Lesotho nie jest z niczego słynne, choć jest szczególne. Górskie królestwo Afryki, gdzie narodowym strojem, w którym chadza król, jest koc spięty agrafką.
Lesotho jest państwem położonym wewnątrz RPA (enklawą), co sprawia, że przez niektórych uważane jest za jej część. W rzeczywistości jest to kraj w pełni niepodległy, choć gospodarczo powiązany ze swoim większym sąsiadem (przez RPA Lesotho importuje większość ubrań, produktów chemicznych itp., eksportuje natomiast, co ciekawe, energię elektryczną i wodę). Lesotho jest też żywym dowodem na to, że nie wszystko co tanie musi pochodzić z Chin – połowa eksportu kraju wytwarzana jest w fabryce T-shirtów, założonej przez amerykanów.
Jedną z cech jakie odróżniają RPA od Lesotho jest fakt, że po przekroczeniu granicy leosthańskiej przestaje się czuć niechętny wzrok miejscowych spoczywający na karku białasa, a zaczyna odczuwać trochę natrętne i ciekawskie, ale bezpieczne spojrzenia połączone z głośnym komentowaniem.
Krajobraz Lesotho to bezleśne góry, podobne do bieszczadzkich połonin czy tatrzańskich hal. Drzewa wycięte zostały przez miejscowych na opał, a nowym nie pozwalają wyrosnąć stada kóz i owiec tu hodowanych.
W górach spotkać można dość groźnie wyglądających pasterzy, którzy twarz często chronią za kominiarką, ludzi życzliwych, ciekawskie dzieciaki, ciekawych staruszków lub natknąć się na niezrozumiałą dla Europejczyka duszę afrykańską. Góry lesothańskie to też gra światła i mgieł, znakomity plener fotograficzny.

