Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Laos - Transport i poruszanie się po kraju

Podróżowanie po Laosie zajmuje sporo czasu, bo nawet jeśli punkt docelowy do którego zmierzacie jest niedaleko na mapie, to wcale nie znaczy, że dojedziecie do niego szybko (100 km to około 2,5-3 godziny, ale też zależy od drogi, może być dłużej).

Laos nie zbyt dobrze rozwiniętej sieci komunikacyjnej – czemu zresztą trudno się dziwić, zważywszy na ukształtowanie terenu. Najwięcej jeździ się autobusami (a często pełniącymi ich rolę minibusami, czy też czymś, co na terenie b. ZSRR zwie się marszrutką), jak również miejscową specjalnością, czyli sangathewem.

 

Autobus. Nad autobusami laotańskimi nie ma co się pastwić, bo chociaż są co najmniej drugiej młodości, to jednak poziom, jak na Azję, prezentują całkiem przyzwoity. Da się wytrzymać dłuższą podróż, na południu nawet można czytać podczas jazdy. Uciążliwość tego środka transportu polega bardziej na długości tras i złym stanie dróg niż na samym stanie technicznym pojazdu.

A także – choć nie zawsze – na uciążliwości współpasażerów, którzy automatycznie przenoszą do autobusu swe naturalne zachowania, takie jak głośne plucie gdzie popadnie. Do tego są wyjątkowo mało odporni na chorobę lokomocyjną.

Jest za to jeden, nieustający feler. Bez względu na to, jakim autobusem pojedziecie i na jakiej trasie, będziecie torturowani lecącym na full telewizorem. Pół biedy, jeśli puszczą jakieś teledyski, estetycznie sytuujące się w okolicach naszego disco-polo (bo to może być nawet w jakiś turpistyczny sposób ciekawe, do czasu przynajmniej). Gorzej gdy będzie to laotański kabaret, po laotańsku i z laotańskimi gagami na poziomie Leslie Nielsena, z których, nie wiedzieć czemu, śmieje się cały autobus. Wtedy można zatęsknić nawet do Pietrzaka.

Przykładowe ceny autobusów:
Vientiane - Dong Kham: 60 tys. kipów
Dong Kham - Pakse: 100 tys. kipów
Udomxiai-Luang Prabang, ok. 100 tys. kipów
Luang Prabang - Vangvieng: ok. 80 tys kipów.
Bus Vangvieng - Vientiane: 30 tys kipów.

 

Minibusy/shared taxi. Laotańskim wkładem w rozwój światowej motoryzacji jest pojazd o niewymawialnej nazwie sawngthaew. Jest to połączenie minivana z zaprzęgiem konnym, tak jakby do małej ciężarówki doczepić nagle, na pakę, dwie drewniane ławy, wyjęte niczym z furmanki i przykryć to zadaszeniem przypominającym straganowe parasole.

O braku resorów przypominać nie trzeba, jazda jest przeżyciem ekstremalnym – nic nie odda połączenia ciągłego podskakiwania, dojmującego chłodu (to zadaszenie odcina jedyne możliwe źródło ciepła - słońce) i otrzeźwianego aromatu dobywającego się zewsząd kurzu (dróg Francuzi nie zbudowali, to i do dziś nie powstały). Sawngthaew to podstawowy i często jedyny środek transportu na północy kraju, w pozostałych częściach kraju również stosowany. Lepiej szybko przywyknąć.  

 

Samochód. (dodaj swoje informacje)

Promy/łodzie. W tym kraju pływanie jest rozsądniejszym sposobem komunikacji, a transport wodny jest godny polecenia – pod warunkiem, trudno spełnialnym, że w ogóle jest. Łódki po Mekongu i innych rzekach kursują rzadko, a czasem – gdy poziom wody jest za niski – wcale.

W efekcie jedynym sposobem pozostaje wynajęcie motorówki, której angielska nazwa "speedboat" lepiej oddaje istotę sprawy, gdyż jest to po prostu mała, drewniana czajka z doczepionym silnikiem z tyłu. Chociaż koszt takiego speedboata jest spory, to ich tak się opłaca, a przeżycie (no... może to nie jest najlepsze słowo) gwarantowane. Oczywiście tylko w metaforycznym sensie, bo rekomendacja ta jest przeznaczona tylko i wyłącznie dla ludzi o silnych nerwach, którzy mają świadomość, że to nie jest do końca bezpieczne.

Mając do wyboru łódkę bądź busa, zawsze należy wybrać opcję wodną, bo primo: ma się gwarantowane cudne widoki, secundo: doświadczy się, wreszcie, uczucia pustki i dziewiczości tego kraju, tertio: – nie trzeba będzie podskakiwać po kilka godzin na tych dziurach, mylnie nazwanych drogami, quatro: ta łódka to jednorazowe – nomen omen – przeżycie.

 

Pociągi. Kolei tu brak – a skoro Francuzi nie zbudowali (a chcieli! Bo im się majaczyło, że do Yunnanu dociągną, efekt można podziwiać na Don Khon), to już jej nigdy nie będzie.

Autostop. Średni. Płatny, jak wszystko w tym kraju. Cena zależy od umiejętności negocjacyjnych, czyli zapłacicie zazwyczaj więcej niż za autobus.

Taksówki. Właściwie to taksówki się wam za bardzo nie przydadzą, chyba, że w Vientiane, a i tam lepiej, szybciej, łatwiej i taniej jest wynająć tuk-tuka. Taksiarze są zawsze drożsi, za to lepiej mówią po angielsku, choć i to nie zawsze. Poza Vientiane miasta są tak małe, że klasyczne taksówki praktycznie tracą rację bytu.

Riksze. W miastach i wsiach laotańskich podstawowym środkiem transportu jest niezwykle popularny w Azji pojazd, zwany zależnie od miejsca bądź (auto) rikszą (Indie, cały subkontynent), bądź tuk-tukiem (Lanka, całe Indochiny).

W Laosie to rzecz jasna tuk-tuk (czasem mówią – szczególnie na południu – też tak na sawngthaew, co bardzo ułatwia sprawę, bo nie trzeba się gimnastykować z wymawianiem tej nazwy). Kierowcy tuk-tuków (riksz) w tym rejonie świata to osobny gatunek ludzki, o mentalności najgorszego taksówkarza. Taki kierowca a priori zakłada, że biały jest a) głupi, b) bogaty (nawiasem mówiąc: często ma rację...). W efekcie trzeba bardzo uważać, by się nie dać orżnąć, szczególnie na dworcach autobusowych, gdy otacza was chmara tuk-tukarzy żądających tej samej, horrendalnej, ceny.

Trzeba po prostu wyjść z tego dworca i iść przed siebie, prędzej czy później, w dzień i w nocy, bez względu na porę ZAWSZE znajdzie się ktoś, kto podjedzie i podwiezie za normalną cenę. Gwoli ścisłości trzeba dodać, że osobom mających doświadczenie podróżowania po Indiach laotańscy tuk-tukarze przy swych indyjskich kolegach wydadzą się niczym uczniacy, w swych kantach tacy uroczo niezdarni...

 

Rower. (dodaj swoje informacje)

Samolot. Na liniach wewnętrznych można latach między Vientiane, Luang Prabang i Pakse. Ale nie warto, bo drogo (Vientiane – Luang Prabang około 70 USD, do Pakse trochę ponad 100), a drogo, bo tylko jedna linia – Lao Airlines (wszak jedno państwo, jeden system, więc jak mogłyby być dwie linie? Albo, o zgrozo, jakieś zagraniczne?!).

Kraje, do których łatwo się przedostać. Z Laosu najłatwiej dostać się do Tajlandii i Wietnamu.

Główne przejście z Tajlandią to tzw. Most Przyjaźni na Mekongu, łączący przedmieścia Vientiane z tajskim Nong Khai i przez niego do Laosu dostaje się większość podróżnych. Drugie najpopularniejsze przejście z Tajlandią znajduje się na północy, w Huay Xia, również na Mekongu, przez który kursują łódki na drugą stronę, do Chiang Khong. W obu tych przypadkach infrastruktura turystyczna jest dobrze rozwinięta, formalności paszportowe proste, a całość – nieskomplikowana.

Trochę trudniej może być na innych, mniej uczęszczanych przejściach, takich jak Paksan, Vang Tao, czy nowej placówce w Savannakhet, ale i tak nie powinno być większych problemów.

Jeżeli chodzi o przejścia z Wietnamem, to jest ich sporo ale w przeciwieństwie do tych z Tajlandią mają złą opinię ze względu na pokaźną ilość kantów, na jakie trzeba być na nich gotowym. Głównym przejściem na Hanoi jest Na Maew, na Vinh – Nam Phao, zaś na południe Wietnamu – Attapeu. Na przejściach z Wietnamem nie można uzyskać wizy Wietnamskiej (a vice versa tak) – trzeba ją mieć wcześniej.

Z pozostałymi sąsiadami: Chinami, Kambodżą i Birmą Laos ma po jednym przejściu granicznym (birmańskie jest – rzecz jasna – zamknięte dla obcokrajowców).

Przejście z Chinami (do Yunnanu) jest na północy Laosu (Boten), w obszarze wiosek kolorowych mniejszości etnicznych. Dojazd doń i przekraczanie jest proste, tyle tylko, że trzeba mieć wcześniej wizę chińską.

Z Kambodżą jedyne przejście znajduje się w Voen Khan, można się do niego dostać bądź z bezpośrednio Pakse, bądź z Don Det, płacąc za podwiezienie agencjom (warto kupić bilet do od razu co najmniej do Khulny. Z pierwszej miejscowości w Kambodży – Stung Tren, niewiele co jedzie, bo to ta część krajuy, gdzie transport jest wciąż na poziomie Czerwonych Khmerów). Samemu nie warto kombinować, bo wyjdzie tak samo jak w agencjach (około 5 USD) lub drożej, a nerwów stracicie więcej. Na granicy można uzyskać bardzo łatwo wizę kambodżańską – i to bez kantów, znanych z granicy z Tajlandią w Poipet.

Znasz dobrze Laos?

Uzupełnij jego opis:
dołącz do Przewodników.

 

Autor

Michał Lubina - doktorant na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, zapalony podróżnik i zadeklarowany backpacker - z plecakiem zjeździł pół Azji, subkontynent indyjski wspomina najmilej. Autor przewodnika "Litwa, Łotwa, Estonia. Bałtycki łańcuch" (wyd. Bezdroża 2006), a także części praktycznej przewodnika "Rosja 2007" (wyd. Pascal). Na co dzien. przewodnik, współpracuje m.in. z Klubem Laurazja (www.laurazja.pl).

Obejrzyj zdjęcia z innych krajów.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)