Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Brazylia - Co warto

Miasta. Brazylia bez zobaczenia Rio to nie Brazylia. To cudowne miasto, leżące na wzgórzach i wyspach. Wyjdźcie na chodnik i złapcie pierwszą lepszą taxi. Jeśli komunikacja nie jest niczym zakłócona, dogadajcie się z kierowcą co do ceny objazdowej wycieczki po Rio. Jeśli są cztery osoby, to za 100 USD objeździ z Wami wiele miejsc. Rozłóżcie czas, na Rio potrzeba co najmniej trzech dni. Na początek niech to będzie Corcowado i figura Chrystusa Zbawiciela, który z rozłożonymi dłońmi patrzy na całe miasto. Piękne przeżycie. Potem niech zawiezie was na Maracane (takiego stadionu można pozazdrościć). Następnie Góra Cukru, którą doskonale widać. No i oczywiście Copacabana - przed wejściem na plażę kupujecie za grosze zmrożonego kokosa, którego popijając, delikatnie wkraczacie do „raju”. Uwaga na fale, są bardzo zdradliwe - ktoś topi się prawie każdego dnia. Zresztą sami „cariocas” (tak nazywają mieszkających w Rio) życzliwie ostrzegają turystów. Jeśli zobaczycie to wszystko, pozostaje wam tylko zabawa w klubach, na plaży.

Salwador - stan Bahia, mówią że to najbardziej brazylijski stan. Salwador to pierwsza stolica Brazylii, miasto kolonialne, z pięknym barokowym przepychem. „Nieduża mieścina” jak powiedziała mi pewna piękna Brazylijka w samolocie - „około 2 mln ludzi”. Lotnisko jest sporo oddalone od centrum, ale udajcie się na przystanki autobusowe i za parę groszy pojedziecie do miasta. Zwiedzając udajcie się na stare miasto, od razu poczujecie super klimat murzyńskiego folkloru. To tam żyje najwięcej czarnych w Brazylii, stąd niepowtarzalność. Jakbyście byli w środkowej Afryce. Co charakterystyczne, piękne i okrągłe murzynki chodzą ubrane w strojach z epoki, pełne falban, chust, koralików, świecidełek i puszystych dodatków. Sprzedają orzeszki, jak również zachwalają inne towary w licznych sklepikach. Chodząc po niepowtarzalnych uliczkach, można bez zobowiązań wszystkiego dotknąć, przymierzyć no i oczywiście zakupić. To jedno z nielicznych miejsc, które odwiedziłem, o którym mogę powiedzieć że jest najprawdziwsze. Bowiem towary są niezwykle kunsztowne i niesprowadzane z Chin. Wiecie jak miło jest popatrzeć nawet na ręcznik, na którym jest napisane „made in Brazil”?

Salwador to też cudowne plaże, wystarczy udać się tylko wzdłuż wybrzeża. Generalnie do Salwadoru dociera niewielu białych (Europejczyków), stąd poczuć się tam można jakoś prawdziwiej. Czułem się dość bezpiecznie, cały czas byliśmy w zainteresowaniu policji, która dyskretnie, ale nas pilnowała. (MB)

Brasilia. Niezwykłe miasto, prawdziwy raj dla miłośników współczesnej architektury. Dzieło urbanisty Lucio Costa i architekta Oscara Niemeyera, zbudowane na planie samolotu. Niestety niezbyt przyjazne pieszym – duże odległości, w niektórych miejscach nie ma chodników ani przejść dla pieszych (ale można za to poczuć dreszcz emocji usiłując przejść przez 5-pasmową jezdnię). Nie należy się zrażać wyjątkowo paskudnym dworcem autobusowym. Najlepiej złapać autobus jadący do centrum i wysiąść w okolicy wieży telewizyjnej. Roztacza się z niej fantastyczny widok na miasto. Na głównej trasie (Eixo Monumental) znajdują się najbardziej znane budowle – pomnik Juscelino Kubitschka, katedra, budynki rządowe. Na „skrzydłach” znajdują się m.in. budynki ambasad, również warte zobaczenia.
Brasilia uważana jest za najbezpieczniejsze miasto w Brazylii. Można tu spokojnie spacerować z aparatem fotograficznym zawieszonym na szyi.

Rio de Janeiro – obowiązkowo! Mimo iż samo miasto nie ma jakiejś wyjątkowo godnej uwagi architektury, to jest to chyba najpiękniej położone na świecie – wciśnięte między ocean i zatokę Guanabara, poprzetykane wzgórzami i otoczone plażami.
Jest tu bardzo dobra komunikacja miejska – metro i autobusy (chociaż ich kierowcy pędzą na złamanie karku).

Poza najbardziej znanymi atrakcjami, czyli Corcovado i Pão de Açucar, jest tu wiele innych miejsc wartych odwiedzenia. W ciągu tygodnia warto przejść się po centrum miasta, w wolne dni jest tu pusto. Współczesne budynki sąsiadują tu z kamienicami z początku XX wieku i zabudowaniami z czasów kolonialnych. Znajdują się tu najładniejsze budowle w Rio.

Miłośnicy futbolu na pewno odwiedzą stadion Maracanã. Warto odwiedzić liczne muzea, pospacerować po takich dzielnicach jak Ipanema, Leblon czy Flamengo, no i oczywiście wpaść na którąś z plaż. Miłośnicy przyrody powinni odwiedzić przepiękny ogród botaniczny i park narodowy Tijuca.

Salvador. Dawna stolica Brazylii. Dziś stolica najbardziej „czarnego” stanu Brazylii – Bahii. Miasto jest dosyć chaotyczne, ale turystów interesują w zasadzie tylko dwa rejony - historyczne centrum i plaże. Stare miasto, którego centrum stanowi plac Pelourinho, gdzie kiedyś sprzedawano niewolników, to kolejne miejsce w Brazylii objęte patronatem UNESCO. Warto przyjść tu zarówno w dzień jak i wieczorem. Można wysłuchać batucady i obejrzeć pokaz capoeiry.

Windą Lacerda (uwaga na kieszonkowców) można dostać się do niżej położonej części miasta (Cidade Baixa) i wpaść na Mercado Modelo.

Warto podjechać autobusem do XVIII-wiecznego kościoła Nosso Senhor do Bonfim. Niesamowicie wyglądają wiszące wewnątrz repliki różnych części ciała – z drewna, wosku, plastiku, pozostawione tu przez wiernych, którzy zostali uzdrowieni. W innych kościołach Brazylii również można się natknąć na coś takiego, ale nie na taką skalę. Przed kościołem, podobnie jak na starym mieście na pewno ktoś nam zaoferuje za drobną opłatą tzw. fita – wstążeczkę, którą zawiązuje się na nadgarstku i która pomoże spełnić nasze życzenia. Kościół Bonfim ważny też jest dla wyznawców Candomblé. W Salvadorze warto też wybrać się na ceremonię tego kultu.

Miasta kolonialne w Minas Gerais. Przede wszystkim Ouro Prêto, dawna stolica Minas Gerais, niegdyś niezwykle bogate miasto – w regionie wydobywano złoto i diamenty. Dziś objęte jest patronatem UNESCO. Najbardziej popularne turystycznie, ale też najładniejsze i najbardziej zadbane. Przepiękna barokowa architektura i charakterystyczne rzeźby autorstwa Aleijadinho. Miasto położone jest na wzgórzach, więc z niemal każdego miejsca roztacza się piękny widok. Warto odwiedzić starą kopalnię złota w drodze do miejscowości Mariana. Pozostałe miasta to Diamantina, Mariana, Congonhas, Tiradentes i São João del Rei.

Porto Seguro i okolice (stan Bahia). Porto Seguro to taki brazylijski Sopot (lepiej go unikać w wysokim sezonie). Chociaż komercja i masowa turystyka zniszczyła nieco urok tego miejsca, to na pewno jest ono warte wizyty. Jest to miejsce odkrycia Brazylii i zarówno w Porto Seguro, jak i w okolicznych miejscowościach (Arraial d’Ajuda, Trancoso, Santa Cruz Cabrália) znajdują się historyczne zabudowania z XVI wieku. Na północ od Porto Seguro jest rezerwat Indian Pataxó, również wart wizyty, a całe tutejsze wybrzeże słynie z pięknych plaż. Cały ten region, nazywany Costa do Descobrimento objęty jest patronatem UNESCO.

Kurytyba (Paraná). Niezbyt wiele atrakcji, ale to dobry przystanek w drodze na południe. Spokojne, dosyć bezpieczne miasto, o raczej europejskim charakterze. Przy dworcu autobusowym jest kiosk z informacją turystyczną, gdzie można dowiedzieć się, co warto zobaczyć i wziąć mapę miasta. Największą atrakcją jest przejażdżka pociągiem do Paranagui. (ZB)

 

Przyroda. Tak naprawdę to chyba główny powód aby pojechać do Brazylii. Gdzie spojrzeć, dokoła dżungla… Mnóstwo parków i natury. Polecam szczególnie wodospady Iguacu, ale musicie wiedzieć że tylko 30% z nich jest po stronie brazylijskiej, 70% to już Argentyna. Jednak nie ma żadnego problemu z dostaniem się na drugi brzeg. Wyspy egzotyczne. Wchodząc do lasu deszczowego drogę przechodzą liczne ostronosy, powietrze przecinają przepiękne tukany a na znakach są ostrzeżenia o wężach. (MB)

Pantanal. Mokradła o powierzchni ponad 200 tys km². Ogromne bogactwo flory i fauny. Kajmany, piranie, małpy, kapibary, ostronosy, pancerniki, węże, ale przede wszystkim niezliczona ilość ptaków. Region ten zwiedza się głównie w porze suchej (maj-październik), gdy zamienia się on w sawannę.

Lokalne biura podróży oferują kilkudniowe wycieczki. Najlepiej jechać w jak najmniejszej grupie lub załatwić sobie indywidualną wyprawę – wtedy są szanse by zobaczyć więcej. Mimo „dzikości” tego obszaru zaskakuje dosyć duża liczba gospodarstw na terenie Pantanalu. Niezwykłe wrażenie robią stada krów wypasających się obok wylegujących w wodzie kajmanów..

Foz do Iguaçu. Jest to drugie miejsce po Wielkim Kanionie, które zrobiło na mnie tak wielkie wrażenie. 275  wodospadów otoczonych lasami. Strona brazylijska zapewnia piękny widok, natomiast po stronie argentyńskiej można podejść bardzo blisko wodospadów. Wstęp kosztuje w Brazylii 20 R$, a w Argentynie 40 peso. Park jest doskonale zorganizowany i uważam, że przewodnik nie jest potrzebny do szczęścia, chyba, że ktoś chce np. przepłynąć się łodzią. Dodatkową atrakcją po stronie argentyńskiej są motyle, których lata tam wprost nieprawdopodobna ilość. Najlepiej zwiedzać wodospady naszą jesienią.

Chapada Diamantina. Piękny górzysty region położony w stanie Bahia, w sam raz dla fanów trekkingu. Zatrzymać się tu można w zasadzie tylko w Lençois, bardzo urokliwej miejscowości. Ponieważ okolica ta nie cierpi na nadmiar infrastruktury, a nawet zwykłych szlaków turystycznych, lepiej zwiedzać okolicę z przewodnikiem. W mieście jest kilka biur podróży organizujących wycieczki w góry, do jaskiń, jezior i wodospadów. Wart zobaczenia jest na pewno wodospad Fumaça – najwyższy wodospad w Brazylii (400m).

Chapada dos Guimarães to skalisty płaskowyż położony na północ od Cuiaby. Zarówno park narodowy jak i okolice są warte zwiedzenia - jaskinie, jeziora i wodospady. W pobliżu miejscowości Chapada dos Guimarães znajduje się Mirante – ponoć geograficzne centrum Ameryki Południowej. Warto tu przyjechać - roztacza się stąd naprawdę imponujący widok.

Serra do Cipó. Główną atrakcją stanu Minas Gerais są miasta kolonialne, jednak warto poświęcić trochę czasu tutejszej przyrodzie. Park narodowy Serra do Cipó leży jakieś dwie godziny jazdy od Belo Horizonte. Wizytę polecam osobom w dobrej kondycji fizycznej. Autobus zatrzymuje się aż trzy kilometry od wejścia do parku, a upał w porze suchej może być dosyć ciężki do zniesienia. Sam park można zwiedzać na piechotę, na rowerze lub konno. Pomimo suchej pory park zdumiewał niesamowitą ilością kolorów, a na trasie zaś czekał przyjemny odpoczynek przy wodospadzie. (ZB)

 

Zwiedzanie. W Foz do Iguacu znajduje się również hydroelektrownia Itaipu, mówią że konkuruje z Chinami o najpotężniejszą na świecie. Jest wybudowana na granicy dwóch państw Brazylii i Paragwaju. Wrażenie niesamowite, wszędzie dowożą autokarami, takie odległości. Raz autokar jest w Brazylii a raz w Paragwaju. W każdym razie jest tam wlane tyle betonu, że możnaby wybudować autostradę z Moskwy do Lizbony. Zaopatruje w energię południowe stany Brazylii i Paragwaj, który nie radzi sobie z nadwyżkami i odsprzedaje. (MB)

Główne, najbardziej znane atrakcje są dosyć drogie (i oczywiście warte tych pieniędzy:). Natomiast wstęp do muzeów kosztuje zwykle kilka reali. W niektórych kościołach za wstęp trzeba zapłacić, zwykle 1-2 R$.

São Paulo – jeśli przyjdzie wam spędzić tu dzień czy dwa warto zajrzeć do Pinakoteki. Znajdują się tu godne uwagi zbiory sztuki współczesnej, a sam budynek galerii też jest nie lada atrakcją.

Rio de Janeiro – Oczywiście Corcovado i Pão de Açucar. To największe atrakcje miasta, ale też i najdroższe (ok. 40 R$). W przypadku większej grupy na Corcovado opłaca się wjechać taksówką. Więcej też wtedy widać niż z kolejki. Poza tym w Rio znajduje się również mnóstwo muzeów wartych odwiedzenia. Przede wszystkim muzeum sztuk pięknych (Museu Nacional de Belas Artes), muzeum sztuki nowoczesnej (Museu de Arte Moderna) w parku Flamengo. Warto wybrać się na wycieczkę do Niterói, gdzie znajduje się muzeum sztuki nowoczesnej (Museu do Arte Contemporânea) zaprojektowane przez Oscara Niemeyera – znany ze zdjęć, charakterystyczny „spodek”.

Ouro Prêto. Koniecznie trzeba odwiedzić muzeum Escola das Minas. Chociaż oglądanie zbiorów minerałów nie brzmi zbyt atrakcyjnie, to mogę zapewnić, że robią one ogromne wrażenie. (ZB)

 

Kultura. Koniecznie w Salwadorze do obejrzenia pokazy capoeiry. Mówi się też, że tak naprawdę najprawdziwszy karnawał jest nie w Rio, ale właśnie w Salwadorze, z uwagi na wcześniejsze korzenie powstania imprezy. Rio oczywiście niepowtarzalne, ale komercyjne.

W drodze do i z parku Foz do Iguacu można przyjrzeć się codzienności. Brudni Indianie bez narodowości. Żyją na pograniczu Brazylii, Argentyny i Paragwaju. Głównie Guarani, bardzo niegdyś prześladowani (dla chętnych polecam film „Misja” z Jeremym Ironsem i Robertem DeNiro, zobaczycie również wspomniane wodospady). Można ich wspomóc kupując rękodzieło. Warto, to pełen artyzm naszyjników z wysuszonych owoców, ziaren etc… Foz do Iguacu jest znakomitą bazą wypadową do Argentyny i Paragwaju, a nawet Urugwaju. Przykładowe odległości:  Assunction – 320 km, Montevideo - 1700 km, Buenos Aires – 1350 km, Rio De Janeiro – 1500 km, Manaus (Amazonia) – 3800 km, Salwador – 2900 km. (MB)

Jedzenie. Ogólnie rzecz biorąc uważam, że jedzenie w Brazylii jest fantastyczne i należy spróbować wszystkiego. Najlepiej pytać się o typowe dania regionalne – często danie dnia (prato do dia) to właśnie któraś z tradycyjnych potraw. Na pewno trzeba spróbować feijoady (można powiedzieć, że to brazylijskie danie narodowe) i grillowanych mięs, czyli churrasco. Z pozostałych potraw polecam carne do sol – solone grilowane mięso, najlepsze z aipim, czyli smażonym korzeniem manioku. Na wybrzeżu można oczywiście skosztować świetnych ryb i owoców morza.

W Bahii koniecznie trzeba spróbować acaraje. Robi się je i sprzedaje na ulicy (najczęściej sprzedają je kobiety ubrane w tradycyjne białe stroje) – to smażone kulki z masy fasolowej z pastą z suszonych krewetek i bardzo ostrym sosem. Polecam też moqueca – to rodzaj potrawki z ryby i/lub owoców morza z sosem na bazie oleju palmowego i mleka kokosowego.

Na pewno trzeba spróbować tutejszych owoców, a zwłaszcza świeżych soków. Absolutnie uzależniające. Najlepiej wypróbować takie z nieznanych nam owoców jak açai, cajú, cupucaçu, tamarindo, jaca czy graviola. (ZB)

 

Sport i nurkowanie. (dodaj swoje informacje)

Trekking. Właściwie można powiedzieć, że każdy region nazywający się chapada (płaskowyż) lub serra (góry) jest odpowiednim miejscem dla miłośników trekkingu. W wielu miejscach, zwłaszcza mniej popularnych turystycznie, trudno jest o dobrze oznaczone szlaki (o mapach nie wspominając) a i przyroda może być nieco zdradliwa, dobrze jest zatem skorzystać z usług przewodnika. (ZB)

Freak show. (dodaj swoje informacje)

Adventure. Stan Parana – Foz do Iguacu. Można najszybciej dostać się samolotem z Sao Paulo (1050 km) lub Rio (1500 km) albo autobusem, podróż trwa około 16 godzin. To tam są wrota do przepięknych wodospadów. Podobno kiedy królowa brytyjska odwiedzała to miejsce, powiedziała jedno zdanie: „biedna Niagara”. To cud natury, wodospady są wszędzie, szczególnie po stronie argentyńskiej (bardzo łatwo się tam dostać). Organizowane są całodniowe wypady do tegoż parku, gdzie najpierw wsiada się do łodzi motorowej, która ma silniki dwa razy po 250 KM – potwór. Chowacie wszystko do wora i zaczyna się… walka z bardzo silnym nurtem rzeki Parana, płynie się pod prąd. Co kawałek są wysokie uskoki i łodzią rzuca parę metrów w bok, po czym znowu rzuca się w kipiel. Jest tak cudownie, że nie wiecie na co zwracać uwagę. Następnie sternik podpływa bezpośrednio pod wodospady i przez chwilę nie ma czym oddychać, oddala się lekko i znowu cała naprzód. Łódź oddala się na kilka minut, aby wyciągnąć z gumianego wora aparat i masz szansę na utrwalenie tego momentu. Jeszcze kilka prób wody i wyskakujesz na brzeg, gdzie czekają na ciebie ciężarówki.

Zaczyna się eksploracja lasu deszczowego. Dżungla jest ciemna, wszędzie błoto jakby krew zmieszana z piachem i żwirem. Jedynie kiedy auto wyjeżdża na otwartą przestrzeń latają nad tobą kolorowe tukany.

Kolejny etap to samotne eskapady, oczywiście po wyznaczonych szlakach. Tu w pełnej krasie i bezpośrednio dotykasz atmosfery lasu deszczowego, nagle przed tobą rodzinka ostronosów, jaszczurki są wszędzie.

Kursuje tam również specjalny pociąg, który zabiera ludzi do największej atrakcji parku, mianowicie do największego wodospadu „Gardzieli Diabła”. Iście zasługuje na ten tytuł. Nie do opisania. (MB)

 

Plaże i wyspy. Te wielkomiejskie, typowo publiczne, jak Copacabana w Rio są przeogromne, w środku miasta, ale z klimatem. Spodziewałem się że będzie brudno, nic z tych rzeczy. Plaża i woda były czyste. Jedynie w trakcie wielkich imprez, gdzie na plażę przychodzą tłumy, plaża musi być zanieczyszczona.

Tak naprawdę - ile wschodniego wybrzeża brazylijskiego, tyle plaży. Szukający większego spokoju, wystarczy że udadzą  się poza miasto i po prostu pójdą na plażę.

Polecam plaże w Salwadorze, gdzie są piękne rafy, wybrzeże pełne palm kokosowych, białego piasku i szmaragdowej wody. Z Salwadoru można też dość łatwo dostać się na okoliczne wyspy. Na szczególną uwagę zasługuje Itaparica. Dostać na nią można się promem. Kiedy dotrzecie do wyspy (tzn. jeśli będzie wam to dane), od razu w porcie przywitają was liczni naganiacze. I tak nie macie innego wyjścia, dogadajcie się co do ceny. Ale raczej jest tak, że płaci się kierowcy za przejazd, bo naganiacze nie mają samochodów, oni są tylko waszym przewodnikiem, płaci im właściciel jakiejś posady za przywiezionych turystów.

Mój naganiacz pokazał mi wszystkie jej zakątki, wsadził do busa (marka była nie do rozpoznania). Ponieważ praktycznie nie było w nim podłogi nogi trzymałem prawie na wale korbowym, który jednak się kręcił. Jechaliśmy przez cudną wyspę, przecinając biedne wioski, droga była fatalnej jakości – ale właśnie w tym cały klimat. Wreszcie z daleka udało mi się odczytać na bramie napis „We speak english”. Okazało się że właścicielem jest Włoch, tak więc w samym porcie pytajcie naganiaczy o Italiano. To jest klasyczna restauracja przy plaży razem z posadas (motele). Normalne ceny, obsługa krajowa. Naprawdę poczuć się można jak w raju, siedzisz przy stole na piaszczystej plaży, popijasz zimne piwo, zamawiasz świeżutkie owoce morza, które są przynoszone przez murzyńskich chłopców naprawdę prosto z morza. I to wszystko za normalne pieniądze, nie do uwierzenia. Można oczywiście się tam przespać, zwiedzić wyspę, spotkać fantastycznych ludzi. Natomiast kiedy wracacie, ten sam naganiacz przyjedzie po was, odwiezie i jest miło. (MB)

7,5 tys km² linii brzegowej mówi samo za siebie – plaż w Brazylii jest pod dostatkiem.

W Rio de Janeiro obowiązkowo trzeba wybrać się na Copacabanę, chociaż to bardziej w celach krajoznawczych. Bywa zatłoczona i mało bezpieczna – swoich rzeczy trzeba pilnować jak oka w głowie. W celach plażowo-wypoczynkowych lepiej wybrać którąś z mniejszych plaż w mieście, a najlepiej wybrać się gdzieś dalej – np. do Barra da Tijuca lub w ogóle poza Rio.

Najlepsze są plaże położone z dala od dużych miast. Okolice Porto Seguro (Bahia) to przede wszystkim ciągnące się kilometrami piękne plaże. Najpopularniejsze są Arraial d’Ajuda i Porto Seguro. Mnie urzekło Trancoso – z daleka od tłumu turystów.

Prawdziwym odkryciem było dla mnie Itacaré – mała miejscowość położona na północ od Ilhéus, jeszcze niezniszczona przez masową turystykę. Samo miasteczko zbyt urodziwe nie jest, ale za to okolica przepiękna – dużo plaż, takich większych i bardziej popularnych, jak i małych, poukrywanych między skałami. Miejsce popularne wśród sufrerów. (ZB)

 

Kluby i imprezy. (dodaj swoje informacje)

Odpoczynek. (dodaj swoje informacje)

Zakupy. W Rio de Janeiro zamiast do drogich sklepików z pamiątkami najlepiej udać się na targowisko, np. Ipanema. Osoby stęsknione za regionem Nordeste powinny wpaść na Feira de São Cristovão, gdzie znajduje się mnóstwo stoisk z ubraniami, rękodziełem i jedzeniem z tego regionu.

W Salwadorze można kupić sporo ładnych pamiątek na starym mieście - jest dużo sklepów i małych galerii.

Spośród mniejszych miejscowości najlepsze okazały się Ouro Prêto, Porto Seguro i Chapada dos Guimarães. (ZB)

 

Komu się spodoba. Ludzie, którzy się nie spieszą szczególnie docenią Brazylię, tam wszystko jest wolniejsze i zawsze przecież jest czas. (MB)

Przede wszystkim miłośnikom przyrody. Ale i wielbiciele miast odnajdą tu wiele – od szalonego i wielkiego Rio de Janeiro oraz niezwykłej Brasilii po urocze kolonialne miasteczka i wioski. Nade wszystko osobom lubiącym spędzać czas aktywnie, zwiedzać na własną rękę i otwartym na nowe doświadczenia i przygody.

Fotografom – trudno wyobrazić sobie bardziej fotogeniczny kraj. (ZB)

Autor

Marcin Bednarczyk - na co dzień pracuje jako seksuolog, jest nauczycielem akademickim, doktoryzuje się w tej problematyce. Jego hobby to żeglarstwo. Szukam fajnej ekipy, aby zaplanować jakiś egzotyczny wyjazd np. do Azji, Ameryki Południowej, Środkowej.

Zuzanna Baranowska - Jest absolwentką afrykanistyki, skończyła też studia latynoamerykańskie (nie pisze, że jest absolwentką, bo ciągle walczy z pracą magisterską :). Jest miłośniczką dalekich podróży (tylko na własną rękę) oraz innych kultur.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)
Ostatnie postyBrazyliaCo warto
Nie znaleziono żadnych tematów.