Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Bangladesz - Transport i poruszanie się po kraju

Autobus. Zasadniczo w Bangladeszu najwięcej podróżuje się autobusami, ale są one bardzo wolne i często muszą pokonywać naturalne przeszkody typu rzeka, co bardzo wydłuża czas jazdy. Drogi są w fatalnym stanie – gorszym niż w Indiach, co jest sporym osiągnięciem.

Autobusy są zatłoczone, jest w nich duszno i źle z amortyzacją (czytać się w żadnym wypadku nie da). Do tego jeżeli wjeżdża bądź wyjeżdża się Dhaki (z Chittagongiem jest trochę lepiej), to należy liczyć się z minimum godziną, a zwykle więcej, stania w gigantycznych korkach. Dlatego też tam, gdzie się da, należy za wszelką cenę unikać autobusów. Ale zazwyczaj się nie da. Na przykład okolic Dhaki nie obejrzycie inaczej, nie dojedziecie do Kuakaty (oczywiście przy – błędnym – założeniu, że warto) itp.

Wjazd i wyjazd z Dhaki to makabra, wtedy najlepiej można odczuć odhumanizowanie tego miasta, zbudowanego, by pomieścić kilkaset tysięcy mieszkańców, a mającego 10 milionów.

Jest kilka dworców, rzecz jasna daleko od siebie, do których dotarcie zajmuje tyle, ile dojazd do miejscowości docelowej. Najgorsze jest uczucie spełnienia, gdy już znajdzie się dworzec, kupi bilet, będzie w pełnym autobusie, który już ma odjechać... i nic. Nie odjeżdża. Stoi. Pół godziny, godzinę. Wreszcie, równie nieoczekiwanie, rusza. Ale tylko na chwile. Włącza się do korka. Co chwilę na jedynce podjeżdża kilka metrów, podczas których można poczuć delikatny przewiew, na sekundy pozwalający zapomnieć o duchocie.

Po godzinie, dwóch wyjeżdża z Dhaki, ale tylko po to, by za jakieś 30-40 km włączyć się do kolejnego korka – przed promem. A potem kolejny prom i kolejny. Przejazd z Dhaki do Barisalu zajmuje cały dzień, choć nie ma chyba tam więcej niż 150 km. Okolice Dhaki można pozwiedzać, ale tylko przy założeniu, że zobaczycie jedno miejsce w jeden dzień. Dwóch się nie da.

Przykładowe ceny najważniejszych połączeń autobusowych:

Dhaka – Khulna: 250 t.
Dhaka – Barisal: 230 t.
Okolice Dhaki: Sonorgaon (ok.20 t), Savar (ok. 15 t), Ulukala (ok. 20 t).

 

Minibusy/shared taxi. (dodaj swoje informacje)

Samochód. (dodaj swoje informacje)

Promy/łodzie. Bezdyskusyjnie najlepszą formą podróżowania po Bangladeszu jest statek. Należy, jeśli tylko macie taką możliwość, za każdym razem z niej korzystać. Najlepszy jest statek Khulna-Dhaka (vide: niżej). Ten płynący koło doby pojazd pływający nazywa się dość humorystycznie „Racket” i odpływa co drugi dzień z Dhaki i Khulny.

Jest kilka klas, pod żadnym pozorem nie wolno kupować najtańszych (ok. 100 t za całą podróż), bo będzie to przeżycie jednorazowe i średnio miłe. Lepiej kupić 2 klasę (ok. 600 t), a po połowie rejsu, gdy już nie będzie większych przystanków, dać w łapę obsłudze (ze sto taka) – przeniosą was do pierwszej klasy, gdzie już całkiem luksusowo można poczuć się jak za Radżu.

 

Pociągi. W Bangladeszu istnieje linia kolejowa – co jest godne pochwały zważywszy na geografię tego kraju (Anglicy zbudowali – wszak jedyne co dobre robili w Indiach to kolej) – ale praktycznie ogranicza się tylko do przejazdu między Dhaką i Chittagongiem (jest jeszcze jedna, mniejsza linia na zachodzie kraju).

Jeżeli jedziecie się do Chittagongu, warto z tego skorzystać, szczególnie z nocnych pociągów. Tylko nie należy pod żadnym pozorem skąpić i kupić I klasę (bodajże 400 taka), bo tylko w niej są leżanki (4 w zamkniętym boksie) i tylko w niej się wyśpicie (w drugiej są zwykłe ławy do siedzenia, nie trzeba dodawać, że przeludnione). I klasę warto kupić z wyprzedzeniem.

 

Autostop. (dodaj swoje informacje)

Taksówki. Taksówki w Dhace i Chittagongu to prawdziwa elita. Są to zazwyczaj mniej lub bardziej zdezelowane auta z lat 70-tych, w których płaci się, w zależności od odległości i umiejętności targowania się, od 100 taka. Na taksówki trzeba szczególnie uważać, bo jak na warunki miejscowe jest to dość elitarna forma transportu, a do tego biały kolor skóry wam nie pomoże. Więc trzeba zawsze się targować.

Jedyny plus jest taki, że taksiarze zazwyczaj mówią trochę po angielsku. W Dhace poza Starą Dhaką lepiej brać taksówki niż riksze – odległości są za duże, a te niewielkie pieniądze, które zyskacie na wynajęciu rikszarza z pewnością nie będą warte tych wyrzutów sumienia na widok jego pracy.

 

Riksze. Riksze są jedynym środkiem transportu w Starej Dhace, inaczej się tam po prostu nie da poruszać – chyba, że pieszo, ale to bardzo męczące na dłuższą metę i bezcelowe. Poza Starą Dhaką lepiej brać zmotoryzowane środki transportu.

Biorąc riksze należy pamiętać, że rikszarze to najczęściej bardzo biedni przybysze z głębokiej prowincji, szukający szczęścia w stolicy. Stąd też nie należy się dziwić, że chcą zarobić, bo każdy biały to dla nich gwiazdka z nieba. Więc zawsze należy wcześniej ustalić cenę – i tak będzie niska, bo Starej Dhace jeździ się maksymalnie po 50-60 taka, a to i tak mocno przepłacając.

Trzeba też pamiętać o tym, że rikszarz zazwyczaj nie mówi po angielsku – ba, on w żadnym języku nie mówi, na nazwy własne nie reaguje, ale jedzie – jak jest w miarę uczciwy, to spyta kumpla po drodze, a jak nie, to będzie jechał gdziekolwiek z nadzieją, że i tak mu biały za trud zapłaci. Stąd też rikszarz nigdy nie odmówi wyjazdu (chyba, że za ewidentnie daleko dlań jest), bez względu na to, czy zna drogę, czy nie. Pół biedy, jeśli jedziemy do znanego miejsca, gorzej gdy do czegoś małego: wtedy lepiej wybrać jakiś znany obiekt, tam wysiąść i pytać na ulicy.

W Chittagongu jest podobnie, tyle tylko, że mniej riksz, a więcej aut i taksówek, bo Chittagong jest bardziej zbitym miastem niż Dhaka. Rikszarzy znajdziecie też w każdym mieście czy wiosce: to podstawowy środek transportu w tym kraju.

 

Rower. (dodaj swoje informacje)

Samolot. (dodaj swoje informacje)

Metro. (dodaj swoje informacje)

Kraje, do których łatwo się przedostać. Bangladesz graniczy z Indiami i Birmą, ale z tą ostatnią lądowa granica jest zamknięta, a jakby ktoś próbował (a próbowali), to Birmańczycy na wszelki wypadek ją zaminowali.

Zostają więc Indie, co i tak jest najlogiczniejszym rozwiązaniem, wszak połowa Bengalu tam się znajduje, a historyczną stolicą całości jest Kalkuta, gdzie najłatwiej dostać wizę.

Otwartych granic jest kilka, ale te poza Zachodnim Bengalem w Indiach nie są polecane i na pewno będziecie na nich ogromną sensacją (zresztą – wszędzie i tak będziecie, ale tam bardziej). Najpopularniejsze przejście między Indiami a Bangladeszem, łączące Kalkutę z tym krajem, leży w Benapole. Przekraczanie go trwa długo, bo biurokracja wszak to miejscowa specjalność, lepiej idzie to po stronie indyjskiej, ale niewiele.

Można do tego przejścia z Kalkuty dojechać tak: pociągiem z dworca Sealdah (to ten drugi, nie Howrah!) jedziemy do Bangaon (kilka godzin, ale to nigdy nie wiadomo), a stamtąd bierzemy rikszę do Benapole (ok.50-60 rupii), następnie przekraczamy granicę pieszo, bierzemy rowerową rikszę po stronie bengalskiej na dworzec kolejowy, a stamtąd jedziemy pociągiem do Khulny (zakładając, że jest, rano jest). Można też spróbować autobusem do Jessore, ale to trudniej.

Najłatwiej jest jednak wybrać inną opcję (i najwygodniej, jeśli nie chcemy rzucać się od razu na głęboką wodę, warunki bangladeskie różnią się jednak in minus od indyjskich). W Kalkucie, niedaleko Sudder street (czyli backpackerskiego centrum) jest biuro firmy Shyamoli (trzeba pochodzić i popytać, nie jest to zbyt trudne; leży w stronę domu matki Teresy) - potentat i monopolista w przejazdach do Dhaki. Kosztuje to ok. 800 rupii (z Kalkuty do Dhaki) i się opłaca, bo przejazd jest w warunkach porządnych, o nic się nie trzeba martwić i na pewno będziecie, wyjechawszy rano z Kalkuty, wieczorem w Dhace, co jest znakomitym wynikiem. Na początek przygody z Bangladeszem jest to bardzo polecane.

Przewodnicy

Znasz dobrze Bangladesz?

Uzupełnij jego opis:
dołącz do Przewodników.

 

Autor

Michał Lubina - doktorant na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, zapalony podróżnik i zadeklarowany backpacker - z plecakiem zjeździł pół Azji, subkontynent indyjski wspomina najmilej. Autor przewodnika "Litwa, Łotwa, Estonia. Bałtycki łańcuch" (wyd. Bezdroża 2006), a także części praktycznej przewodnika "Rosja 2007" (wyd. Pascal). Na co dzien. przewodnik, współpracuje m.in. z Klubem Laurazja (www.laurazja.pl).

Obejrzyj zdjęcia z Bangladeszu.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)