Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Bangladesz - Highlight

- Dokąd płynie ta łódka?
- Do Bangabongo.
- Gdzie?! – z trudem powstrzymujemy śmiech na odgłos tej iście dźwiękonaśladowczej nazwy.
- No, do Bangabongo.
- A czy płynie coś do Kaliganj? - jeżeli zwrócić uwagę na fakt, że jesteśmy w Ulukali, jednej z większych osad pod Dhaką, a konkretnie – na przystani rzecznej, gdzie na rzece Tongi stoi kilkanaście tolarów (czyli łódek pasażerskich mogących pomieścić koło 50
osób), to pytanie wydaje się rozsądne. Jednak nim nie jest.
- Niestety nic nie płynie do Kaliganj. Może jutro.
- A dokąd płynie tamta łódka? –nie poddajemy się, wszak musimy się stąd jakoś wydostać. 
- Do Bangabongo.
- A ta kolejna? – z desperacją pokazujemy na puste tolary.
- Tamta również do Bangabongo. I ta i tamta też.
 
Prawie w rozpaczy rzucamy:
- Czy można się z stąd dostać gdziekolwiek indziej niż do Bangabongo?!.
- Nie. Tu wszystko płynie do Bangabongo.

Beznadzieja.... nie! Pojawia się jeszcze ostatnia iskierka nadziei:
- A z Bangabongo dostaniemy się do Kaliganj. Albo do Dhaki?
- Nie, to niemożliwie. Z Bangabongo nigdzie się nie dostaniecie.
- A gdzie jest Bangabongo?

Pytanie zawisło w powietrzu. Nikt z ponad 30-osobowego tłumu ludzi na przystani, którzy na nasz widok niemal natychmiast zbiegli się zewsząd – i w którym na nasze pytanie odpowiadał rozumny nastolatek, nie był w stanie nam pomóc. Chłopak był zaiste darem niebios i tylko dzięki temu, że chciał nam pomóc i nas trochę rozumiał (nie wiem, co rzadsze w tym kraju) nie mieliśmy poczucia, że – niczym Billy Pilgrim – wypadliśmy z czasu, albo że znaleźliśmy się w jednym ze skeczów Monty Pythona.

Gdyby nie on, bylibyśmy tylko jedną wielką atrakcją dla miejscowych, dziwem o którym będą opowiadać wnukom. Tym niemniej, nawet z jego pomocą, nie udało się nam dotrzeć do Kaliganj, musieliśmy wrócić, po sporych perypetiach, do Dhaki.

Po dzień dzisiejszy nie wiem, gdzie leży owo mityczne Bangabongo, do którego prowadzą wszystkie drogi. Stało się ono dla mnie symbolem Bagladeszu. Bo ta historia dobrze ilustruje codzienność podróżnika w tym kraju. 

To kraj, po którym się trudno podróżuje, gdzie nikt nie mówi w żadnych języku poza bengalskim, gdzie nie istnieje infrastruktura komunikacyjna, a zabytki policzyć można na palcach jednej ręki. To kraj będący od zawsze daleko, zalewany przez rzeki i tajfuny, napadany przez piratów i tygrysy bengalskie, kraj do którego nikt nigdy nie chciał jechać i który do dziś pozostaje terra incognita globalnej wioski. Kraj na końcu świata. Właśnie dlatego warto tam pojechać.

(Michał Lubina)

Przewodnicy

Znasz dobrze Bangladesz?

Uzupełnij jego opis:
dołącz do Przewodników.

 

Autor

Michał Lubina - doktorant na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ, zapalony podróżnik i zadeklarowany backpacker - z plecakiem zjeździł pół Azji, subkontynent indyjski wspomina najmilej. Autor przewodnika "Litwa, Łotwa, Estonia. Bałtycki łańcuch" (wyd. Bezdroża 2006), a także części praktycznej przewodnika "Rosja 2007" (wyd. Pascal). Na co dzien. przewodnik, współpracuje m.in. z Klubem Laurazja (www.laurazja.pl).

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)