Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Bangladesz - Na co uważać

Mieszkańcy. Bangladesz jest prawie o połowę mniejszy od Polski (a około połowy jego powierzchni stanowią tereny podmokłe), ale mieszka w nim ponad 150 milionów ludzi. Zagęszczenie na metr kwadratowy jest jedne z największych na świecie (choć i tak zrobili postęp: w latach 70-tych Bangladesz miał średnią 9 dzieci na małżeństwo, teraz tylko 5).

Oni wszyscy muszą się gdzieś pomieścić. W tym kraju przeludnienie dotknie was na każdym kroku, jest namacalne, fizyczne, gorzej – nieuniknione. Wychodząc na ulicę dowolnego miasta, szczególnie wieczorami, spacer po nich będzie przypominał wsiadanie do polskiego pociągu pośpiesznego w połowie trasy - wszyscy się pchają, uciskają, odpychają, próbują przecisnąć, zmieścić na chodniku. Dramat polega na tym, że to nie jest chwila, jak z wsiadaniem do pociągu, to jest stan stały, permanentny.

Przeżycie kilkunastu dni w takich warunkach, gdzie pokonanie 100 metrów w Dhace jest wysiłkiem autentycznie ekstremalnym, zapada na zawsze w pamięć. A tak jest wszędzie: na ulicy, w restauracji, na statkach, w autobusach. Ciągle tłum, ciągle tłok. Można oszaleć. Ale podróżnik ma szansę od tego uciec (i należy to robić dla własnego zdrowia psychicznego) – kupić sobie pierwszą klasę na statku czy pociągu, czmychnąć do hotelu. A Bengalczyk tej szansy nie ma – on tak ma na co dzień, dzień w dzień.

W efekcie bardzo często traci nad sobą panowanie (o co nie trudno przy tym klimacie i tych genach). Prowadzi to do tego, że agresja jest czymś wyraźnie widocznym – i to agresja silniejszego nad słabszym. Pobicie rikszarza albo kelnera w knajpie nie jest wcale czymś odosobnionym. Dyskusja szybko tu przechodzi w sprzeczkę, a ta w bójkę, a ta z kolei – niewiele tu trzeba – do zamieszek. Rzecz bardzo charakterystyczna: jak zaczyna się jakaś bójka, to zazwyczaj natychmiast przyłączają się inni, a kończy się walką połowy ulicy albo całej wsi.

Bierze się to wszystko z tego przeludnienia, ludzie są nabuzowani i wystarczy pretekst, by rzucili się sobie do gardeł. Przy tym wszystkich nerwach, o dziwo, nigdy obcych nie ruszają – no chyba, że ktoś ich celowo sprowokuje. Stąd też należy pamiętać o wybuchowym charakterze tego narodu i nie potęgować napięć, nie tylko dla własnego bezpieczeństwa, ale i dlatego, by nie być świadkiem przykrych sytuacji, co też nie jest miłe.

 

Kanty i oszustwa. Rikszarze i taksówkarze próbują oskubać na każdym przejeździe, ale to jest zachowanie zrozumiałe, internacjonalne. W porównaniu z Indiami Bangladesz wypada niezwykle korzystnie – nie ma tak, że każdy próbuje oszukać nawet na 2-3 rupiach (takach) za butelkę wody i nie ma tak, że nikt na to nie zwraca uwagi. Tu wręcz wszyscy patrzą sobie wzajemnie na palce, by nie oszukiwać obcokrajowców.

Woda. Rzecz jasna pić wody z kranu nie wolno, tylko butelkową, ale ta – nawet w najbiedniejszych miejscach – zawsze się w jakimś sklepie znajdzie.

Ciemne miejsca. (dodaj swoje informacje)

Jedzenie. (dodaj swoje informacje)

Ruch drogowy. Podobnie jak w Indiach, rozumem tego nie pojmiesz, ani żadną miarą. Jak oni jeżdżą, dlaczego i jak to się dzieje, że nie ma wypadków – zrozumieć nie sposób. Trzeba tylko się dostosować i fatalistycznie uznać, że tak już jest i koniec. Dużym minusem są straszliwe korki w Dhace i innych miastach. Ruch, jak wszędzie w byłych koloniach brytyjskich, jest lewostronny, ale jak ktoś przybywa z Indii, to nie powinien mieć z tym problemów.

Trudności w poruszaniu się po kraju. Tylko i wyłącznie naturalne – rzeka wyleje, będzie powódź albo tajfun.

Brak infrastruktury turystycznej - Hotel będzie obskurną norą z karaluchami, do pociągu ledwo wejdziecie i na pewno się nie prześpicie, w rikszy spędzicie mnóstwo czasu stojąc w rowerowych korkach, w autobusie wypróbujecie granice waszej cierpliwości, pokonując 200 km w cały dzień w zatłoczonej do granic możliwości, zdezelowanej maszynie.

Jeżeli wam to pasuje, to nie ma sprawy. Gorzej, jeżeli będziecie chcieli to zmienić. Po Bangladeszu da się podróżować albo bardzo tanio, albo bardzo drogo. Nie ma niczego pomiędzy. Znajdziecie tani hotel – z mniejszym bądź większym trudem (nie wszystkie otwarte dla obcokrajowców), ale o czymś takim jak „mid-range” możecie od razu zapomnieć. Będą tylko nory albo Sheraton.

Podobnie z knajpami: albo uliczne, albo ekskluzywne, w najdroższej dzielnicy Dhaki. I z transportem: jeśli jedziecie autobusem, to i tak będzie zatłoczony, bo innych nie ma.

Bangladesz jest krajem, gdzie po prostu trzeba podróżować w stylu najbardziej oszczędnych backpackerów, bo inaczej się nie da.

Przejechanie 200 km zajmuje 8-10 godzin, a tak jest praktycznie przy każdej większej trasie. Stąd też Bangladesz jest krajem dość trudnym do poruszania się, na który trzeba poświęcić sporo czasu. Zasadniczo w Bangladeszu najwięcej podróżuje się autobusami, ale są one bardzo wolne i często muszą pokonywać naturalne przeszkody typu rzeka, co bardzo wydłuża czas jazdy. Drogi są w fatalnym stanie – gorszym niż w Indiach, co jest sporym osiągnięciem.

 

Przyroda. Od czasu do czasu trafi jakiś tajfun albo cyklon, albo któraś z rzek wyleje – tu to codzienność. Gorszy problem polega na tym, że zazwyczaj kończą się katastrofą humanitarną, a także rozplenieniem się epidemii, z malarią włącznie. Wtedy już trzeba zmykać czym prędzej do Indii, daleko od Bengalu (Zachodniego).

Choroby. Zagrożenie malarią w Bangladeszu istnieje i jest realne. Z wszystkich krajów subkontynentu jest on najbardziej narażony na tę chorobę, gdyż tysiące rozlewisk, zatok, jezior, stawów i bajor ze stojącą wodą są wylęgarnią dla komarów roznoszących malarię.

Poza Dhaką zagrożenie jest znacznie większe, szczególnie na południu. Tym niemniej nie występuje ono z jednakową siłą – wszystko zależy od pory roku, a także innych czynników naturalnych. Należy wszelako pamiętać, że to mimo wszystko Azja, a nie Afryka, i że malaria malarii nierówna, jak również to, że zażywanie niektórych tabletek poprzez skutki uboczne może zaszkodzić organizmowi bardziej niż sama malaria. Decyzja należy do każdego podróżnika, tym niemniej należy pamiętać, że to nie Indie – zagrożenie jest dużo większe – i nie zlekceważyć tego odruchowo.

 

Szczepienia.
WZW A (wirusowe zapalenie wątroby typu A) - zalecane
WZW B (wirusowe zapalenie wątroby typu B) - zalecane
Żółta gorączka (żółta febra) - niekonieczne
BTP (błonnica, tężec, polio) - zalecane
Dur brzuszny (tyfus) - zalecane
Wścieklizna - zalecane (w zależności od charakteru pobytu) 
Japońskie zapalenie mózgu - zalecane (w zależności od charakteru pobytu)
Meningo-koki (a+c) - niekonieczne

Przewodnicy

Znasz dobrze Bangladesz?

Uzupełnij jego opis:
dołącz do Przewodników.

 

Autor

Michał Lubina - doktorant na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, zapalony podróżnik i zadeklarowany backpacker - z plecakiem zjeździł pół Azji, subkontynent indyjski wspomina najmilej. Autor przewodnika "Litwa, Łotwa, Estonia. Bałtycki łańcuch" (wyd. Bezdroża 2006), a także części praktycznej przewodnika "Rosja 2007" (wyd. Pascal). Na co dzien. przewodnik, współpracuje m.in. z Klubem Laurazja (www.laurazja.pl).

Obejrzyj zdjęcia z Bangladeszu.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)