Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

brak nowości na liście.

Etiopia - Ludzie i kultura

Etykieta i zwyczaje. Ceremonia parzenia kawy. Etiopczycy są niezmiernie gościnni. Możesz się spodziewać wielu zaproszeń na ceremonię parzenia kawy, która jest wyrazem sympatii i zaufania. Kawę parzy się w Etiopii kilka razy dziennie. Zawsze przebiega to w ten sam sposób. Na rozgrzane węgle sypie się incense dla odpędzenia złych duchów (zapach tego kadzidła zawsze już mi się będzie kojarzył z Etiopią, czuje się go wszędzie). Następnie wodę gotuje w specjalnym glinianym dzbanku, jebenie. W tym czasie świeże ziarna kawy gospodyni płucze kilkakrotnie i pali na patelni lub specjalnej blasze, czemu towarzyszy niesamowity zapach. Gorące, świeżo spalone ziarna rozbija się w moździerzu i dodaje do gorącej wody.

Kawa gotuje się w jebenie dłuższą chwilę, czasem gospodyni dodaje jeszcze do niej mleka i/lub cukru, ale najczęściej pije się czarną. Do małych filiżanek nalewa się napar, po czym zlewa się go ponownie do jebeny i dopiero po chwili nalewa raz jeszcze. Każdy powinien wypić co najmniej trzy takie filiżanki, co nie jest trudne, bo kawa jest przepyszna i smakuje nawet tym, którzy na co dzień kawy nie znoszą. Kawa po amharsku to bunna i warto to słowo zapamiętać, bo przyda się wielokrotnie. Poza tradycyjną ceremonią można napić się dobrej kawki z ekspresów ciśnieniowych (pamiątka po Włochach, którzy próbowali przez chwilę okupacji, bezskutecznie), zwłaszcza latte z pianką jest godne uwagi (bunna be łetet).

 

„Faranji frenzy”. Faranji to przybysz, obcokrajowiec, turysta, biały itp. Słowo ewoluowało z „french” od czasów obecności Francuzów (French – ferench – faranch – faranji) i jest wymawiane na sto różnych sposobów. Etiopczycy reagują na turystów amokiem. Dzieciaki biegają wkoło pokazując palcami i krzycząc „Faranji! Faranji!” albo „You! You!”, co ma służyć zwróceniu na siebie uwagi i nie jest niczym obraźliwym (w amharskim przyjęte jest proszenie o uwagę przez zwrócenie się do osoby słowem „ty”. Zrobią wielkie oczy, jeśli zaczniesz odpowiadać im po amharsku tym samym: „ante” – do chłopaków, „anczi” – do dziewczyn).

Starsi po prostu stoją wokoło i patrzą. Jest to dziwne i krępujące, ale trzeba się przyzwyczaić i pamiętać, ze to tylko ciekawość a nie agresja. Zresztą wystarczy się do takiego przyglądającego się kordonu ludności odezwać, zacząć gadać z jedną osobą, może spytać o drogę – nagle się okaże, że jest dużo uśmiechu i pozytywnej energii.

 

Część Etiopczyków to muzułmanie, więc warto znać zasady związane z tą religią. W całej Etiopii wszystko się robi prawą ręką i jest to bardzo przestrzegane.

Przed każdym lepszym sklepem, bankiem czy apteką czeka cię obszukiwanie i wykrywacze metalu. Na drogach są checkpointy: policja przetrząsa ciężarówki, szukając przemytników.

Etiopczycy jakby "wzdychają", krótko wciągają powietrze, gdy potakują. Jest to kapitalne i strasznie zaraźliwe.

Biały to chodzący portfel zapomogowy, wiec spodziewaj się cen zawyżonych o 1000%. Targuj się wszędzie i o wszystko, ale bez nerwów. I tak nie zejdziesz poniżej minimalnej „faranji price” i nie kupisz nic po cenie lokalnej. (TM)

Etiopczycy witają się w specyficzny sposób, podają sobie prawe dłonie i pochylają się ku sobie ramionami.

W restauracji, gdy siedzicie razem nad talerzem injery, Etiopczyk może podać ci ręką kęs prosto do ust – to naturalne i jest wyrazem serdeczności. Można się odwdzięczyć w ten sam sposób.

Dobrze zaznajomieni Etiopczycy mogą nazwać Cię „yhytie” bądź „wendymie” – „moja siostro”, „mój bracie” – jest to wyraz najwyższego szacunku i przyjaźni. (JR)

Mieszkańcy. Etiopia jest bardzo biednym krajem (choć nie tak biednym, jak to wmówiły nam obrazki z czasów głodu z 1984 r. Dzieci z muchami w oczach raczej nie znajdziesz, suszy i wychudłych staruszków też nie). Nastaw się za to, że ludzie chodzą w klapkach zrobionych z opon i sprzedają puszki USAID na rynku wtórnym (a puste przerabiane są na sita i garnki). Ludzie plądrujący wysypiska śmieci w środku miasta też nie należą do rzadkości, dzielnice slumsów i chaty-glinianki to normalka. W Etiopii obowiązują inne standardy. Jeśli nie możesz znieść takich obrazków, nie jedź tam.

Kultura w Etiopii bardzo się różni w zależności od regionu. Północ to głównie Amharowie i ich przebogate zwyczaje, muzyka, stroje i ozdobne parasole, na zachodzie kolorowi Afarowie, a na południu „dzikie” plemiona Hamerów, Banna, Arsi, Mursi, Konso i wiele innych, ze zwyczajami innymi w każdej wiosce. (TM)

Etiopczycy to niezwykle dumny naród, uważają się za lud wybrany, na każdym kroku podkreślają swoją niezależność i wyższość nad innymi ludami Afryki. Są niezwykle dumni ze swojej wielowiekowej kultury i z wspaniałej historii. Przed wyjazdem do Etiopii warto się z tą historią zapoznać.

To bardzo biedny kraj, ale jego mieszkańcy są uprzejmi i gościnni. Zaproszą Cię na obiad, zaoferują oprowadzenie po mieście, ugoszczą w domu na ceremonii parzenia kawy, pomogą targować się na bazarze. Wymienią się z Tobą adresem e-mail i będą utrzymywać kontakt latami. Oczywiście, jak wszędzie, można natrafić na oszustów, których gościnność okaże się interesowna. (JR)

Na południu sporo mężczyzn chodzi z bronią (zazwyczaj wysłużone Enfieldy lub coś w tym stylu), nie oznacza to agresywnego nastawienia (noszą je na hieny).

W Etiopii związki homoseksualne są nielegalne. Nie zdziw się jeśli zobaczysz w hotelu tabliczkę zabraniającą spać w jednym pokoju dwóm osobom tej samej płci. W takiej sytuacji (jeśli akurat menadżer zaczął traktować sprawę serio), zawsze można się przedstawić jako bracia/siostry. Nazwiska i tak poprawnie nie przeczyta, a wszystkie białe twarze wyglądają tak samo.

Etiopskie władze mają lubość do pompy. Jeśli trafi ci się przejazd jakiegoś wiceministra rolnictwa albo choćby konferencja Unii Afrykańskiej, spodziewaj się że policja zamknie ruch w całej dzielnicy, wszystkich zatrzyma w miejscu i nie pozwoli nikomu się ruszyć ani głośno rozmawiać dopóki dygnitarz nie przejedzie. Policja nie znosi sprzeciwu i potrafi naprawdę uprzykrzyć życie. Nie wchodź w dyskusje pod żadnym pozorem. (TM)

Przydatne języki. Przyda się tylko angielski i to rzadko. Etiopczycy mylą "th" z "z" oraz "f" z "p". Spodziewaj się więc konstrukcji typu "Zis way" i "fashion fruit". Urzędowym językiem jest amharski, który występuje głównie na północy, ale podstaw (fonetycznych, bo o zapisie nie ma mowy) warto się nauczyć, bo im dalej od miast, tym angielskiego mniej. (TM)

Starsi Etiopczycy znają parę słów w języku włoskim (pozostałość po okupacji).
W Hararze można dogadać się po francusku. Etiopczycy raczej nie czytają łacińskiego alfabetu, zupełnie też nie radzą sobie z czytaniem map. (JR)

 

Święta. Numero uno kalendarza etiopskiego to Timkat, w drugiej połowie stycznia, obchodzony najbardziej kolorowo w Lalibeli i Gonderze. Ceremonialne stroje, muzyka, ozdobne parasole, procesje, lektyki etc. (TM)

Lydet – czyli Boże Narodzenie. Tak jak w kościele prawosławnym, w Etiopii obchodzi się je 6-7 stycznia.
 
Timkat (na pamiątkę chrztu Chrystusa w Jordanie) – 19 stycznia. Bardzo ważne święto w kościele etiopskim, bogata i kolorowa uroczystość, której towarzyszą procesje z replikami Arki Przymierza. Warto być w tym dniu w Gonderze, Lalibeli lub Addis Abebie.

Ynkutatash – Nowy rok Etiopski – 11 września. Ostatni, trzynasty miesiąc etiopskiego kalendarza liczy sobie 5-6 dni i jest to czas wielkiej zabawy sylwestrowej w klubach i na ulicach.

Meskel – (święto Krzyża) – 27 września. Radosne święto, towarzyszy mu palenie ognisk, tańce i śpiewy. Pięknie obchodzone w stolicy, ale także w Gonderze i Aksum. (JR)

 

Jedzenie. W Etiopii je się tylko jedno – injerę, naleśnik z tefu, moczony i lekko fermentowany przez pewien czas, który podaje się z wetami (sosami/wsadami). Od shiro (maślano-fasolowy, bardzo łagodny), przez doro wet (z kurczakiem), po kitfo (lub ketfo, z półsurowym mięsem). Wetów jest kilkanaście, ale warto wiedzieć, że każda wersja „na ostro” wykręca język na drugą stronę. Injerę je się palcami, tylko prawą ręką, odrywając kawałek naleśnika i maczając go w sosie. (TM)

Mały przewodnik po sosach do injery:

- Doro wot – bardzo pikantny, wodnisty sos z kurczaka.
- Shiro - podawana zazwyczaj na podgrzewaczu, pasta z groszku czy tamtejszej fasoli albo bobu, często pikantna, z czosnkiem i berberie (etiopską odmianą papryczki chili).
- Kitfo - dla odważnych! Ichniejszy tatar czyli surowe mięso z baraniny w tymże tłuszczu, pikantny.
- Kej wot – sos bardzo pikantny, złożony z samych ostrych przypraw. Dla bardzo odważnych smakoszy, przy czym polecam zaopatrzyć się uprzednio w kilka butelek wody mineralnej do gaszenia pragnienia.

Herbatę Etiopczycy podają na sposób arabski, czyli w niewielkich szklaneczkach, jest bardzo słodka, z dodatkiem kardamonu i przypraw korzennych.

Ambo, czyli woda mineralna ze źródeł Ambo: butelkowana, orzeźwiające woda lekko gazowana, właściwie jedyna alternatywa dla wszechobecnej w Etiopii Coca-Coli.

Czimaki - świeżo wyciskane soki z ananasów, pomarańczy, mango. Pyszne i orzeźwiające. (JR)

Próby asymilacji włoskich dań skończyły się tym, że poza eleganckimi restauracjami w Addis spaghetti bolognese to makaron z koncentratem pomidorowym, czosnkowe - z koncentratem i czosnkiem, a white - z czosnkiem w oleju.

Południe ma swoją kuchnię, ale bardzo prymitywną – pija się chekę, a jada balashę lub seitę – placki z mąki kukurydzianej.

W całym kraju można wypić tej – ziołowo-miodowy, gęsty i bardzo smaczny alkohol. (TM)

Religia. Etiopia ma swój własny kościół (koptyjski). Mniej więcej połowa ludności to chrześcijanie, jest sporo muzułmanów, a na południu animistów i innych plemiennych wierzeń. (TM)

Co warto przywieźć na pamiątkę. W giftshopach jest mnóstwo tandety importowanej z Kenii, Indonezji czy Indii (na Mercato też). Warto się obkupić w cokolwiek w dolinie Omo, bezpośrednio od plemion, zwłaszcza na targach (największy jest czwartkowy w Key Afar). Z Hararu można przywieźć świetny zestaw przypraw do herbaty (sprzedają w foliowych rolkach, w malutkich porcjach po kilka ziaren w jednej) oraz koniecznie kawę (albo mieloną z fabryki w centrum, albo świeżą z targu).

Z Addis warto przywieźć incense do ceremonii parzenia kawy, samą kawę (surowe ziarna), szmatki (ręcznie tkane bawełniane białe szale i chusty) i jebenę, gliniany dzbanek. W Bahir Darze są piękne kosze na injerę – zajmują sporo miejsca, ale do dziś żałuję, że nie kupiłem. (TM)

Szale netela, bawełniane i wełniane, ręcznie tkane i barwione naturalnie w tradycyjne etiopskie wzory. Krzyże etiopskie, srebrne, mosiężne i drewniane. Krzyże etiopskie mają bardzo różne kształty, w zależności od regionu i kościoła.

Przyprawy, m.in. berberie, czyli etiopską odmianę chili. Jabena – czyli gliniany dzbanek do kawy. Kadzidła, mirra (duży wybór w Hararze).

Targowanie się jest w dobrym tonie! (JR)

Autorzy

Tomek Michniewicz - backpacker, dziennikarz, autor programu podróżniczego "Trójka Przekracza Granice". Przeciwnik kapeluszy a’la Indiana Jones i festiwalu w Opolu, miłośnik stanu na granicy wyczerpania. Redaktor naczelny serwisu KoniecŚwiata.net.

Joanna Radomyska - z wykształcenia etiopistka; ciekawość świata i zamiłowanie do podróży odziedziczyła po rodzicach. Ceni sobie etiopską otwartość, francuską kuchnię (i wino), szwedzkie podejście do natury, litewską gościnność, holenderskie zamiłowanie do rowerów, bałkańską muzykę, brytyjskie poczucie humoru...

Obejrzyj więcej zdjęć z Etiopii.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)