Gigantyczny kraj wyspiarski, od którego nie odstraszają nawet częste trzęsienia ziemi, aktywne wulkany i ataki terrorystyczne. Jeden z najbardiej egzotycznych kawałków Azji.
Na zatłoczonej, muzułmańskiej Jawie zapomniane przez prawie tysiąc lat hinduistyczne świątyńki Dieng Plateau odkryto w kalderze nieczynnego wulkanu dopiero w poł. XIX w., a buddyjski Borobudur zarastał dżunglą przez pięć wieków. Tu żyje się szybko, głośno i ciężko pracuje.
Hinduistyczna Bali to wyspa-dzieło sztuki. Niezwykłe piękno otoczone bujną roślinnością, wulkany, świątynie, tarasy ryżowe. Pogodni, życzliwi ludzie co dzień celebrujący jakieś święto: rodzinne, wiejskie, religijne.
Skromny, spokojny Lombok to zupełnie inny świat. Większość stanowią tu wyznający islam Sasakowie - żyją wolniej, znacznie oszczędniej, mniej tu turystów, więcej pustych plaż. W porównaniu z Bali, Lombok jest sucha, skromna i wyciszona, ale też nie jest tak bardzo skomercjalizowana.
Gili - raj dla leniuchów, którzy w przerwie pomiędzy spaniem, leżeniem na słońcu i jedzeniem mogą pływać, nurkować, żeglować i niewiele więcej. Ale po co chcieć więcej?
Nie znam nikogo, kto na lotnisku nie przysięgałby, że jeszcze do Indonezji wróci. My też wrócimy. Przysięgam! (Aldona Kalinowska)
Komu się spodoba: poszukiwaczom namacalnej egzotyki, odpoczynku (wysepki, plaże), dzikiej przyrody (wulkany, dżungla), niepowtarzalnej architektury i przedmiotów (Bali), dobrego jedzenia (kuchnia w każdym wydaniu).








