Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Kenia - Transport i poruszanie się po kraju

Kiedyś należałem do tych, którzy z upodobaniem narzekali na stan polskich dróg. Potem jeździłem drogami Boliwii i myślałem, że gorzej już być nie może. Żyłem z tym przeświadczeniem do czasu, gdy znalazłem się w Kenii. Ilość dróg asfaltowych można by pewnie zliczyć na palcach obu rąk. A ich jakość jest i tak poniżej krytyki. 500 kilometrów drogi z Nairobi do Mombasy budowane jest już ponad 10 lat. Końca prac jeszcze nie widać, a jakość tego co już jest gotowe... W gazecie przeczytałem, że jest dobrze, bo asfalt nie uległ uszkodzeniu w czasie ostatnich deszczy.

Większość dróg to drogi gruntowe, ubite. Stają się nieprzejezdne po ulewnych deszczach tropikalnych. Jednak i te, które są podobno z asfaltu czy tamaku, po deszczach także praktycznie są nieprzejezdne. Dziura obok dziury. (MZ)

 

Minibusy/shared taxi. Jeżeli :
- do środka wchodzisz prawie na czworaka, a i tak głową uderzasz we framugę drzwi;
- w środku, zamiast czternastu ściśniętych jak śledzie w beczce osób zobaczysz ich 26, a każdy z mniejszym lub większym bagażem. Czasami również z krową na dachu, której w czasie wciągania na dach złamano nogę;
- zostaniesz ogłuszony(a) hip-hopem w języku kiswahili;
- ze zdziwieniem stwierdzisz, że choć na drodze są tylko dwa pasy ruchu (każdy w jedną stronę), pojazd, w którym się znajdujesz usiłuje wyprzedzić inne na „czwartego”...

...to nie ma mowy byś się mylił(a). Jesteś w matatu. Najpowszechniejszym środku komunikacji w Kenii. Za pewnik można przyjąć, że kierowca będzie wykorzystywać każdą możliwość wepchnięcia się przed inne pojazdy i wymuszać pierwszeństwo tam gdzie go nie ma. I jeszcze zatrąbi ze złością na innych, którzy mu to uniemożliwiają.

Matatu w mieście:
Każde matatu ma numer trasy, na której się porusza. Zwykle konduktor głośno wykrzykuje trasę i cenę. Cena dodatkowo pokazywana jest na palcach ręki. W listopadzie 2008 roku cena za przejazd od początku do końca trasy nie przekraczała 50 Ksh. Jeśli policja organizuje masowe sprawdzanie samochodów, wiele matatu wypadnie z trasy, a ceny gwałtownie wzrosną. Cena za przejazd jest też uzależniona od pory dnia i kierunku jazdy. Jadąc rano do miasta na pewno zapłacimy trochę więcej niż 50 Ksh. Jadąc rano z miasta zapłacimy mniej, może nawet tylko połowę. Dlatego zawsze przed wejściem do środka trzeba pytać o cenę za przejazd.

Ze swych punktów początkowych i końcowych matatu rusza gdy wszystkie miejsca są zajęte. Nie ma rozkładu jazdy. Wsiąść można w zasadzie w dowolnym miejscu. Wystarczy machnąć ręką. Wysiadanie dozwolone jest natomiast tylko w określonych miejscach.

Matatu między miastami:
Ceny za przejazd między miastami nie zależą od odległości pomiędzy nimi. Często jest tak, że za jazdę 30 minutową zapłacicie tyle samo co za jazdę godzinną. Np. z Kitui do Kisasi jedzie się tylko 40 minut (koszt to 100 Ksh). Z tego samego Kitui do Mbitini jedzie się około godziny i też płacisz 100 Ksh.

Tu też nie ma rozkładu jazdy a matatu odjeżdżają dopiero gdy wszystkie miejsca się zapełnią, co może trwać i półtorej godziny. Zasadą jest, że nikt nie może jechać na stojąco. Są dwa rodzaje matatu jeżdżące pomiędzy miastami: małe,typu Volksvagen Transporter, gdzie jest 14 miejsc siedzących i duże, takie nasze autobusy, gdzie miejsc jest około 50. Wiedzeni chęcią zwiększenia zysku, kierowcy biorą zwykle więcej osób a część pasażerów stoi. Ścisk jest niesamowity. Łapówka dla policji drogowej jest i tak mniejsza niż zysk z większej ilości pasażerów.

26 osób jechało w matatu, gdy byłem w trasie w okolicy miasteczka Ruiru, ale dzieje się tak na prawie wszystkich trasach wiejskich. Trochę lepiej jest w Nairobi. Tu zwykle jedzie przepisowe 14 osób. Matatu jest ulubionym celem kontroli policji drogowej, jednej z najbardziej skorumpowanych instytucji w kraju. Policja sprawdza najpierw czy na przedniej szybie są naklejki ubezpieczenia i potwierdzenie opłaty za słuchanie radia przez pasażerów, potem stan opon i czy pasażerowie mają zapięte pasy. Zawsze coś jest nie tak - zwykle nie do przyjęcia jest stan techniczny samochodu. Jedna z moich znajomych została przez sąd zmuszona do zapłacenia 500 Ksh kary za niezapięte pasy i to pomimo tego, że w matatu takich pasów nie było. (MZ)

 

Autobus. W Kenii oprócz podstawowego transportu (matatu), są też firmy autobusowe. Ich autobusy mają rozkład jazdy, a podróż rozpoczyna się o określonej godzinie niezależnie od tego, ile osób podróżuje. Na uwagę zasługują tu dwie firmy:

Pierwsza to Crown (ich bilety można kupić na ulicy Monrovia Street, tuż przy skrzyżowaniu z Moi Ave. Autobusy odjeżdżają z tego samego miejsca). Autobusy Crown zapewniają wygodną jazdę, jest sporo miejsca na nogi. Udając się do Mombasy czy innych miejscowości, dostaniecie na drogę półlitrową butelkę wody. Za przejazd do Mombasy czy Kisumu, Mumias czy Kakamega zapłacicie około 1000 Ksh. Przejazd z Nairobi do Mombasy trwa około 9 godzin, z godzinnym postojem na obiad. Zwykle jeżdżę autobusami tej firmy.

Druga firma, której autobusy dają komfort w podróżowaniu to Mash. Niektóre ich autobusy (zależy to od godziny odjazdu) mają klimatyzację, a ceny za przejazd oscylują pomiędzy 1100 a 1300 Ksh.

W autobusach obu tych firm siedzenia są dość wygodne. Są dwa rzędy siedzeń po prawej i lewej stronie, dość łatwo można dostać się do wyjścia.

Jeżeli komuś zbytnio nie zależy na wygodzie i chce poznać sposób podróżowania na modłę lokalną, może skorzystać z wielu innych firm, których autobusy ruszają z ulicy Accra Rd. Jeśli podróżujecie nocą, lepiej tam przyjść za dnia - po zmroku jest dość niebezpiecznie. Inne są też autobusy jakie możecie tu spotkać. Po jednej stronie są dwa rzędy siedzeń, potem ciasne przejście, a po drugiej stronie trzy rzędy siedzeń. Zawsze mam wrażenie, że siedzenia te projektowano z myślą o liliputach – są tak wąskie i nie mają regulowanych oparć. Nawet ja, choć jestem szczupły, nie mogę zmieścić się na takim siedzeniu. W środku podróżują także kury, czasami jakaś koza. Przejście zastawione jest bagażami wielkich rozmiarów, a dotarcie do wyjścia jest sporym wyzwaniem.

Dla bezpieczeństwa podróżnych, niektóre firmy wymagają przy zakupie biletu przedstawienia dowodu osobistego (paszportu) i podania numeru telefonu.

W autobusach firmy Crown czy Mash nie spotkacie handlarzy sprzedających towar z ręki.
Jednak gdy podróżujesz np. do Machakos czy Mwingi z Country Bus Station, sprzedawcy często uniemożliwiają wejście do autobusu czy przejście wewnątrz. Są nachalni, potrafią stać trzymając towar prawie na czyjejś głowie i czekać, że może coś kupisz. Odradzam. Szczególnie niebezpieczne może być kupowanie wody. Może się okazać, że kupiłeś niby fabrycznie zamkniętą wodę, ale kiedy obudzisz się po wypiciu kilku łyków masz wrażenie, że właśnie wyszedłeś z narkotykowej balangi, a twój paszport, pieniądze, telefon, karty kredytowe i wszystko inne co miałeś w podręcznym plecaku, zniknęło razem z plecakiem. I oczywiście nikt z pasażerów nic nie widział i nie słyszał. Wodę przynieś ze sobą. W bezpiecznym miejscu zostaw też wszystko czego nie potrzebujesz w podróży. (MZ)

 

Samochód. (dodaj swoje informacje)

Promy/łodzie. (dodaj swoje informacje)

Pociągi. Pociągiem można przejechać jedynie między Nairobi i Mombasą. Trwa to dłużej niż autokarem, ale kuszą wagony o podwyższonej klasie, gdzie dostaje się posiłki i jest podobno wygodnie - taka przyjemność kosztuje 3000 kenijskich szylingów. (ŁB)

Autostop. Nie spotkałem nikogo, kto w ten sposób poruszałby się po Kenii. Poza tym odradzałbym ze względów bezpieczeństwa. Ciągle częste są napady na samochody (nawet z użyciem AK-47). (MZ)

Taksówki. Odradzam branie taksówki prosto z ulicy. Bezpieczniejsze jest zamówienie jej w hotelu. Poza tym ze względu na ogromne korki, poruszanie się taksówką po mieście nie jest ani szybkie, ani przyjemne. Taksówką warto jednak pojechać na lotnisko, jak i z niego przyjechać.

Taksówki nie mają liczników i cenę należy uzgodnić przed podróżą. Częste są próby naciągania i zawyżania ceny, szczególnie wobec turystów czy białych. Warto spytać o cenę kilku taksówkarzy lub mieć jednego zaufanego, jeżeli taksówki chcemy używać częściej niż raz. (MZ)

Raz udało mi się złapać stopa z Jeziora Baringo do Marigat, ale kierowcą był Amerykanin. Kenijczycy na pewno wykorzystają każdą okazję by zarobić, więc nie sądzę, aby zgodzili się na darmową podwózkę. (ŁB)

 

Rower. To dość powszechny sposób poruszania się wśród Kenijczyków. Poza Nairobi, na terenach wiejskich, bagażnik roweru służy do przewożenia pasażerów. Jak dla mnie nie jest to zbyt wygodny środek komunikacji, wywrotny i nie zawsze tani. W dodatku rowery są bardzo stare. Rowery służą także do transportu tego wszystkiego co wożą samochody. (MZ)

W wielu miejscowościach bardzo popularne są boda-boda. Idea jest bardzo prosta: pasażerowie są przewożeni na tylnym siedzeniu roweru, które pokryte jest z tej okazji gąbką. Na krótkich trasach – idealne i tanie rozwiązanie - około 10 - 40 szylingów kenijskich.

Coraz bardziej popularne są też piki-piki, czyli motocyklowe odpowiedniki boda-boda – sprawdzają się na kilku / kilkunastokilometrowych trasach – 50 - 200 kenijskich szylingów. (ŁB)

 

Samolot. (dodaj swoje informacje)

Kraje, do których łatwo się przedostać. Łatwo przedostać się do Ugandy i Tanzanii – istnieje sporo połączeń autobusowych. Najlepiej startować z dużych miast – Kisumu, Nairobi i Mombasy, bo gdy wsiada się po drodze i tak płaci się za miejsce z tych miast. Można też pokombinować i jechać „na raty” matatu – zwykle wychodzi taniej, choć trzeba mieć więcej czasu.

Wjeżdżając do Ugandy i Tanzanii trzeba zakupić wizę, ale wracając do Kenii nie trzeba tego robić jeszcze raz (o ile nie wyjechało się poza te kraje). (ŁB)

Autor

Marek Zwierz - mieszka i pracuje w Kenii od roku. Przejechał cały kraj. Zajmuje się leczeniem ludzi w rejonach pozbawionych jakiejkolwiek pomocy lekarskiej. Bywa w miejscach, do których nie docierają turyści, ale też w Masai Mara czy na szczycie Mount Kenia. Nigdy nie korzysta z usług z biur podróży.

Łukasz Bartosik - Na co dzień doktorant i wolontariusz PAH. Od czasu do czasu posiadacz nie do końca racjonalnych pomysłów. Entuzjasta taniego podróżowania i poznawania ludzi.
www.bartoszinkenya.wordpress.com 

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)