Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Bangladesz - Informacje praktyczne

Ceny. Do określenia cen w Bangladeszu najlepiej pasuje angielskie sformułowanie „dirty cheap”. Dosłownie i w przenośni. Bangladesz jest jednym z najtańszych krajów Azji, ceny tam wprawią w zachwyt każdego oszczędnego podróżnika.

Riksza rowerowa po Dhace - ok. 30-40 taka. Taksa - ok. 70-200 taka, autobus do Kuakaty - ok. 250 taka. Przejazd pociągiem do Chittagongu (2 klasa, miejsca siedzące) - 170 taka.

Nocleg w Dhace (tani): 280 taka, woda, podstawowe produkty spożywcze: 10-20 taka.

Dziennie, przy założeniu, że jesteście w Dhace i jeździcie gdzieś po okolicach, wydacie około 600-700 taka.

W tym raju cenowym jest tylko jedno „ale”. Otóż, to co otrzymacie za tę cenę w żaden sposób nie jest warte nawet tych psich pieniędzy. Hotel będzie obskurną norą z karaluchami, do pociągu ledwo wejdziecie i na pewno się nie prześpicie, w rikszy spędzicie mnóstwo czasu stojąc w rowerowych korkach, w autobusie wypróbujecie granice waszej cierpliwości, pokonując 200 km w cały dzień w zatłoczonej do granic możliwości, zdezelowanej maszynie.

Jeżeli wam to pasuje, to nie ma sprawy. Gorzej, jeżeli będziecie chcieli to zmienić. Po
Bangladeszu da się podróżować albo bardzo tanio, albo bardzo drogo. Nie ma niczego pomiędzy. Znajdziecie tani hotel – z mniejszym bądź większym trudem (nie wszystkie otwarte dla obcokrajowców), ale o czymś takim jak „mid-range” możecie od razu zapomnieć. Będą tylko nory albo Sheraton.

Podobnie z knajpami: albo uliczne, albo ekskluzywne, w najdroższej dzielnicy Dhaki. I z transportem: jeśli jedziecie autobusem, to i tak będzie zatłoczony, bo innych nie ma.

Bangladesz jest krajem, gdzie po prostu trzeba podróżować w stylu najbardziej oszczędnych backpackerów, bo inaczej się nie da.

 

Geografia kraju. Bangladesz to kraj na wodzie, połowę terytorium stanowią zlewiska wielkich rzek, Gangesu i Brahmaputry, a także wszelkiego rodzaju tereny podmokłe: bagna, szuwary, sitowia, czy wreszcie „dżungla na wodzie”: Sundarbands. Typowy krajobraz to jeden wielki pejzaż z wodą w tle. Szczególnie silnie daje się to odczuć na południu kraju, w delcie Gangesu, a także w Sundarbands: terenach najbardziej narażonych na cyklony, tajfuny i tego typu powszechne tu zmiany pogody.

Jedyną odmianą jest pogranicze z Birmą, niedostępne, górzyste i porośnięte dżunglą. Jak na sztandarowy wręcz kraj „Trzeciego Świata” przystało, w Bangladeszu mamy jedno wielkie miasto, a dalej nic. Dhaka jest olbrzymią metropolią, straszliwie przeludnioną, ciągle wchłaniającą okoliczne wsie. Pozostałe miasta są już znacznie mniejsze: „miejsko” prezentuje się jeszcze Chittagong, gorzej – Khulna, Barisal, reszta to już po prostu większe wsie.

Geografia Bangladeszu ma olbrzymie implikacje dla transportu: znaczna jego część odbywa się drogą wodną, co jest najszybszym (co nie znaczy, że szybkim) sposobem poruszania się po tym kraju. Jednak w większości przypadków jest to przekleństwo, bo do większości miejsc i tak dojedziecie tylko autobusem.

Zważywszy na to, że zazwyczaj jest tylko jedna droga, która jest poprzecinana siecią kanałów, będziecie musieli co i rusz korzystać z promów. Na taki prom wchodzi kilka autobusów, w efekcie mamy korek, który przy każdym promie potęguje się, by po godzinie-dwóch jazdy osiągać imponujące rozmiary kilkukilometrowej, sięgającej po horyzont masy unieruchomionych pojazdów. Dlatego też przejechanie 200 km zajmuje 8-10 godzin, a tak jest praktycznie przy każdej większej trasie. Stąd też Bangladesz jest krajem dość trudnym do poruszania się, na który paradoksalnie trzeba poświęcić sporo czasu.

 

Pieniądze. Miejscową walutą jest taka. 70 taka = 1 USD.

Bangladesz należy to tych nielicznych już krajów na świecie, gdzie dolar rządzi: chcąc wymienić pieniądze przydadzą się wam właściwie wyłącznie dolary, z innymi walutami (euro, funt) będzie trudniej. Zresztą z wymianą „zielonych” też łatwo nie ma: w każdym mieście powinien być jeden punkt wymiany walut (np. w Khulnie jest w podziemiach banku), ale nie zawsze jest i nie zawsze miejscowi wiedzą o co chodzi.

W Dhace pieniądze można wymienić w kilku bankach, najlepiej podjechać do Dilhusha Circle, tam jest mnóstwo banków, w którymś zawsze wymienią. Warto wymienić od razu sporo, bo o drugą szansę będzie trudniej.

Na ulicy raczej się nie wymienia, a przynajmniej miejscowi tego nie oferują. Z bankomatami jest już dużo lepiej, ale i tak poza Dhaką tylko w największych miastach. Bankomaty mają wersję po angielsku.

 

Dostęp do internetu. Z Internetem w Bangladeszu jest krucho. Poza Dhaką odnalezienie kawiarenki graniczy z cudem, a i w samej stolicy łatwe to nie jest - najlepiej podjechać do nowoczesnego i bogatego „centrum” Dhaki, Gulshanu, i tam poszukać.

Nawet jeśli znajdziecie kawiarenkę, nie gwarantuje to sukcesu – może ona być całkowicie zapchana, bądź komputery będą zepsute, bądź – to nagminne – w trakcie siądzie prąd i pisanie maila trzeba będzie zacząć od nowa. Do tego internet jest wolny, choć – jak wszystko w Bangladeszu – tani (ok. 60 taka za godzinę).

I jeszcze jedno: większość kawiarenek służy przede wszystkim oglądaniu pornograficznych zdjęć i filmów. Trzeba więc uważać, by nie kliknąć na co innego niż „Internet explorer”. No chyba, że się, podobnie jak wszyscy inni obecni w tej kawiarence, chce...

 

Telefony. W Dhace, Khulnie, Chittagongu, czy Barisalu jest zasięg, poza nimi z tym już znacznie gorzej. To, że roaming jest potwornie drogi, dodawać nie trzeba, budki telefoniczne należą do rzadkości.

Wtyczki elektryczne i napięcie. Jak u nas (jeśli jest prąd).

Wiza. Nie można kupić wizy na lotnisku, choć kiedyś tak było. Na głównym przejściu granicznym z Indiami (Benapole) przy wyjeździe pogranicznicy żądają od obcokrajowców 3 USD „opłaty manipulacyjnej”. Jest to nielegalne, bo rząd już ją zniósł, ale celnicy jeszcze tego nie wiedzą i są bardzo mało podatni na przyswojenie sobie tej wiedzy. Ciężko się z nimi kłóci, tym niemniej da się wywinąć od tej „opłaty” jeśli macie dużo czasu, nerwów i determinacji, by walczyć z tą jawną niesprawiedliwością pół dnia.

Wizy do Bangladeszu się w Polsce nie uzyska, brak przedstawicielstwa. Najbliższe w Berlinie. Ogólnie wyrabianie wiz do Bangladeszu w jakimkolwiek miejscu innym niż Kalkuta jest męczące, czasochłonne lub nawet niemożliwie.

W Kalkucie sprawa jest prosta: konsulat (czy też formalnie: Wysokie Przedstawicielstwo) znajduje się na ul. Cirrus Avenue (Park Cirrus) 9 (tel. 224 752 08). Obecnie ta ulica, jak większość w Kalkucie, ma już nową, indyjską nazwę, ale i tak wszyscy kojarzą starą.

Ten konsulat jest bardzo blisko centrum, wysiada się na stacji metra Rabindra Sadan (tam, gdzie Maidan, czyli samo centrum) i idzie się cały czas w dół główną ulicą (bodajże Chowringhee, jakieś 20 min. szybkim krokiem, wreszcie na rogu będzie konsulat. Trzeba tam być rano i nie przejmować się gigantycznymi tłumami: dla obcokrajowców jest osobne okienko, z boku.

Trzeba zostawić tam dokumenty, zapłacić (w rupiach, ok. 20 USD) i odebrać paszport następnego dnia popołudniu. Na wypadek, gdyby was pracownicy konsulatu nie zauważyli – okienko boczne może być zamknięte – trzeba być asertywnym, pukać w okno itp. Konsulat w Kalkucie to dobre przetarcie przed samym Bangladeszem, pozwala poczuć klimat tego kraju i jego ludzi.

W Indiach w grę wchodzi jeszcze New Delhi, ale ambasada Bangladeszu tam jest odrzucona daleko poza inne w Chanakyapuri, w rejonie nowopowstałych budynków: rikszarze jej adresu nie znają i pod żadnym pozorem nie należy im wierzyć, jeśli mówią inaczej. Tam się jednak wyrabiać papierów nie opłaca, bo wiza kosztuje 50 USD, a nie 25 jak w Kalkucie, choć to ta sama wiza dwu tygodniowa.

 

Ambasada i placówki dyplomatyczne.

W Polsce nie ma ambasady Bangladeszu. Właściwa dla nas - w Holandii.

Ambasada Ludowej Republiki Bangladeszu
Wassenaarseweg 39, 2596 CG The Hague
tel. (0-0 31 70) 328 3722
fax (0-0 31 70) 328 3524
e-mail: amb.vanbangladesh[at]ziggo.nl
www.bangladeshembassy.nl


Konsulat RP w Dhace
Konsul Honorowy, Reshadur Rahman (jęz.: bengalski, angielski)
Erectors House, 10th Floor
18, Kemal Atatur Avenue Banani C/A
Dhaka-1213, Bangladesh
tel.: (00-88-02) 989-35-28, 989-35-29
fax: (00-88-02) 882-22-44
e-mail: polcondhaka[at]gmail.com

Nie ma polskiej ambasady w Bangladeszu. Najbliższa - w Indiach.

Ambasada RP w New Delhi
Chanakyapuri, 50-M Shanti Path
New Delhi 110021
Tel.: (00 91 11) 414 96 900
Faks: (00 91 11)268 71 914
www.newdelhi.polemb.net
E-mial: newdelhi.amb.sekretariat[at]msz.gov.pl

Przewodnicy

Znasz dobrze Bangladesz?

Uzupełnij jego opis:
dołącz do Przewodników.

 

Autor

Michał Lubina - doktorant na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, zapalony podróżnik i zadeklarowany backpacker - z plecakiem zjeździł pół Azji, subkontynent indyjski wspomina najmilej. Autor przewodnika "Litwa, Łotwa, Estonia. Bałtycki łańcuch" (wyd. Bezdroża 2006), a także części praktycznej przewodnika "Rosja 2007" (wyd. Pascal). Na co dzien. przewodnik, współpracuje m.in. z Klubem Laurazja (www.laurazja.pl).

Obejrzyj zdjęcia z Bangladeszu.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)