Birma nie przypomina żadnego innego kraju w Azji Południowo-Wschodniej. Podczas gdy pozostałe państwa regionu rozwijają się i bogacą, Birma tkwi w miejscu i w izolacji, rządzona twardą ręką wojskowej tyrańskiej junty.
Czas zatrzymał się w Birmie kilkadziesiąt lat temu. Większość ludzi przyjeżdża tu z Tajlandii, po której Birma może być chwilowym szokiem. Tu nie ma firmowych sklepów znanych marek, salonów samochodowych, supermarketów ani autostrad. Można więc powiedzieć, że Birma to jeden wielki skansen Azji.
Tu życie toczy się nie wokół pieniądza (bieda jest wszechobecna), ale wokół religii i rodziny. To kraj niezwykle życzliwych i pomocnych ludzi, żyjących skromnie i biednie, ale ciekawych świata.
Dla wielu wyjazd do Birmy to kwestia moralna – jechać i wspierać w ten sposób juntę, czy nie jechać i wyrazić w ten sposób bunt przeciwko dyktaturze. Warto jechać, przy odrobinie wysiłku większość wydanych pieniędzy trafi w ręce lokalnych prywatnych przedsiębiorców. (Magda Biskup)
Komu się spodoba: poszukiwaczom autentyzmu kosztem niewygód, fotografom, zwiedzającym (świątynie - mnóstwo).


