Koniec Świata powie Ci dokąd warto pojechać i jak to zrobić tanio. Co więcej, powiedzą Ci o tym ludzie, którzy znają dany kraj na wylot, bo mieszkają w nim lub byli w nim wielokrotnie. Dowiesz się co zobaczyć, co zjeść, na co się szczepić, obejrzyjsz zdjęcia i posłuchasz muzyki. Jeśli jedziesz gdzieś z plecakiem, znajdziesz tu wszystko czego szukasz.


Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Malezja - Co warto

Miasta. Kuala Lumpur – głośne, kolorowe, różnorodne miasto. Chinatown, Little India, biznesowa dzielnica Golden Triangle, koniecznie Petronas Towers. Naprawdę warto, zwłaszcza że stolica i tak stanowi punkt wypadowy do wielu innych miejsc.

George Town, Penang. Spodoba się w sumie tylko tym, których kręci backpackerski klimat – mnóstwo młodych ludzi z całego świata, kafejki internetowe, bary otwarte do późna, zatrzęsienie hotelików. Podobno na Penangu jest najlepsze jedzenie w Malezji – można to ocenić samemu, wieczorem na Gourney Drive, gdzie rozstawiają się hawker stalls (wózki z jedzeniem), od 17-18. Plaże, zwiedzanie i wszystko inne – raczej w innych miejscach. (TM)

 

Przyroda. Plantacje herbaty w Cameron Highlands. Moim zdaniem absolutne „must see”. Do CH jedzie się długo, ale naprawdę warto – widok i wrażenie wzgórz pokrytych w całości polami herbacianymi jest nie do opisania, zwłaszcza gdy wychodzi słońce. Najwygodniej za punkt wypadowy obrać miasteczko Tanah Rata, stamtąd dwie godziny spaceru jednym ze szlaków przez las, a dalej stopem na pickupach z herbatą, które kursują non-stop. Najładniejsze są dwie plantacje BOH.

Kuala Selangor. Świetliki, dające co noc naturalny pokaz, który można obejrzeć z łodzi. Wycieczka trochę kosztuje, bo trzeba skorzystać z usług agencji, ale warto. 

Taman Alam National Park w Kuala Selangor – lasy namorzynowe, gigantyczne jaszczury, mnóstwo ptaków, walkway nad mocno zaśmieconymi niestety bagnami. W parku są też wieżyczki obserwacyjne, w których można spać. Z parku po okolicy rozłażą się stada małp. (TM)

 

Zwiedzanie. Penang, George Town - Khoo Kongsi Temple - dom klanowy Khoo. Klimat nieco muzealny, ale naprawdę warto, w środku Azja jak sprzed wieków.

Kuala Lumpur – Petronas Towers. Nie można ich nie obejrzeć. Robią piorunujące wrażenie nawet na architekturalnych laikach. (TM)

Sarawak
Park Narodowy Bako
Orangutan Center - mocno turystyczne miejsce, ale  dające 100% pewności, że zobaczy sie orangutany.
Longhouse - jeśli jest to wycieczka z biurem podróży to trzeba liczyć się z tym, że nie będzie to prawdziwy longhouse tylko "pokazowy".
 
Sibu
Małe piękne miasto, w którym warto zobaczyć chińską świątynię pagoda, wioskę na wodzie oraz najstarszą część Sibu. Może się zdarzyć, że zostaniecie zaproszeni do czyjegoś domu. W okolicach Sibu  jest największe skupisko longhousów, a  turyści raczej tam nie zaglądają.
 
Brunei
Kampung Ayer- wioska na wodzie
Meczet Omara Alego Saifuddiena - szczególnie pięknie wygląda o zachodzie słońca.  Warto wcześniej się dowiedzieć czy nie ma tam jakiegoś remontu  ponieważ może się zdarzyć, że cały będzie obudowany rusztowaniami. (AB)

 

Kultura. Saravak - jeśli nie są to sklepy spożywcze jak seveneleven to należy się targować, nawet w sklepach z ustalonymi cenami. (AB)

Jedzenie. Banana leaf – hinduskie restauracje, w których podaje się jedzenie na liściach bananowca, zamiast na talerzu. Roti canai – indyjski „naleśnik” podawany z dhalem (sosem z soczewicy). Tandoori chicken, również w knajpach indyjskich – kurczak o charakterystycznym czerwonym kolorze pieczony w glinianym piecu. Cokolwiek w knajpach malajskich. Satay i pisang goreng na hawker stalls. (TM)

Laksa sarawak czyli zupa z krewetkami, specjalną mieszanką przypraw i mleczkiem kokosowym, dosyć ostra.
Danie z ryby z ziołami pieczone na ogniu w bambusie- niebiański smak.

Bardzo dobre są kupowane na lokalnych ryneczkach smażone na głębokim oleju "czakoj", wyglądem przypominające  połączenie pączka z faworkiem.

Kuih cincin -super ciasteczka, jak kwiatek. (AB)

 

Sport i nurkowanie. Perhentian Kecil – Kilka centrów nurkowych, z których polecam Quiver Dive Team (mail: kin_voon[at]fm.net.my, tel: 00 6017 2965 055). 20–30 USD za nura, Open Water +/- 200 USD, Advanced +/- 150 USD.

Do zobaczenia: 2 wraki, kilka raf, nury płytkie do 25 m. Zatrzęsienie małych ryb, z większych napoleon i jeśli dopisze szczęście - żarłacz czarnopłetwy. Świetne miejsce dla początkujących i by zrobić kurs.

Sipadan (Borneo) – jedno z bardziej „kultowych” miejsc do dawania nurów które było, jak głosi plotka, jednym z ulubionych miejsc Jacquesa Cousteau. Rekiny, żółwie, barakudy i manty, wszystko w dużych ilościach, nie wiadomo w którą stronę patrzeć. Sipadan jest rezerwatem, ilość ludzi wpuszczanych na wyspę jest ograniczona. Warto zarezerwować z wyprzedzeniem. Dive Shop godny polecenia - Uncle Chang, młodzieżowy - Scuba Junkie i jedyny 5-cio gwiazdkowy North Borneo Dive. (ŁS-N)

 

Trekking. Korzystając z informacji z  przewodnika, na miejscu może okazać się, że nie będziecie przygotowani na wyprawę na górę Kinnabalu. Niby warto, ale wyprawa robiona pod turystów, trzeba rezerwować miejsca  pół roku wcześniej i na każdym kroku słono płacić. W sumie około 1000 ringgit + opłaty. 

Jeśli wybieracie się w małej grupie, najlepiej pójść do oficjalnego biura parku narodowego i powiedzieć, że chcecie  dołączyć do jakiejś grupy i na miejsce dojedziecie sami.  No i cudownie cena maleje do 100 rinngit + opłaty. W cenę wliczony jest  lunch i śniadanie. Koniecznie trzeba zamówić, bo potem  nie ma  możliwości zjedzenia czegoś ciepłego.

Na miejscu nie ma bankomatów, toteż  możliwość wymiany pieniędzy jest ograniczona.  Nie ma sklepów, trzeba więc zabrać ciepłe ciuchy i obowiązkowo dobre buty. Potrzebny jest tez śpiwór.

 Na górę nie można wejść bez przewodnika, którego usługa kosztuje 70 rinngit. Jeśli idzie się z grupą to cena dzieli się na ilość uczestników, można  spróbować podłączyć się do grupy. Dodatkowo na miejscu płaci się 15 rm za bilet wstępu do parku.

Wyprawę zaczyna się o 10.00 rano. Najpierw około pięciu godzin jedzie się busem (dodatkowo płatny), a potem rozpoczyna się przyjemna wspinaczka. Pierwszy etap  kończy sie wieczorem,  noc spędzacie w bazie, dlatego niezbędny jest śpiwór. W bazie można wykupić miejsca ogrzewane i nieogrzewane. Nieco kłopotliwe bywają wycieczki młodzieży chińskiej, które nie zawsze dają spać.

Wyjście na sam szczyt rozpoczyna sie o trzeciej nad ranem. Droga jest bardzo stroma, a ponieważ jest ciemno i wspina się trzymając się liny, przydadzą się grube rękawiczki i latarka – czołówka.   

Trasa na szczyt nie jest najłatwiejsza, a do tego mnóstwo turystów, jak na jakiejś autostradzie. Natomiast po dotarciu na szczyt widok rekompensuje wszelkie niedogodności.

Jak komuś jeszcze mało wydawania pieniędzy,  może sobie kupić dyplom, że był na szczycie.

Zaraz potem wycieczka do hot springs.  Gorące źródła to fantastyczny relaks, a dla tych którzy wracają z góry wejście jest za darmo. Koniecznie trzeba sobie zostawić plakietkę z numerkiem! (AB)

 

Freak show. (dodaj swoje informacje)

Adventure. Taman Negara – gigantyczna dżungla, przez którą wiedzie kilka wyznaczonych szlaków (najkrótsze można pokonać nawet samemu), ale można też z przewodnikiem udać się na wyprawę „custom”, dowolną trasą na dowolnie długo. Przy podróży z Kuala Lumpur najłatwiej dostać się do Jerantut, przenocować i z rana ruszyć dalej, do przystani w Kuala Tembeling. Do kwatery głównej parku w Kuala Tahan warto dopłynąć łodzią (2 godziny), choć można też dojechać autobusem.

W samym parku koniecznie trzeba na rozgrzewkę zaliczyć spacer po „Canopy Walkway”, sznurowych mostach zawieszonych nad koronami drzew (20m), a potem na trek do dżungli (od półdniowych tras do oporu). Trzeba uważać na wszystko, mieć dobre buty i odpowiedni sprzęt na wszelki wypadek (kompas, światła chemiczne, latarka, linka etc.) – przy trasach wgłąb lasu naprawdę nie ma żartów. Można się też wybrać do pobliskiej wioski Orang Asli, choć są oni bardziej niż przyzwyczajeni do turystów, więc nie będzie to wstrząsające przeżycie. (TM)

 

Plaże i wyspy. Perhentian Islands, dwie wispy: Perhentian Besar i Perhentian Kecil. Besar dla turystów, Kecil dla podróżników. Jeśli lubisz  prywatne plaże, lazurową wodę, łagodny klimat i sączącą się leniwie z głośników muzykę reggae to Perhentian Kecil nie jest tym miejscem. Wyspa bez pojazdów mechanicznych, resortów i hołoty, która zatrzymuje się w pobliskiej Tajlandii. Doskonałe miejsce by nie robić absolutnie nic, poznając travelerów z całego świata, opychać się owocami morza i upijać się do nieprzytomności pod rozgwieżdżonym niebem, zaliczając kolejne kursy nurkowe.

Tioman Island -  pozornie mniej atrakcyjna niż Perhentiany, ale poszukujący podróżnicy znajdą na niej jedną z tych mitycznych miejscówek, które trudno będzie opuścić. Pusta plaża, kilka chatek i fale wystarczająco wysokie na surfing i bodyboarding. Tioman jest strefą bezcłową – alkohol, który w Malezji jest wyjątkowo drogi, na wyspie występuje w cenach bardzo zachęcających. Przypływając promem z Mersing warto wcześnie rano wybrać się na targ rybny i styropianowy pojemnik wypełnić lodem, krewetkami, kalmarami i ulubionym rybami. Wieczorem na wyspie przyrządzą wam z tego ucztę za dodatkowe 10 RMY. (ŁS-N)

Pangkor – nie tak popularna jak Langkawi, trochę na uboczu, z nawet niezłymi plażami i nieco leniwym tempem. W środku wyspy prawdziwy gęsty las deszczowy, w którym można się poważnie zgubić. Dobre miejsce na kilka dni regeneracji. Na Pangkor najłatwiej się dostać promem z Lumut. Wyspa stanowi tez dobry punkt wypadowy na Jarak Marine Park. (TM)

Kluby i imprezy. (dodaj swoje informacje)

Odpoczynek. (dodaj swoje informacje)

Zakupy. Kuala Lumpur – Petaling Street (prawdziwy azjatycki bazar – podróbki, tandeta, błyskotki, gadżety) i Central Market (fantastyczne miejsce na zakupy – ciuchy, pamiątki, sztuka, drewno, biżuteria). (TM)

Komu się spodoba. Malezja jest dobra na pierwszy wyjazd - wszystkiego po trochu, egzotycznie, różnorodnie, a przy tym bezpiecznie. (TM)

Autor

Tomek Michniewicz - backpacker, dziennikarz, autor programu podróżniczego "Trójka Przekracza Granice". Przeciwnik kapeluszy a’la Indiana Jones i festiwalu w Opolu, miłośnik stanu na granicy wyczerpania. Redaktor naczelny serwisu KoniecŚwiata.net.

Łukasz Szolc-Nartowski - właśnie dochodzi do siebie po czternasto miesięcznej tułaczce po Azji. Fascynat leniwej egzystencji oraz poznawania życia poprzez doświadczania go na własnej skórze i we własnej osobie.

Obejrzyj więcej zdjęć z Malezji.

Dodaj swoje informacje o tym kraju

Aby dodać swoją opinię, zaloguj się korzystając z poniższego formularza. Jeśli nie masz jeszcze konta, zarejestruj się.

TypoScript object not found (lib.small_login)
Ostatnie postyMalezja
Temat Ostatni post
Porady użytkowników: Gdzie spać
Malezja / Informacje praktyczne
2012-08-09 19:22
przezRave50
Skocz do ostatniego tematu