Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Kenia - Gdzie spać

Tani nocleg to 100 Ksh. Dostaniesz za to łóżko z materacem, kocem, prześcieradłami, moskitierą, jedno krzesło, stolik, świeczkę, kawałek papieru toaletowego i mydło. Na łóżku leży zwykle ręcznik, choć nie pierwszej czystości. Płaci się za łóżko a nie za ilość osób.

Najlepszymi miejscami do spania w pierwszych dniach pobytu w Nairobi są: International Youth Hostel (mają swoją stronę internetową, z której można zarezerwować nocleg i odbiór z lotniska ) na Ralpe Bunche Rd oraz Planet Safari na dziewiątym piętrze Sonalux House (wspaniały widok panoramy miasta).

W tym pierwszym we wrześniu 2007 roku za łóżko w pokoju czteroosobowym płaciłem 700 Ksh (dolar kosztował wtedy 65 Ksh). Nie zawsze była woda, zawsze był za to prąd. Można tam zapisać się na dowolną wycieczkę, mają też jadłodajnię z prostym jedzeniem. Naprzeciwko budynku jest postój taksówek.

Planet Safari także może odebrać cię z lotniska (co jest o tyle bardzo ważne, że większość samolotów z Europy przylatuje w późno wieczorem, prawie w nocy), a gdy zapiszesz się u nich na wycieczkę, można spać za darmo przez trzy noce w jednej z dwóch sal z piętrowymi łóżkami. Jest prysznic, nawet wanna, prąd.

Pod koniec 2007 roku płaciłem u nich 400 Ksh za łóżko. Jedni i drudzy dają poduszkę, koc i prześcieradła (czyste).

Oba te miejsca są dobrze zlokalizowane. Planet Safari ma jednak tę przewagę, że jest w samym centrum miasta. Hostel jest trochę na uboczu (pół godziny pieszo do centrum),ale dzięki temu jest tam znacznie ciszej.

 

Nie ma bieżącej wody ani światła. Ale rano w dużym kotle zawsze jest ciepła woda. Obok którego są miski do umycia się. Tak to wygląda w domu gościnnym w Mbitini w okolicach miasta Kitui.

Za taki sam pokój, tyle że z elektrycznością wieczorem z generatora, w Kisasii (też niedaleko Kitui), zapłacisz 150 Ksh. Zdarza się jednak, że właściciele próbują wykorzystać okazję i żądają od białego 200 Ksh. Pokój trzeba jednak zająć w miarę wcześnie, bo popołudniu może być kłopot, zwłaszcza jeśli akurat wypada dzień targowy.

I wszystko było by pięknie, gdyby nie to, że oba te niby-miasteczka leżą poza wszelkimi trasami turystycznymi. Ale jeśli chce się zobaczyć prawdziwą Kenię, nie tę z obrazków czy Masaii Mara, to trzeba jechać właśnie do takich miejsc jak te dwa. Myślę, że właśnie takie miejsca stanowią prawdziwy obraz Kenii. (MZ)

Autor

Marek Zwierz - mieszka i pracuje w Kenii od roku. Przejechał cały kraj. Zajmuje się leczeniem ludzi w rejonach pozbawionych jakiejkolwiek pomocy lekarskiej. Bywa w miejscach, do których nie docierają turyści, ale też w Masai Mara czy na szczycie Mount Kenia. Nigdy nie korzysta z usług z biur podróży.

Łukasz Bartosik - Na co dzień doktorant i wolontariusz PAH. Od czasu do czasu posiadacz nie do końca racjonalnych pomysłów. Entuzjasta taniego podróżowania i poznawania ludzi.
www.bartoszinkenya.wordpress.com 

Obejrzyj zdjęcia z innych krajów.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)