Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki.


Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.

Tajlandia - Co warto

Miasta. Bangkok, miasto które albo się kocha za egzotyczną różnorodność i 24-godzinny tryb życia, albo nienawidzi za chaos, brud i hałas.

Warto zobaczyć najsławniejsze chyba backpackerskie miejsce na świecie – uliczkę Khao San Rd (choć warto dobrze się zastanowić, czy na niej spać). Na Khao San można robić wszystko – zapleść sobie warkoczyki, zrobić tatuaż, imprezować, wyrobić lewą legitymację FBI (nędzna) albo kartę studencką ISIC (ideał, nikt nie rozpozna), a za nieco większe pieniądze odebrać dyplom ukończenia Harvardu lub Oxfordu. Tam są też knajpy z europejskim jedzeniem i milion hotelików.

Dla konfrontacji z ponurą stroną rzeczywistości można obejrzeć Soi Cowboy, ulicę na której nieustannie trwa regularny handel kobietami.

Patpong wieczorami zamienia się z leniwej dzielnicy w cyrk na kółkach, który koniecznie trzeba przeżyć. Na większość ulic po zmroku wylegają też wózki z jedzeniem (hawker stalls), serwujące niebo w gębie.

Chinatown jest bombowe, jedno z najżywszych jakie widziałem. Każdego wieczora jest tam uliczna fiesta jedzenia, głośno, kolorowo, neoniasto i z milionem wrażeń. W dzień jest tam gigantyczny targ ze wszystkim, esencja Azji. Na Chinatown też można spać, to nawet niezłe miejsce, choć dojazd raczej trudny, bo wiecznie zakorkowany. Jeśli kierowca nie rozumie Chinatown, powiedz „Yaowarat”.

Dusit – europejska atmosfera w parku pałacowym, ogólny spokój, o który w Bangkoku trudno. Dobre, by oderwać się od zgiełku. (TM)

Chiang-Mai - miasto dla każdego backpackera. Setki (dosłownie!) świątyń buddyjskich, znakomite centra kulturowe, hipisowskie kawiarenki a na dodatek świetna baza wypadowa w północną, górzystą część kraju. (AG)

Sukhothai – pierwsza stolica Siamu, z ruinami i posagami Buddy.

Nakhorn Phratom ze stuletnim targiem i najwyższą stupą na świecie. (PD)

 

Przyroda. W kanałach w Bangkoku pływa sporo krokodyli, które bez większego trudu można zobaczyć spacerując brzegami.

Snake Farm w Bangkoku (w Queen Saovabha Institute, na południe od Siam Square) – ośrodek Czerwonego Krzyża opracowujący antyjad na potrzeby szpitali. W Tajlandii jest ponad 170 gatunków jadowitych węży. Na farmie można z bliska obejrzeć proces „dojenia” jadu, zobaczyć efekty ugryzień najgroźniejszych okazów i przejść podstawowe szkolenie z ratownictwa po ugryzieniu. Dojenie jest o 11 (warto), o 1430 jest pokaz największych okazów (tandeta, nie warto). Za wejście płaci się słono, 200 bahtów. (TM)

Kao Yai National Park (centrum kraju) - park, w którym żyją dzikie słonie, bawoły, podobno tygrysy. Na dłuższe trekkingi trzeba mieć przewodnika.

Wodospady w Kanchanburi: Erewan, Sai yok najlepiej oglądać w porze deszczowej. (PD)

 

Zwiedzanie. Wielki Pałac w Bangkoku – jeden z niewielu zabytków faktycznie warty zwiedzenia. Wejście kosztuje 350 baht. (AG)

W Bangkoku:

Wat Pho z leżącym Buddą to najstarsza świątynia Bangkoku, centrum tradycyjnej tajskiej medycyny. Do dziś można tam zrobić kurs masażu tajskiego.

Wat Phra Keao ze szmaragdowym Buddą - najważniejsza świątynia Tajlandii.

Wat Arun - fajnie wygląda w nocy gdy jest oświetlona.

Vimanmek Mansion Palac - wykonany z drzewa tekowego.

Jim Thompson House, Suan Prakard - przykłady tradycyjnej tajskiej architektury.

Wat Doi Suthep - świątynia na wzgórzu nad miastem, piękne miejsce. (PD)

 

Kultura. Tajski boks. W Bangkoku kilka razy w tygodniu odbywają się walki bokserskie. Najlepsi zawodnicy walczą w czwartki na stadionie Ratchadamnoen. Obowiązują trzy kategorie biletów – najdroższe są ringside tickets, pozwalają podejść do samych lin ringu, można też robić zdjęcia. Przy samym ringu siedzą jednak głównie turyści. Druga strefa jest tańsza – na kamiennych schodkach dookoła areny. W tej strefie dzieje się sporo – tu szaleją bukmacherzy i stąd gra czteroosobowy tradycyjny zespół, akompaniujący każdej walce (nadaje jej odpowiednie tempo i podgrzewa atmosferę). To jest generalnie najlepszy wybór – blisko ringu i w środku akcji. Trzecia strefa znajduje się na obrzeżach hali, za bardzo wysoką siatką. Tam bilety są najtańsze, ludzie krzyczą tak jak wszędzie indziej i nie dzieje się nic szczególnego. Bilety są oczywiście najtańsze. Wejściówki można kupić w kiosku przy wejściu od rana w dniu walk. Jeśli zostaną jakieś, tuż przed walkami będą je przed wejściem sprzedawać oficjalni dystrybutorzy (nie koniki, a ludzie z kas z identyfikatorami) trochę taniej. Często jednak bilety są wyprzedane.

Targ amuletów w Bangkoku. Miejsce off the beaten path, nieodwiedzane raczej przez turystów. Targ jest ukryty za świątynią Wat Mahathat i zaludniają go Tajowie, którzy mocno wieżą w moc wszelkiego rodzaju ochrony, kamieni, amuletów i figurek. Targ jest spory, amulety zazwyczaj tandetne, ale warto się tam przejść, choćby żeby zobaczyć figurki wielkich kamiennych fallusów pomagające w miłości czy amulety z nabojów, chroniące przed nieszczęściem. Rozbrajający jest dość powszechny widok buddyjskich mnichów, którzy za pomocą lupy badają, czy amulet będzie działał. Zaraz obok jest zresztą targ medycyny naturalnej z ogromem maści, kadzideł, wywarów itp.

Erewan Shrine w Bangkoku – świątynia na terenie centrum handlowego (!), która przynosi szczęście na życzenie. Nieopodal można oczywiście kupić wszelkie akcesoria na ofiary (kwiaty, owoce, kadzidła, świeczki), a jeśli komuś mało, może dodatkowo podnająć zespół pieśni i tańca, który prośbę o szczęście wspomoże swoim udziałem (75 zł za pełny band przez 15 minut).

Pływające targi. Dziś już ich nie ma wiele, zwłaszcza ze Damnoek, który wam będą wciskać to hucpa dla turystów. Jedynym prawdziwym pływającym targiem w Bangkoku jest weekendowy targ z jedzeniem w Talling Chan, na zachodnich rogatkach. Tam jeszcze są prawdziwe długie łodzie, na których się pichci potrawy.

Teatr cieni w Nakhon Si Thamarat. Ostatnie miejsce, gdzie można zobaczyć spektakl (już teraz na dobrą sprawę na zawołanie turystów) marionetek cieni. Misternie wykonane figurki odgrywają historię, poruszane przez narratora, a z tyłu grana na żywo muzyka. Ponieważ w Nakhon Si nie ma co robić, jeśli masz jechać tylko po to, a nie jesteś fanem teatru, to bym sobie odpuścił. Jeśli pojedziesz, pozostaje ci wieczorne jedzenie na food stalls wokół Thai Hotel.

Dowolna trasa przez interior na południu. Drogi ekspresowe nie dostarczają wrażeń, ale wcale nie gorsze, a ciekawsze mniejsze drogi lecą przez tereny, które zwalają z nóg. Góry, lasy równikowe, tradycyjne wioski, co chcesz. Można naprawdę wybrać dowolną trasę, np. z Thung Song do Nakhom Si. (TM)

Świętem wartym wzmianki jest festyn reggae odbywający się w styczniu w Pai. Dwudniowa impreza, podczas której koncerty dają najlepsze tajskie i japońskie zespoły reggae. Festyn poświęcony wypromowaniu ekoturystyki w tym rejonie. W rzeczywistości to trochę komercji i drogo, ale też świetna impreza. (AG)

Bangkok:

Flower Market jest otwarty całą noc; jeździ tam autobus nr 53 z ulicy Phra Athit (okolice Kao San Rd), na trasie tego autobusu jest też Chinatown.

Chatuchak Market (weekend market, JJ market) - można tam kupić wszystko od antyków po tarantulę. Autobusem 44 z Kao San Rd albo metrem czy kolejką do stacji Mo Chit.

Przejażdżka łodzią w górę lub w dół rzeki.
Patrawadi Theater w Bangkoku po drugiej stronie rzeki, ciekawe spektakle często o tematyce buddyjskiej, uwspółcześniony tradycyjny tajski taniec i muzyka.

Nocny pchli targ na Sanam Luang (plac naprzeciwko Wielkiego Placu) w Bangkoku.

W każdy weekend w parku nad rzeką z białym fortem na rogu ulicy Pra Athit (okolice Khao Sanu) zbiera się grupa Tajów grających na tradycyjnych instrumentach. W tym parku można czasem w weekendy zobaczyć jakieś koncerty czy tradycyjną tajską sztukę.

W parkach można też zobaczyć tradycyjne tajskie sporty, takie jak Takro Lot Huang. Sport ten polega na przebijaniu ratanowej piłki (takro) na drugą stronę siatki za pomocą głowy lub nóg. To co goście wyprawiają w powietrzu, żeby ściąć piłkę warte jest podziwu. Kolejnym sportem, w którym używa się tego samego rodzaju piłki jest sport polegający na wbiciu tejże piłki do kosza wiszącego 4-5m nad ziemią. Można używać głowy, łokci, barku, kolan, pięty i stóp. Zawodnicy jednej drużyny stoją w kolejce i wbijają piłkę do kosza. Mają na to określony limit czasu. Potem wchodzi druga drużyna.

Mniej widowiskowym, ale wbrew pozorom agresywnym sportem jest puszczanie latawców. Istnieje specjalna grupa latawców „myśliwców”(Pak Pao i Chula), które kontrolowane przez zawodników toczą podniebne bitwy. Zawody odbywają się głównie od marca do maja. W Bangkoku dobrym miejscem do podziwiania tego sportu jest Sanam Luang.

Kolejnym ciekawym sportem są tajskie szachy (z grubsza zasady są podobne do zasad gry w szachy klasyczne). Jeśli już chcemy uprawiać jakiś sport w tym klimacie, to gra w tajskie szachy warta jest głębszego zainteresowania.

Warto też skorzystać z usług fryzjera, ale nie w centrum miasta lecz na prowincji, w małych miasteczkach. Nie tylko zostaniecie ładnie i równo obcięci, ale jak dobrze traficie to w zabieg będzie wliczone golenie czoła, policzków, małżowin usznych, wycinanie włosów z nosa, a na koniec masaż twarzy i barków. Nie polecam jedynie golenia, nasz zarost jest zbyt twardy na tutejsze brzytwy, a fryzjerzy nie są skorzy do zmiany brzytwy w trakcie golenia.

Warto zaszyć się, odciąć na chwilę od świata, w świątyniach oferujących kursy medytacji i buddyzmu. Nie namawiam nikogo do zmiany wiary, ale po 10 dniach medytacji, nie odzywania się do nikogo, wegetariańskiej diety (posiłek raz dziennie) i jogi można bardzo dużo się o sobie nauczyć i zmienić trochę hierarchię wartości. Tego typu warsztaty oferuje pierwszego dnia każdego miesiąca Suan Mokh na południu Tajlandii, w prowincji Surat Thani. Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy w tym miejscu to brak ociekającej złotem świątyni, tylko mały wizerunek Buddy pod zadaszeniem.

Kabarety transwestytów, ale da się bez tego przeżyć. (PD)

 

Jedzenie. Tropikalne owoce (do kupienia na każdym targu, a często i na każdym rogu). O gustach się nie dyskutuje, ale ja polecam rambutany i wax apples, a dla odważnych duriany. Również smażone banany w cieście sezamowym (kluay kaek) sprzedawane na ulicy.

Z przekąsek na ulicy trzeba umieć wybierać. Część jest trudnoprzełykalna (podroby, dziwne kiełbaski itp.) Generalnie jeśli coś jest smażone na grillu w liściach bananowca, zawsze jest bardzo smaczne, a zazwyczaj słodkie. Bardzo dobre są szaszłyki z mięsa i kukurydza obierana z kolb.

W Chinatown w Bangkoku można znaleźć jedyne w mieście malajskie sataye – najlepsze jedzenie świata (szaszłyki z kurczaka w sosie z orzeszków ziemnych z ostrym chili). Robi je pan Moo, znajdziecie go codziennie po 18 na Thanon Plaeng Nam, zaułku przy Yaowarat w Chinatown. Szukajcie grilla, żółtej tablicy i gościa zawsze w czapce z daszkiem. 10 satayów kosztuje 40 bahtów.

 

Sport i nurkowanie. Dla nurków Tajlandia jest rajem. Tanio i pięknie. Dobre nurkowanie można znaleźć przy Krabi, na Phuket i przy Chumporn (rekiny). (TM)

Tajlandia to raj dla wszystkich miłośników sportów outdoorowych. Na północy trekking po górach i dżungli, na południu nurkowanie i kajakowanie. Rowerzyści górscy, wspinacze skałkowi czy grotołazi również znajdą coś dla siebie.

Spadochroniarstwo, loty balonem i inne sporty powietrzne: W Pattayi skontaktuj się z Thai Sky Adventure, a w Chiang Mai z Chiang Mai Flying Club.  Bezpiecznie, niesamowite widoki, ale ceny niestety nie najlepsze, często wyższe niż w Europie.  (AG)

 

Trekking. Większość „porządnych” górskich szlaków można znaleźć na północy kraju w okolicach Chiang Mai oraz Chiang Rai. Tutaj znajdują się najwyższe góry Tajlandii. Dostępne mapy, szczególnie tych rejonów blisko granicy z Birmą, z nie najlepszą skalą, często nie uwzględniają wszystkich ścieżek i dróg, a niektóre są po prostu niepoprawne.

Tak więc, chyba że jesteś naprawdę doświadczonym górołazem i masz dobre pojęcie o zagrożeniach jakie mogą na ciebie czyhać w dżungli, nie poleciłabym wycieczek w tutejsze góry bez przewodnika. O miejscowych przewodników pytać można w hostelach i guesthousach lub po prostu w biurach turystycznych (uważajcie na wygórowane ceny).

W pozostałej części kraju, jeśli masz ochotę na spacer po dżungli, wybierz się do jednego z wielu parków narodowych Tajlandii. Polecam region Kanchanaburi na zachód od Bangkoku albo park Khao Yai na wschód - niesamowite widoki, piękne wodospady, liczne jaskinie i można nawet pojeździć na słoniu.

Kajaki oraz spływy tratwą bambusowa : Najlepsze miejsca na wycieczki kajakowe znajdziesz w Phuket oraz Krabi na południu kraju. Nie ma problemu z wypożyczeniem kajaków. Pełno jest też agencji, które organizują wycieczki kajakowe z instruktorem. Spływy tratwą są też popularne w miejscowości Pai, w północnowschodniej części kraju.

Warto przypatrzeć się z bliska agencji, z którą masz zamiar kajakować czy też spływać tratwą, gdyż często azjatycka definicja bezpieczeństwa znacznie rożni się od naszego, europejskiego. Szczególnie w porze deszczowej, upewnij się, że zapewniają porządne kamizelki ratunkowe i kaski ochronne, a instruktor nie jest tylko miejscowym chłopcem bez żadnych uprawnień w sportach wodnych. (AG) 

 

Freak show. (dodaj swoje informacje)

Adventure. Skałki i jaskinie: W północnej części kraju poleciłabym miejsce zwane: Crazy Horse Buttres (na wschód od miasta Chiang-Mai) - skałki wapienne, większość tras przygotowana. Jeśli potrzebujesz instruktora czy tez sprzęt, skontaktuj się z Chiang Mai Rock Climbing Adventure w mieście Chiang Mai.

Na południu najpopularniejsze (i niestety najbardziej zatłoczone) miejsca, gdzie znajdziesz skałki i jaskinie to wyspa Phi-Phi Don i Phi-Phi Leh oraz Railay kolo Krabi. Sprzęt i instruktora można tam znaleźć prawie wszędzie.

Jeśli przywiozłeś swój sprzęt, albo wiesz jak się wspinać, wynajmowanie przewodnika nie ma sensu. Na miejscu jest pełno literatury opisującej wszystkie trasy. (AG)

Polowanie na samoloty na Koh Samui. Trzy kilometry od lotniska, na drodze gdzieś przed Hat Bo Phut jest miejsce, nad którym na wysokości kilkudziesięciu metrów przelatują samoloty podchodzące do lądowania. Wieczorem lądują co 10 minut, więc łatwo skorygować swoje położenie. Gdy jest ciemno i idący prosto na ciebie Boeing włącza wszystkie światła jakie ma i załącza ciąg wsteczny, można zemdleć z wrażenia. Postaraj się stanąć dokładnie na linii lądowania (w styczniu 2008 był to odcinek drogi, przy którym leżą betonowe elementy studni) i miej włączoną kamerę, dyktafon, nagrywanie w komórce, cokolwiek.

Goodtime Adventures operujące na wschodnim wybrzeżu (Chumporn, Koh Samui, Koh Tao) organizuje skoki z 10 m klifów, rock climbing i nurkowanie z rekinami. (TM)

Kajaki. Rzeki i kanały na obrzeżach Bangkoku czy w ogóle z dala od miast.
Nie jest to proste do realizacji, bo trzeba wynająć kajak z transportem, ale wrażenia są godne zachodu. Zwłaszcza gdy się wpłynie w odnogi kanału, po obu stronach jest zielono, a jedynymi śladami człowieka są domki dla duchów. (PD)

 

Plaże i wyspy. Wysepek jest od groma, a niektóre mają jasno określone specjalizacje. Na wschodnim wybrzeżu (m.in.) – Koh Samui - relaks, Ko Pha-Ngan – dzikie imprezy, Ko Tao – nurkowanie (dla początkujących).

Na zachodzie jest więcej rajskich zakątków, ale i więcej ludzi. m.in. – Ko Phi Phi (raczej nie polecam) – mekka backpackerów, Phuket – zalany masową turystyką. Jeśli chcesz uciec od świata, kup sobie łódkę, wylosuj niezamieszkaną wyspę, rozbij namiot i ciesz się wolnością.

Od tłumów w Tajlandii trudno uciec. Najlepszy w tym celu jest odcinek 150 km od Phuket na północ (dowolnie wybrana wioska) albo wschodnie wybrzeże od Ban Laem do Pran Buri (ale i tam już są lux resorty).

Sensowną propozycją dla chętnych spokoju jest Koh Jam na zachodnim wybrzeżu, między Lantą a Krabi. Prom nawet nie dopływa do wyspy, tylko wysadza cię na małe łódki, które dowożą do brzegu. Na miejscu jest może siedem hotelików, jedne ładne (350-1200 za domek), inne to chaty z bambusa na plaży (150-350). Jak się uprzesz, możesz spać nawet w domku na drzewie (mają takie w Buang Mo). Na wyspie mieszka może 200 osób, jest cisza, słońce, plaża i ABSOLUTNIE NIC do robienia. Więc tylko na leżenie pod palmą z książką. (TM)

Wyspie Koh Chang ma coś wyjątkowego - saunę ziołową na w okolicach plaży Kai Bae  wszystko wybudowane zgodnie z naturą. Właściciel sam wyrabiał cegły, a z pustych butelek powstały okna. Cena 100 baht i nie ma limitu czasu. Cały czas serwowana jest zielona herbata, potem można odpocząć na hamaku, popijając świeżo wyciskany sok z owoców lub dać się wymasować. (PD)

 

Kluby i imprezy. Pattaya – zagłębie seksturystyki. Rozrywkowe dzielnice Bangkoku (Patpong, Khao San Rd) – całonocne imprezy o dowolnym charakterze (włącznie z „lady for the lady?”). Koh Pha-Ngan – wysepka-imprezownia 24/7. (TM)

Na północy kraju imprezuj w każdy weekend aż do rana w Chiang Mai (popularne wśród turystów kluby z zachodnią muzyka: WarmUp, Bubbles i legendarne Spicy).

W Chiang Rai oraz Pai też znajdziesz kilka barów oraz klubów.

Jeśli masz ochotę na prawdziwą tajską imprezę, znajdź miejscowy bar, gdzie lokalni w każdym wieku piją miejscowy rum SangSom i bawią się przy tajskich piosenkach z jednym, takim samym, rytmem. Miej wystarczająco odwagi, żeby się do nich dołączyć! I mimo że na początku możesz czuć lekkie skrępowanie, przy odrobinie twojego wysiłku większość Tajów z chęcią przyjmie cię do swojego grona znajomych i nie pozwolą, żebyś poszedł do domu wcześnie (i trzeźwy). Uważaj tylko na lokalne trunki, czyli ryżowy spirytus, który jest używamy do gotowania - ma posmak naszej śliwowicy. (AG)

Phra Nakhorn bar – restauracja, galeria i bar w jednym. Z dala od hałasu Kao Sanu, po drugiej stronie ulicy Rajadamnoeng Klang. Z dachu, na którym znajduje się restauracja, widać oświetloną złotą górę.

Tapas to dyskoteka. Nie ma tam prostytutek, a cena za wejście - tylko 100 baht. Można poznać bardzo ciekawych ludzi (Thai Celebrities i High Society) i naprawdę dobrze się zabawić.

Silom Soi 4, tuż obok Patpongu. Cała uliczka pełna jest gejowskich barów oprócz właśnie Tapasu.

Bed/Supper Club to dyskoteka, ale warto choć raz tam być.

Sirocco Bar na szczycie State Tower Bld. Zapierający dech w piersiach widok na cały Bangkok. Restauracja i bar jak z innego świata. Bar na świeżym powietrzu, gdzie stoi się na platformie na krawędzi budynku, a pod tobą kilkadziesiąt pięter. Niezapomniane wrażenia. Nie wpuszczają w typowo backpakerskim stroju. (PD)

 

Odpoczynek. Tajski masaż. Nie ma nic wspólnego z delikatnym głaskaniem i erotycznymi podtekstami. To ciężka, fizyczna praca pełna dźwigni, ugniatania, łokci, kolan, bólu i cierpienia (przynajmniej w klasycznym wydaniu). Ofertę uzupełniają różne „oil massage”, „foot massage” (to jest dopiero ból) i opcje head&shoulders. Całościowy masaż kosztuje 250-400 bahtów, masaż stóp 150-300 bahtów. Salony masażu można znaleźć w każdym miejscu w Tajlandii. Więcej zależy od umiejętności konkretnej masażystki (lub masażysty) niż od wyboru lokalu.

Moje ulubione miejsce w BKK to Royal Jasmine przy Patpongu (ul. Surawong) – rozsądnie czysty i z zawodowymi masażystkami, choć ceny należą do tych wyższych. (TM)

 

Zakupy. Dobrym miejscem na zakupy jest targ przy Patpong w Bangkoku. Można tam kupić podróby zegarków, galanterii i biżuterii oraz sporo niby-pamiątek, które ładnie będą wyglądać na ścianie w domu, ale z Tajlandią niewiele mają wspólnego (stożkowe kapelusze stylizowane na wietnamskie, maski niby-z-Indonezji, chińskie lampy itp.). W wielu miejscach funkcjonują nocne targi, m.in. Suan Lum Night Bazaar. (TM)

W Chiang-Mai słynny tzw. nocny bazar, gdzie możesz kupić mnóstwo zarówno przydanych jak i zupełnie niepotrzebnych gadżetów. Otwarty codziennie od zachodu słońca aż do północy. Uważaj na podróby i najważniejsze - śmiało targuj się o ceny. W szczycie sezonu nocny bazar w Chiang-Mai przyciąga tłumy turystów, więc jeśli szukasz czegoś bardziej autentycznego udaj się marketu Warwarot, gdzie lokalsi robią swoje zakupy. Warto tez odwiedzić „niedzielny market” przy Tha Pea gate. Po najsmaczniejsze czy najdziwniejsze jedzonko udaj się do Chiang Mai Gate market. (AG)

Chatuchak Market w Bangkoku. Można tam kupić prawie wszystko: pamiątki, meble, ciuchy, obrazy itd.

Panthip Plaza w Bangkoku. Można tam kupić: sprzęt komputerowy, sprzęt fotograficzny, programy, gry itp. (PD)

 

Komu się spodoba. Prawie wszystkim, jeśli nie są uczuleni na turystów. Dzikie plaże i tropikalne wysepki (południe), dżungla i niedostępne góry (północ i wschód), świątynie ukryte w lesie, wysepki-imprezownie (południe), rafy koralowe, bogata kultura, pyszne jedzenie. Trzeba tylko wiedzieć, czego się szuka. (AG)

TypoScript object not found (lib.feedback_info)

Autorzy

Tomek Michniewicz - backpacker, dziennikarz, autor programu podróżniczego "Trójka Przekracza Granice". Przeciwnik kapeluszy a’la Indiana Jones i festiwalu w Opolu, miłośnik stanu na granicy wyczerpania. Redaktor naczelny serwisu KoniecŚwiata.net.

Ania Grebosz - rok w Tajlandii jako instruktorka sportów ekstremalnych. Miłośniczka życia na krawędzi, podroży nieudeptanymi szlakami, helikopterów Merlin oraz pierogów ruskich; pasjonatka obcych kultur; studentka zarządzania turystyką ekstremalną na uniwersytecie w Birmingham.

Piotr Druzgała - Od ponad siedmiu lat w Azji. Z wykształcenia fizjoterapeuta, obecnie nauczyciel języka angielskiego i wolontariusz w domu dziecka pod Bangkokiem. Niespokojny duch, ciągle szukający swojego miejsca na ziemi.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)
Ostatnie postyTajlandiaCo warto
Temat Ostatni post
Porady użytkowników: Co warto
Tajlandia / Co warto
2011-03-03 09:01
przezbecker
Skocz do ostatniego tematu