Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Laos - Ludzie i kultura

Etykieta i zwyczaje. Wyrabiając wizę w Ambasadzie Laosu (i w niektórych miejscach w samym Laosie) można natknąć się na bardzo interesującą i niezwykle poznawczą ulotkę, pokazującą, jak nie należy się zachowywać w Laosie. Przedstawione są na niej dwie postaci, plastycznie ilustrują stereotypowego białego: jedna to wielka blondynka o urodzie barbie z dużym biustem, zaś drugi to chłop o sylwetce Arniego.

Na kolejnych zdjęciach pokazani są oni w kolejnych sytuacjach życiowych, a obrazki ukraszone są komentarzem, że tak robić nie należy. A to babka rzuca się na mnichów i przytula ich, by mieć fajne zdjęcie (podpis: mnichów nie wolno dotykać). A to z kolei facet leży rozwalony na krześle, z nogami na stole i pokazuje nogą na figurkę Buddy (podpis: nie wolno nigdy nic nogą wskazywać). A to znowu on, żłopiąc piwo, szczypie miejscową dziewczyną w tyłek (podpis: trzeba szanować miejscową kulturę). I tak dalej i dalej, kolejne scenki ukazują zachowania, który chyba nikomu normalnemu by do głowy nie przyszły. Chyba...

Przed wyjazdem do Laosu myślałem, że są one po prostu przerysowanym, dla efektu komicznego. Po pobycie w Vang Vieng i kontakcie z odwiedzającymi go Brytyjczykami wiem, że scenki zostały z życia wzięte.... 

Mówiąc wprost: wystarczy że tak nie będziecie zachowywać i będzie dobrze. Szacunku i taktu nigdy nie za wiele, zaś w Laosie nie ma jakiś szczególnych zasad zachowania się i etykiety (nie tak jak w Chinach) – wystarczy dobre wychowanie, a wybaczy się wam każdą – wynikającą z różnic kulturowych – gafę.

Z namacalnych, życiowych sytuacji, należy zapamiętać, że przy każdym wejściu do domu, sklepu, a już szczególnie świątyni, należy ściągać buty. A że dotyczy to często nawet restauracji czy kawiarenek internetowych, lepiej zaopatrzyć się w łatwo ściągalne sandały.

 

Mieszkańcy. Tak jak Laos ma zadziwiająco dobry PR na świecie, tak i Laotańczycy mają – nie wiedzieć czemu – znakomitą opinię wśród osób ten kraj odwiedzających. Co również jest niejakim osiągnięciem, gdyż za czasów kolonialnych Laotańczycy mieli opinię największych leniów i obiboków spośród wszystkich mieszkańców azjatyckich posiadłości francuskich (co jest niemałym osiągnięciem, wszak konkurencja była silna).
 
Dlatego Francuzi stymulowali migracje Wietnamczyków do Laosu. Był on wszak najbiedniejszą z indochińskich kolonii, a Białym Ludziom zależało głównie na zysku. Sprowadzali więc znanych z przedsiębiorczości sąsiadów zza Mekongu, bo ktoś musiał przecież pracować.

Trzeba uczciwie przyznać, że niewiele się zmieniło - jeżdżąc, szczególnie po południu Laosu, trudno się postawie Francuzów dziwić. Życie nadal toczy się jak w czasach, w których rejs statkiem z Marsylii do Sajgonu był krótszy niż z Sajgonu do Luang Prabang (sic!). Laotańczycy się nie zmienili, za to zmieniła się o nich opinia – na dużo lepszą.

Powszechne jest mniemanie o ich życzliwości, przyjacielskim stosunku do gości i bezinteresowności. To wszystko prawda, z małym „ale”. Owszem, są mili, sympatyczni, pomogą, wyjaśnią, poczęstują, ale – nic za darmo! Za wszystko trzeba płacić, i im szybciej do tego przywykniecie, tym większą przyjemność z podróżowania po tym kraju będziecie mieli.

Bezinteresowność już wyginęła zabita przez turystykę, tu wszystko jest dla kasy, a biały to gwiazdka z nieba, na której można dobrze zarobić. I tylko, w zależności od miejsca, robią to bądź w sposób miły i sympatyczny, zarabiają czyniąc to z taką gracją, że aż chce się im dać zarobić (np. Luang Prabang), albo są pod wpływami postawy znanej z Chin prowincjonalnych, czyli skrzyżowania obojętności z bucowatością, podlaną jeszcze sosem przekonania o tym, ze biały jest z założenia głupi i za można go na każdym kroku oskubać (pogranicze z Chinami i Birmą).

Wrażenie z podróżowania Laosie jest takie, że to jedna wielka wieś – co nie byłoby takie złe, gdyby nie to, że przeważa tu wiejskość jako stan umysłu. Zapadła w dżungli osada to nie idylliczna "wsi spokojna, wsi wesoła", gdzie ubrani w egzotyczne stroje wieśniacy kultywują rodzime tradycje. Tam, gdzie dotarły jakiekolwiek wpływy "cywilizacji" (miejskiej, nowoczesności), od razu widać tanie chińskie podroby butów Abidos, i perfum Dyor. Po drodze przewalają się lokalni szpanerzy w rozklekotanych machinach made in China, zaś podstawą, fundamentem każdego gospodarstwa, choćby nie wiadomo jak lichego i ledwo trzymającego się na tych swoich palach, jest telewizor.

 

Przydatne języki. Podróżowanie po Laosie pod względem językowym trudne nie jest. Trzeba się nauczyć trzech słów: „sabadi” (dzień dobry), „kap dżai” (dziękuję) i „sawngthaew” (ten rikszopodobny pojazd). Tylko to ostatnie sprawia trudności, za to jest najprzydatniejsze.

Poza tym bez problemów porozumiecie się po angielsku, każdy zna trzy słowa na krzyż, a w większych, turystycznych miastach (Luang Prabang na przykład) mówią również po francusku – i to dość dobrze.

To, że bez znajomości francuskiego nie porozumieliby się z przybyszami z dawnej metropolii, a bez angielskiego z całą resztą, dobrze Laotańczykom zrobiło. Dzięki temu w miastach ci, co pracują w turystyce mówią oboma językami na dość dobrym poziomie. Na prowincji jest siłą rzeczy znacznie gorzej, ale naprawdę nie jest źle.

 

Święta. Święta dzielą się na państwowe i tradycyjne, lokalne. Te drugie mają zazwyczaj daty zmienne, a wiążą się z porami roku (np. święto deszczu Bun Khao Pansa wypada zazwyczaj w czerwcu), kultami prebuddyjskimi (święto zmarłych, Haw Khao Padap Din, zazwyczaj we wrześniu) czy też z samym buddyzmem (pamiątki narodzin, oświecenia i śmierci Buddy – Viskaha Busa, maj, czy też jego pierwszego kazania po oświeceniu – Makha Busa, luty).

Wtedy wsie i klasztory ozdobione są tysiącami papierków, odświętnymi nabożeństwami, tańcami, a przede wszystkim – nieustannym obżarstwem. Ciekawie wygląda też Chiński Nowy Rok, jak zresztą wszędzie w Azji Południowo–Wschodniej.

Głównym świętem państwowym jest Laotański Dzień Narodowy, 2 grudnia, pamiątka przejęcia władzy przez Pathet Lao w 1975 r. Wygląda to, jakby było żywcem wyjęte z jakiegoś komunistycznego skansenu: ulice są ozdobione flagami z sierpem i młotem, w stolicy odbywają się marsze ze sztandarami i nomenklaturowe przemowy. Siermiężność tego wszystkiego w połączeniu z otoczeniem (komunizm mieszkańcom dżungli i gór!) daje pewien efekt komiczny, który z pewnością spodoba się amatorom koszulek z Che Guevarą. Minus tego tylko taki, że wszystko zamknięte tego dnia, a transport praktycznie ustaje.

 

Jedzenie. Laos ma w swej kuchni sporo zapożyczeń z tradycji swego północnego sąsiada, co wychodzi tylko na dobre. Chińskiej proweniencji są chociażby zupki z makaronem i warzywami, które konsumuje się na śniadanie, czy też zwyczaj smażenia cienko pokrojonego mięsa (głównie drobiu), dorzucaniu do tego warzyw i podawaniu z ryżem.

Kuchnię laotańską wyróżnia przewaga dań warzywnych - wegetarianie z całą pewnością polubią ten kraj. I chociaż porównywać kuchni laotańskiej do chińskiej czy tajskiej nie można, to bez wątpienia głodni chodzić nie będziecie i zjecie tu ze smakiem, przynajmniej na początku, aż się wam pewna jednostajność nie znudzi. Aby tego uniknąć, możecie spróbować tego, co jedzą miejscowi. I chociaż sąsiednia Kambodża wybór „obrzydliwości” ma większy, to i w Laosie imponująca ilość jaszczurek, pasikoników, świerszczy, szczurów, robaków czy pająków powinna wam przypaść do gustu...

 

Religia. Główną religią Laosu jest buddyzm, w którym jest jednak bardzo dużo elementów starych wierzeń, głównie animizmu. Wyraża się to w wierze w nieustającą obecność różnych duchów Phi, a to dobrych, a to złych. Dla niektórych wiosek na pograniczu z Birmą i Chinami te ostatnie są często utożsamiane z Białymi, niegłupia zresztą to konstatacja, trzeba przyznać. Phi zresztą przeniknęły nie tylko do buddyzmu, nie oparł im się nawet miejscowy socjalizm.

Na co dzień buddyzm widoczny jest głównie poprzez szafranowe szaty mnichów – trwałego elementu krajobrazu – i ozdobne, pełne złoceń waty – świątynie buddyjskie.

Obecność mnichów i religii w życiu codziennym jest znacznie mniejsza niż np. w Tajlandii i chociaż taki Niekrasz pisze peany na temat lamów budujących socjalizm („Prawdziwy koniec Królestwa Miliona Słoni”), to przez ponad 30 lat jedynego słusznego ustroju mnichom ciężko było w Laosie (wielu emigrowało).

 

Co warto przywieźć na pamiątkę. Kawę (na krótką metę), koszulki z napisem „Beer Lao”, znane z Wietnamu alkohole z robakami, jaszczurkami i wężami w środku (należy bardzo uważać, bo przeważnie są nieszczelne i kupować je tuż przed odjazdem, a nie jeździć z nimi w plecaku, bo niepowtarzalny aromat tego napoju może z wami na długo zamieszkać). Także tysiące miejscowych sukienek, spódnic, bluzek i czego tam jeszcze dusza kobiety zapragnie.

Bardzo dobrym miejscem na zakupy jest targ nocny w Luang Prabang, mieszczący się na głównej ulicy. Jak sama nazwa wskazuje, zamyka się on koło 23 (otwiera koło 19) – zresztą, jak zaobserwuje każdy przebywający w Laosie, 24 to już godzina błogiego, niczym nie zmąconego snu całego miasta. 

Znasz dobrze Laos?

Uzupełnij jego opis:
dołącz do Przewodników.

 

Autor

Michał Lubina - doktorant na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, zapalony podróżnik i zadeklarowany backpacker - z plecakiem zjeździł pół Azji, subkontynent indyjski wspomina najmilej. Autor przewodnika "Litwa, Łotwa, Estonia. Bałtycki łańcuch" (wyd. Bezdroża 2006), a także części praktycznej przewodnika "Rosja 2007" (wyd. Pascal). Na co dzien. przewodnik, współpracuje m.in. z Klubem Laurazja (www.laurazja.pl).

Obejrzyj zdjęcia z innych krajów.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)