bo wiecznie zakorkowany. Jeśli kierowca nie rozumie Chinatown, powiedz „Yaowarat”.

Dusit – europejska atmosfera w parku pałacowym, ogólny spokój, o który w Bangkoku trudno. Dobre, by oderwać się od zgiełku.

(TM)

Chiang-Mai - miasto dla każdego backpackera. Setki (dosłownie!) świątyń buddyjskich, znakomite centra kulturowe, hipisowskie kawiarenki a na dodatek świetna baza wypadowa w północną, górzystą część kraju.

(AG)

Sukhothai – pierwsza stolica Siamu, z ruinami i posagami Buddy.

Nakhorn Phratom ze stuletnim targiem i najwyższą stupą na świecie.

(PD)
Przyroda

W kanałach w Bangkoku pływa sporo krokodyli, które bez większego trudu można zobaczyć spacerując brzegami.

Snake Farm w Bangkoku (w Queen Saovabha Institute, na południe od Siam Square) – ośrodek Czerwonego Krzyża opracowujący antyjad na potrzeby szpitali. W Tajlandii jest ponad 170 gatunków jadowitych węży. Na farmie można z bliska obejrzeć proces „dojenia” jadu, zobaczyć efekty ugryzień najgroźniejszych okazów i przejść podstawowe szkolenie z ratownictwa po ugryzieniu. Dojenie jest o 11 (warto), o 1430 jest pokaz największych okazów (tandeta, nie warto). Za wejście płaci się słono, 200 bahtów.

(TM)

Kao Yai National Park (centrum kraju) - park, w którym żyją dzikie słonie, bawoły, podobno tygrysy. Na dłuższe trekkingi trzeba mieć przewodnika.

Wodospady w Kanchanburi: Erewan, Sai yok najlepiej oglądać w porze deszczowej.

(PD)
Zwiedzanie

Wielki Pałac w Bangkoku – jeden z niewielu zabytków faktycznie warty zwiedzenia. Wejście kosztuje 350 baht.

(AG)

W Bangkoku:

Wat Pho z leżącym Buddą to najstarsza świątynia Bangkoku, centrum tradycyjnej tajskiej medycyny. Do dziś można tam zrobić kurs masażu tajskiego.

Wat Phra Keao ze szmaragdowym Buddą - najważniejsza świątynia Tajlandii.

Wat Arun - fajnie wygląda w nocy gdy jest oświetlona.

Vimanmek Mansion Palac - wykonany z drzewa tekowego.

Jim Thompson House, Suan Prakard - przykłady tradycyjnej tajskiej architektury.

Wat Doi Suthep - świątynia na wzgórzu nad miastem, piękne miejsce.

(PD)
Kultura

Tajski boks. W Bangkoku kilka razy w tygodniu odbywają się walki bokserskie. Najlepsi zawodnicy walczą w czwartki na stadionie Ratchadamnoen. Obowiązują trzy kategorie biletów – najdroższe są ringside tickets, pozwalają podejść do samych lin ringu, można też robić zdjęcia. Przy samym ringu siedzą jednak głównie turyści. Druga strefa jest tańsza – na kamiennych schodkach dookoła areny. W tej strefie dzieje się sporo – tu szaleją bukmacherzy i stąd gra czteroosobowy tradycyjny zespół, akompaniujący każdej walce (nadaje jej odpowiednie tempo i podgrzewa atmosferę). To jest generalnie najlepszy wybór – blisko ringu i w środku akcji. Trzecia strefa znajduje się na obrzeżach hali, za bardzo wysoką siatką. Tam bilety są najtańsze, ludzie krzyczą tak jak wszędzie indziej i nie dzieje się nic szczególnego. Bilety są oczywiście najtańsze. Wejściówki można kupić w kiosku przy wejściu od rana w dniu walk. Jeśli zostaną jakieś, tuż przed walkami będą je przed wejściem sprzedawać oficjalni dystrybutorzy (nie koniki, a ludzie z kas z identyfikatorami) trochę taniej. Często jednak bilety są wyprzedane.

Targ amuletów w Bangkoku. Miejsce off the beaten path, nieodwiedzane raczej przez turystów. Targ jest ukryty za świątynią Wat Mahathat i zaludniają go Tajowie, którzy mocno wieżą w moc wszelkiego rodzaju ochrony, kamieni, amuletów i figurek. Targ jest spory, amulety zazwyczaj tandetne, ale warto się tam przejść, choćby żeby zobaczyć figurki wielkich kamiennych fallusów pomagające w miłości czy amulety z nabojów, chroniące przed nieszczęściem. Rozbrajający jest dość powszechny widok buddyjskich mnichów, którzy za pomocą lupy badają, czy amulet będzie działał. Zaraz obok jest zresztą targ medycyny naturalnej z ogromem maści, kadzideł, wywarów itp.

Erewan Shrine w Bangkoku – świątynia na terenie centrum handlowego (!), która przynosi szczęście na życzenie. Nieopodal można oczywiście kupić wszelkie akcesoria na ofiary (kwiaty, owoce, kadzidła, świeczki), a jeśli komuś mało, może dodatkowo podnająć zespół pieśni i tańca, który prośbę o szczęście wspomoże swoim udziałem (75 zł za pełny band przez 15 minut).

Pływające targi. Dziś już ich nie ma wiele, zwłaszcza ze Damnoek, który wam będą wciskać to hucpa dla turystów. Jedynym prawdziwym pływającym targiem w Bangkoku jest weekendowy targ z jedzeniem w Talling Chan, na zachodnich rogatkach. Tam jeszcze są prawdziwe długie łodzie, na których się pichci potrawy.

Teatr cieni w Nakhon Si Thamarat. Ostatnie miejsce, gdzie można zobaczyć spektakl (już teraz na dobrą sprawę na zawołanie turystów) marionetek cieni. Misternie wykonane figurki odgrywają historię, poruszane przez narratora, a z tyłu grana na żywo muzyka. Ponieważ w Nakhon Si nie ma co robić, jeśli masz jechać tylko po to, a nie jesteś fanem teatru, to bym sobie odpuścił. Jeśli pojedziesz, pozostaje ci wieczorne jedzenie na food stalls wokół Thai Hotel.

Dowolna trasa przez interior na południu. Drogi ekspresowe nie dostarczają wrażeń, ale wcale nie gorsze, a ciekawsze mniejsze drogi lecą przez tereny, które zwalają z nóg. Góry, lasy równikowe, tradycyjne wioski, co chcesz. Można naprawdę wybrać dowolną trasę, np. z Thung Song do Nakhom Si.

(TM)

Świętem wartym wzmianki jest festyn reggae odbywający się w styczniu w Pai. Dwudniowa impreza, podczas której koncerty dają najlepsze tajskie i japońskie zespoły reggae. Festyn poświęcony wypromowaniu ekoturystyki w tym rejonie. W rzeczywistości to trochę komercji i drogo, ale też świetna impreza.

(AG)

Bangkok:

Flower Market jest otwarty całą noc; jeździ tam autobus nr 53 z ulicy Phra Athit (okolice Kao San Rd), na trasie tego autobusu jest też Chinatown.

Chatuchak Market (weekend market, JJ market) - można tam kupić wszystko od antyków po tarantulę. Autobusem 44 z Kao San Rd albo metrem czy kolejką do stacji Mo Chit.

Przejażdżka łodzią w górę lub w dół rzeki.
Patrawadi Theater w Bangkoku po drugiej stronie rzeki, ciekawe spektakle często o tematyce buddyjskiej, uwspółcześniony tradycyjny tajski taniec i muzyka.

Nocny pchli targ na Sanam Luang (plac naprzeciwko Wielkiego Placu) w Bangkoku.

W każdy weekend w parku nad rzeką z białym fortem na rogu ulicy Pra Athit (okolice Khao Sanu) zbiera się grupa Tajów grających na tradycyjnych instrumentach. W tym parku można czasem w weekendy zobaczyć jakieś koncerty czy tradycyjną tajską sztukę.

W parkach można też zobaczyć tradycyjne tajskie sporty, takie jak Takro Lot Huang. Sport ten polega na przebijaniu ratanowej piłki (takro) na drugą stronę siatki za pomocą głowy lub nóg. To co goście wyprawiają w powietrzu, żeby ściąć piłkę warte jest podziwu. Kolejnym sportem, w którym używa się tego samego rodzaju piłki jest sport polegający na wbiciu tejże piłki do kosza wiszącego 4-5m nad ziemią. Można używać głowy, łokci, barku, kolan, pięty i stóp. Zawodnicy jednej drużyny stoją w kolejce i wbijają piłkę do kosza. Mają na to określony limit czasu. Potem wchodzi druga drużyna.

Mniej widowiskowym, ale wbrew pozorom agresywnym sportem jest puszczanie latawców. Istnieje specjalna grupa latawców „myśliwców”(Pak Pao i Chula), które kontrolowane przez zawodników toczą podniebne bitwy. Zawody odbywają się głównie od marca do maja. W Bangkoku dobrym miejscem do podziwiania tego sportu jest Sanam Luang.

Kolejnym ciekawym sportem są tajskie szachy (z grubsza zasady są podobne do zasad gry w szachy klasyczne). Jeśli już chcemy uprawiać jakiś sport w tym klimacie, to gra w tajskie szachy warta jest głębszego zainteresowania.

Warto też skorzystać z usług fryzjera, ale nie w centrum miasta lecz na prowincji, w małych miasteczkach. Nie tylko zostaniecie ładnie i równo obcięci, ale jak dobrze traficie to w zabieg będzie wliczone golenie czoła, policzków, małżowin usznych, wycinanie włosów z nosa, a na koniec masaż twarzy i barków. Nie polecam jedynie golenia, nasz zarost jest zbyt twardy na tutejsze brzytwy, a fryzjerzy nie są skorzy do zmiany brzytwy w trakcie golenia.

Warto zaszyć się, odciąć na chwilę od świata, w świątyniach oferujących kursy medytacji i buddyzmu. Nie namawiam nikogo do zmiany wiary, ale po 10 dniach medytacji, nie odzywania się do nikogo, wegetariańskiej diety (posiłek raz dziennie) i jogi można bardzo dużo się o sobie nauczyć i zmienić trochę hierarchię wartości. Tego typu warsztaty oferuje pierwszego dnia każdego miesiąca Suan Mokh na południu Tajlandii, w prowincji Surat Thani. Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy w tym miejscu to brak ociekającej złotem świątyni, tylko mały wizerunek Buddy pod zadaszeniem.

Kabarety transwestytów, ale da się bez tego przeżyć.

(PD)
Wyświetla nowości od 1 do 10 ze wszystkich 28

Autorzy

Tomek Michniewicz - backpacker, dziennikarz, autor programu podróżniczego "Trójka Przekracza Granice". Przeciwnik kapeluszy a’la Indiana Jones i festiwalu w Opolu, miłośnik stanu na granicy wyczerpania. Redaktor naczelny serwisu KoniecŚwiata.net.

Ania Grebosz - rok w Tajlandii jako instruktorka sportów ekstremalnych. Miłośniczka życia na krawędzi, podroży nieudeptanymi szlakami, helikopterów Merlin oraz pierogów ruskich; pasjonatka obcych kultur; studentka zarządzania turystyką ekstremalną na uniwersytecie w Birmingham.

Piotr Druzgała - Od ponad siedmiu lat w Azji. Z wykształcenia fizjoterapeuta, obecnie nauczyciel języka angielskiego i wolontariusz w domu dziecka pod Bangkokiem. Niespokojny duch, ciągle szukający swojego miejsca na ziemi.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)