Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Chiny - Czego nie warto

Wiszące klasztory nieopodal miasta Datong, święta góra Emei Shan, klasztor Shaolin czy formy skalne w Shi Lin (tzw. Kamienny Las w prowincji Yunnan) to miejsca, które spokojnie można sobie darować, choć przewodniki o nich wręcz krzyczą.

Wybierając się na Wielki Mur Chiński warto też zdecydować się na któryś z mniej popularnych odcinków nieopisanych w Lonely Planet, gdyż np. najsłynniejszy fragment w Badaling to jedna wielka pielgrzymka Chińczyków.

Darować sobie można też tarasy ryżowe niedaleko – w zamian lepiej wybrać się w okolice Yuanyang, gdzie brak białych turystów, bardziej wiejsko i swojsko. (AB)

Większość chińskich dużych miast. Chińskie miasta to żadna przyjemność. Są wielkie, rozległe, odhumanizowane i całkowicie nieprzyjazne pieszemu. Dojazdy zajmują mnóstwo czasu, dogadać się trudno, a dostać gdzieś to często męka. Do tego szpetne, będące skrzyżowaniem najgorszych cech socjalizmu i kapitalizmu. Lepiej omijać długim łukiem.

Suzhou. Według Chińczyków - Wenecja Chin. Dzisiejsze Suzhou, stolica specjalnej strefy ekonomicznej pod Szanghajem, to wielkie, żelbetonowe, urbanistyczne monstrum, z ogromnymi prospektami i komunistycznym układem miasta. Odpychające i odrzucające.

Wielki Mur w Shanghaiguan. To tędy, nie zważając na potężne fortyfikacje, wtargnęli do Państwa Środka Mandżurowie obalając Mingów, tu siły Kuomintangu rozbiły komunistów podczas wojny domowej i otwarły Chang Kaj-szekowi drogę do Mandżurii, tu Wielki Mur wpada do Morza Żółtego. W praktyce  Muru tu praktycznie nie ma, zrekonstruowano jedną basztę i kilkanaście metrów. I tyle. A do tego mnóstwo wycieczek chińskich i rosyjskich, bo obok jest sławny kurort Beidaihe. 
 
Grobowce Mingów pod Pekinem. Do grobowców inaczej niż z wycieczką trudno się dostać. Są od siebie mocno oddalone, trzeba brać taksówki. Nie ma w nich nic szczególnego, wszystkie są takie same, a do tego drogie, a jest to całodzienna wycieczka.

Wielka Pagoda Dzikiej Gęsi pod Xi’an. Jest to po prostu wielka, surowa wieża, otoczona kilkunastoma zabudowaniami klasztornymi, za którą wstęp jest droższy niż za Zakazane Miasto (a za wejście na nią – dodatkowo drugie tyle). Wchodzić nie warto, wszystko widać z zewnątrz, podobnie jak w ogóle nie warto telepać się prawie godzinę autobusem by zobaczyć pagodę, jakich tysiące w Chinach. 

Rezerwat Tygrysa Mandżurskiego pod Harbinem. Dziwne skrzyżowanie zoo i safari. Wygląda to tak, że ładują ludzi do opancerzonego minivana (z kratami z jednej i oknami z drugiej strony) i nim wjeżdżają w kolejne części parku, podzielone żelaznymi kratami. By było sprawniej jeżdżą po kilka, w każdym vanie jest około 20 miejsc, a pojazdówod czterech do szściu na raz. Raz po raz zatrzymują się przy kolejnych otwieranych okratowanych bramach, oddzielających części „rezerwatu” (w jednych są młode tygrysy, w innych starsze). Turyściu mogą kupić kury i inne zwierzęta, żeby rzucić je tygrysom i w ten sposób zobaczyć je w „akcji”.

Mauzoleum Czyngis Chana koło Dongsheng. Spory kompleks, złożony z konnego pomnika Czyngisa, mauzoleum, a także kopca: ołtarza Wielkiego Nieba, któremu Czyngis oddawał cześć. Tylko kopiec jest w jakimś stopniu autentycznym miejscem tutaj. Atmosfera grobowca jest sztuczna, przedstawia się tu Czyngis Chana jako założyciela nie chińskiej dynastii Yuan i wielkiego chińskiego imperium. Oczywiście nie ma tu szczątków Chyngis Chana. (ML)

Autor

Andrzej Budnik - absolwent turystyki na krakowskim AWF, z zawodu pilot wycieczek. Azjofil spoglądający z entuzjazmem w stronę Ameryki Łacińskiej. Uwielbia niskobudżetowe wyprawy z kategorii „hardcore”. Prowadzi dziennik z podróży www.LosWiaheros.pl. Podróżuje, aby się rozwijać i zabijać monotonię szarego życia.

Michał Lubina - jest doktorantem Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ. Zjeździł z plecakiem większość krajów Azji, docierając lądem najdalszych zakątków Rosji, Chin, a także Indii, Pakistanu, Iranu czy Bangladeszu. Autor przewodników po Litwie i Rosji oraz licznych wystaw fotograficznych – m.in. z Rosji, Chin czy Armenii. Przewodnik i autor programów po Chinach w Klubie Laurazja (www.laurazja.pl). Fascynuje się Dalekim Wschodem, a Chinami w szczególności, o których związkach z Rosją pisze doktorat. W latach 2009/10 stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w Pekinie. Właśnie powrócił z półtorarocznego pobytu w Azji.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)